Jak wiadomo, w Babylon 5 mamy wątek technomagów (nad którym dobrych parę razy się nachylałem ;)):
https://www.youtube.com/watch?v=QezRALpac0w
...przy czym wygląda on - minimum od strony rekwizytorium - na inspirowany wątkiem Koroba i Sylvii z odcinka TOS "Catspaw" (uchodzącego za SF-ową wpadkę uznanego autora horrorów - Roberta Blocha):
https://www.youtube.com/watch?v=hEaTLyUDr24
Ponieważ jednak w/w odcinek uznawany jest za zły (i raczej zasłużenie, bo intrygujący koncept sprowadza do halloweenowo-czarnomagicznej cepeliady, jakby antycypującej gimmicki z SNW), nikt za technomagami z kanonie ST nie tęskni. Tj. prawie nikt, bo ja mam od lat wrażenie, że dobrze - czyli jak JMS przykazał - poprowadzeni wnosiliby do oficjalnego Treka b. oryginalną perspektywę (intelektualną), niekoniecznie gubiąc właściwy mu scjentyzm...
(https://static.wikia.nocookie.net/memoryalpha/en/images/9/94/Korob.jpg) (https://static.wikia.nocookie.net/babylon5/images/f/fd/Elric.jpg)
A Wy co o tym sądzicie? ;)
ps. W jakimś sensie zainspirowały mnie do ubrania w słowa tych - nienowych - przemyśleń odcinki SNW "The Elysian Kingdom", wraz z nadciągającym sequelem, i - fajnie nawet rozegrany - wątek ojczystej planety Billupsa - Hysperii z LD "Where Pleasant Fountains Lie", ale tylko w jakimś, bo to nie jest ten intelektualizm, o który mi chodzi...
Technomagowie z Babylon 5 wydają mi się ciekawsi, jeśli potraktować ich nie jako ,,magów w SF", w stylu Shadowrun czy nieszczęsnych odcinków SNW, ani jako wypełniaczy Trzeciego Prawa Clarke'a tylko jako coś w rodzaju Thelemy/OTO przeniesionej w kosmos i przepisanej na język technologii.
Nie chodzi o to, że ,,mają tajemną technologię", tylko o cały model kultury: inicjacja, stopnie wtajemniczenia, własna struktura zakonu, symbolika, praktyka przekazywana warstwami i bardzo mocne poczucie, że pewnej wiedzy nie wręcza się po prostu pierwszemu lepszemu człowiekowi razem z instrukcją. OTO samo opisuje swoje stopnie jako system inicjacji przekazujących wiedzę poprzez rytuał, alegorię i symbol.
Technomagowie mają dokładnie ten sam fajny paradoks, gdy obserwować ich z zewnątrz: mówią, że działają dla dobra innych, ale jednocześnie nie mówią specjalnie, jak to dobro zamierzają osiągnąć. Wiedza jest niebezpieczna, technologia jest niebezpieczna, więc trzeba ją chronić — a przy okazji zostaje ona w rękach tych, którzy przeszli inicjację i należą do zakonu. Czyli klasyczne ,,dla dobra ludzkości, ale naprawdę nie musicie wiedzieć, co robimy w piwnicy". Jak na zakon ezoteryczny przystało.
A tu bardzo ładnie zazębia się to z Mage: The Ascension. Sons of Ether dają ten wariant ,,szalonej nauki" — technologia jest realna, tylko stoi za nią kompletnie alternatywny model fizyki. Virtual Adepts to już nowoczesny wariant: informacja, komputery, hacking rzeczywistości, traktowanie systemu jak czegoś, co można przeprogramować - bardzo podobne do współczesnego neuroengineering i niektórych odmian Magii Chaosu (ToPY, esoteric underground). Co ciekawe, sami wywodzą się z Technokracji - co zresztą dobrze pasuje do tego, jak współczesny okultyzm miesza dziedzictwo dawnych zakonów z późniejszymi, bardziej eksperymentalnymi praktykami...
A Marauders dorzucają jeszcze inną rzecz: radykalnie osobisty paradygmat. Nie ,,nasza szkoła ma inną fizykę", tylko ,,rzeczywistość nie musi działać według jednej zatwierdzonej instrukcji". Tylko tu trzeba uważać z porównaniem, bo Marauder to nie po prostu ,,chaos magick" — w Mage to już właściwie ekstremalny przypadek maga, którego własny paradygmat całkowicie przejął sposób postrzegania rzeczywistości.
Natomiast właśnie taki technomag-chaośnik byłby dla mnie jeszcze ciekawszy.
Wtedy zamiast zakonu, który pilnuje jednej wielkiej tajemnicy, dostajemy ludzi, którzy biorą tę całą hermetyczną technologię i zaczynają ją odprawiać po swojemu. Trochę Sons of Ether, trochę Virtual Adepts, odrobina tego marauderskiego ,,a kto powiedział, że musi być tak?", a do tego bardzo praktyczne podejście chaos magick: nie pytaj najpierw, czy system jest metafizycznie prawdziwy — sprawdź, czy działa.
Czyli kosmiczny McGyver:
- Potrzebujemy teleportera.
- Mamy generator pola...Fazer?
- Jest.
- Talerz z deflektora?
- Jest.
- Przyspawaj fazer do talerza, przykręć do generatora, narysuj pentagram, zrób ten rytuał i wrzuć do komputera tę sekwencję liczb pierwszych.
- Ale... to nie jest procedura Starfleet.
- Wiem. Poprzednim razem zadziałało.
I wtedy dopiero robi się naprawdę interesująco. Nie ,,magia kontra nauka", tylko dwie cywilizacje, które mają działające technologie, ale zupełnie inaczej rozumieją, czym jest wiedza i jak się ją zdobywa.
I właśnie tu widzę tę przestrzeń dla Treka: nie kolejni kosmiczni czarodzieje, tylko ludzie, którzy potraktowali technologię, rytuał, symbol, matematykę i empirykę jako jedną praktykę, zamiast porozdzielać je na osobne dziedziny.
Czyli nie: ,,Magia istnieje.", tylko: ,,Nauka działa. Po prostu niekoniecznie tak, jak was uczono."
Znacznie ciekawsze niż kolejne ,,hehe, w kosmosie są czarodzieje".
Cytat: WVR23PH w 17 Wrz 2026, 23:18I właśnie tu widzę tę przestrzeń dla Treka: nie kolejni kosmiczni czarodzieje, tylko ludzie, którzy potraktowali technologię, rytuał, symbol, matematykę i empirykę jako jedną praktykę, zamiast porozdzielać je na osobne dziedziny.
Ha, moje myśli szły w podobnym kierunku, chociaż nie aż tak daleko. Czyli nie ku oczywistym schematom typu:
"posiadacze technologii, którzy postanowili zgrywać czarodziejów" lub
"czarodzieje wrzuceni w świat ST, bo tak, dla efekciarstwa", tylko ku organizacju zreszającej jednostki, które - w pełni akceptując materializm racjonalizm, empiriokrytycyzm i scjentyzm postanowiły - nie dokładając do niego zasadniczo żadnych pozaempirycznych wierzeń - ubrać go w magiczne szaty, by nie stracić archaicznego poczucia cudowności rzeczywistości i wyłuskać z dawnych paradygmatów symboliczną mądrość, która ich zdaniem w nich tkwi (kojarzy się Junga czytanie alchemii). Z okazjonalną furtką dla rzeczy wykraczające poza klasyczne naukowe zrozumienie, na zasadzie - b. ostrożnie stosowanego jednak - dualizmu naukowo-magicznego, o którym kiedyś coś pisałem:
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=3&topic=4041&page=0#msg305778
Brzmi to bardziej jak entourage i nostalgia niż Crowleyowskie "Naszą metodą jest Nauka, naszym celem jest Religia" - gdzie w Technomagach zamieniłbym to lekko na ,,Naszą metodą jest Magia, naszym celem jest Nauka" - nie tylko "magiczne szaty", ale i "magiczne metody".
Współczesny okultyzm, przynajmniej ten nie od "kryształków i kadzidełek", a już zwłaszcza wspominana przeze mnie Magia Chaosu czy Thelema (thelemici obraziliby się pewnie za stawianie ich obok siebie), od dawna nie bawią się wyłącznie w pozaempiryczne wierzenia, a raczej budują systemy zrozumienia psychologii. Całe, ponownie z Crowleya, "Magija jest nauką i sztuką powodowania zmiany zgodnie ze swoją Wolą" nie oznacza już jakichś płonnych prób stania się współczesnym Merlinem, a raczej radykalną dyscyplinę eksperymentowania na sobie: zmienianie świadomości, percepcji, zachowania i sposobu konstruowania rzeczywistości. A za zmianą percepcji, przychodzi reszta - świadomość kształtuje byt :P
Stąd - choćby u RAWilsona - całe "reality tunnels": niekoniecznie wiara w jeden prawdziwy model rzeczywistości, tylko świadomość, że taki model jest w jakimś stopniu konstruktem, który można zmieniać i testować. A tu robi się już całkiem zabawny most do współczesnej nauki o świadomości: Metzinger i jego "Ego Tunnel," self-model itd. - nie "magiczna dusza", tylko mózg konstruujący model siebie i świata, który można badać również poprzez jego zaburzanie i zmianę.
I właśnie taki eksperymentalny charakter magii wydaje mi się kluczowy dla Technomagów. Mag zaczyna od eksperymentowania na sobie: zmieniam stan świadomości, percepcję, reakcje, sposób interpretowania rzeczywistości; przyjmuję określony paradygmat i sprawdzam, co mi on robi i do czego pozwala mi dojść.
Następnie z ,,eksperymentuję na własnej świadomości" przechodzimy do ,,eksperymentuję tym samym sposobem na rzeczywistości". Rytuał staje się procedurą eksperymentalną, symbol - narzędziem modelowania, inicjacja - metodą przekazywania warstwowej wiedzy, a technologia może być rozwijana według zasad, które dla zewnętrznego obserwatora wyglądają jak magia.
Technomagowie wykonują ten następny krok: skoro ten sam paradygmat działa jako narzędzie eksperymentowania na operatorze, to dlaczego ograniczać go do operatora? :)
I wtedy nie ma nawet potrzeby wybierania między "nauką" a "magią". Metoda naukowa daje empirię i rygor, tradycja magiczna daje cały arsenał technik pracy z percepcją, świadomością i symbolicznymi modelami rzeczywistości. A jeśli okazjonalnie trafi się coś, co wykracza poza nasze obecne naukowe rozumienie, to zamiast od razu robić z tego cud albo brednię pozostaje ta sama zasada: "sprawdźmy, czy to działa."
Stąd - cały paradygmat poznania musiałby łączyć (i już to robi) metodę naukową i tradycje religijne. Tyle że Technomagowie poszliby o krok dalej: nie tylko ubrali naukę w magiczne szaty, ale potraktowali magię jako metodę poznania i eksperymentowania.
"Najpierw eksperymentowaliśmy na sobie. Potem pomyśleliśmy: a co, jeśli spróbować na reszcie wszechświata?"
Jestem świadomy tych spraw - czytałem Wilsona (ze Sheą, i samego). I nie tylko jego. Interesowałem się - choćby w kontekście ich twórczości - jaką filozofię wyznają Morrison i Moore (pewnie obaj śledziliśmy ten pojedynek komiksowych magów ;)). Wiem jak bardzo naukowy czy też filozoficzny korzeń Mage: the Ascension (a więc i całego WoD-u ostatecznie) wyrasta właśnie z chaotyckiego światopoglądu*. Zresztą... linkowałem kiedyś różne materiały na te tematy**.
Ale choć nazwałbym to całkiem spójną hipotezą nt. natury rzeczywistości (w kategoriach ockhamowskich niekonieczną, przynajmniej na dziś, ale elegancką), a także dobrym sposobem by mieć w inteligentnej SF pełnoprawną fantasy - i okazję do filozofowania zarazem - nie jestem pewien czy chciałbym tego akurat w Treku*** - choć Ty, oczywiście, możesz chcieć, i być może Bloch też czegoś podobnego chciał**** :) - mam bowiem wrażenie, że jest on na to za bardzo pozytywistyczny (i nie chciałbym tego w nim zmieniać). (Acz nie zapominam, że Lem, scjentysta jeszcze większy, i bardziej sceptyczny, od Roddenberry'ego pogrywał w "Śledztwie" z możliwością płynności reguł Wszechświata i klimatami antycypującymi TXF***** oraz "Przesąd" Ambrose'a.)
* Który zresztą dopuszcza i model "kryształowo-kadzidełkowy" i opowieści o astralach i energiach, jako jeden z n możliwych paradygmatów (właśnie na zasadzie założenia, że może komuś to działa - podobnie jak komu innemu modły do Cthulhu).
** W tym także o tym jak Maga modelami Donalda D. Hoffmana - które zresztą krytycznie oceniam od strony spójności - można podpierać.
*** Tj. w wydaniu oficjalnym, czy też kanonicznym, bo w ramach amalgamowania i fanfiction...
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=4155
;)
**** I nie zaprzeczę przecież, że byłoby to intelektuaknie znacznie ciekawsze - i potencjalnie owocne - niż to, co zaserwowano nam właśnie w SNW.
***** TXF zaś, choć intelektualne niemniej, niż TNG, rozchodzi się w tak wielu kierunkach (Obcy, wampiry, cyberpunk, nawiedzone lalki, wątki frankensteinowskie), że spójność interpretacyjną może zapewnić mu chyba tylko chaotycka płynność paradygmatów.
Przy czym jednak - biorąc pod uwagę znaną scenę z CRU "The Path of Sorrow", którą już kiedyś linkowałem*, więc tym razem tylko zacytuję:
Matheson: Deck 14... Flight deck's back that way... I thought you said that you'd be leaving once we got what we came for.
Galen: Yes. I did.
Matheson: But you're not leaving?
Galen: No. I'm just here. We, all of us, have to be somewhere. This place seemed to be as good as any.
Matheson: You mean, you've been riding around in here all night?
Galen: Mmm.
Matheson: You like going nowhere at 120 miles an hour?
Galen: Of course. That is man's natural condition. I was thinking about Matthew's reaction to the object we found. He seems quite drawn to it.
Matheson: He's curious. I think people like him are born to ask questions.
Galen: That implies a directed universe. There is no planning... no design to our lives.
Matheson: Odd. Given your profession... I figured you'd be the one person who'd believe otherwise.
Galen: I think this is where I get off. Metaphorically, metaphysically... and literally. But do go on riding. Go around enough times, and with any luck... you might come to the same conclusions I have. Good night.
Nie zaprzeczę, że byłby z Galena dobry chaota, a może i dyskordianin ;) ;) ;).
* https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=3&topic=334&page=5#msg333793
Dam tu, trochę z braku laku ;). O magii w ST:
https://www.youtube.com/watch?v=mO6gMEht5JM
Tak się teraz zastanawiam nad pozytywizmem Treka vs... no właśnie, czym właściwie w Babylon 5?
W świetle magii w fantasy-odcinkach SNW jest to szczególnie zabawne, bo tam już nawet nie ma specjalnie pytań o jej naturę — magia jest po prostu magią, a jeśli pojawia się jakieś wyjaśnienie, to zwykle jest ono dość marniawe i naodwalsiowe.
Tymczasem w B5 w sumie nie ma prawdziwej metafizyki, jeśli odliczyć Soul Hunterów, a i tu ,,dusze" można uznać za jakąś formę kopiowania świadomości. Wszystkie wysokie rasy mają po prostu absurdalnie zaawansowaną technologię. Nawet Lorien w gruncie rzeczy nie robi niczego, co wymagałoby wprowadzenia kategorii ,,nadprzyrodzone".
W Treku za to mamy całą menażerię superistot, z Q na czele jako tricksterem, które mogą właściwie wszystko, bo mogą — i w zasadzie nie są szczególnie zainteresowane tym, żeby ktoś je badał, więc i nie badają.
Czy to jest pozytywistyczne?
UFP i Flota niewątpliwie, bo powstały w również z głodu wiedzy i poznania. Ale sam Trek już niekoniecznie: to przecież w sporej mierze zabawa przypowieściami — moralnymi, kulturowymi, filozoficznymi itd. Zwłaszcza TOS.
B5 natomiast jest mistyczne głównie z wierzchu. Pod spodem jest mocno naturalistyczne, momentami chyba nawet bardziej niż Trek: każdy bóg i demon prędzej czy później okazuje się mieć pochodzenie, mechanizm i miejsce w jakiejś naturalnej historii wszechświata.
Technomages or not.
Cytat: WVR23PH w 23 Wrz 2026, 19:16Tymczasem w B5 w sumie nie ma prawdziwej metafizyki
Tak, to jest ten paradoks, który zresztą genialnie ucieleśniają sami technomagowie. Z wierzchu magia, pod spodem technologia.
Cytat: WVR23PH w 23 Wrz 2026, 19:16jeśli odliczyć Soul Hunterów, a i tu ,,dusze" można uznać za jakąś formę kopiowania świadomości.
Mam wrażenie, że JMS chciał tu unaukowić, a przynajmniej podać w formie dopuszczającej naukowe interpretacje, koncept
katry. (Zwróć uwagę, że - b. wolkańscy - Minbari reagują na Soul Hunterów nienawistnie, co sugeruje, że znają techniczną stronę tego procesu - co ładnie współgra z wątkiem
katric arks wprowadzonym - przed ENT - w powieści "The Lost Years" Dillard:
https://memory-beta.fandom.com/wiki/The_Lost_Years)
Cytat: WVR23PH w 23 Wrz 2026, 19:16W Treku za to mamy całą menażerię superistot, z Q na czele jako tricksterem, które mogą właściwie wszystko, bo mogą — i w zasadzie nie są szczególnie zainteresowane tym, żeby ktoś je badał, więc i nie badają.
Aczkolwiek nigdy nie jest to (przynajmniej do obecnego sezonu SNW) traktowane (przez GF) jako nadprzyrodzone, najwyżej jako nieznane (konsekwentnie w duchu 3 prawa Clarke'a). W tym sensie oficerowie GF (zgadzam się z Tobą, że pozytywizm Treka na nich spoczywa) zawsze przyjmują postawę Topolnych, nigdy Czwartków, że tak Lemem pojadę. Złośliwy powiedziałby, że nawet gdyby pojawił im się duch czy realne bóstwo, nie zareagowaliby
* lękiem, ani czcią, tylko jak badacze (i obrońcy ludzkiej suwerenności, także etycznej).
* Z paroma wyjątkami być może (Pike z DSC, fanowski Ray Martin, może późny Sisko, może Chakotay).
Cytat: WVR23PH w 23 Wrz 2026, 19:16Ale sam Trek już niekoniecznie
Stąd - owszem - padały pod adresem ST oskarzenia o promowanie New Age i okultyzmu - z tych kręgów, co zwykle ;), a z innych o niedostateczną naukowość. A Mike Wong w swoim fanfiku przedstawiał Q jako istotę potężną w (starwarsowej) Mocy.
Z drugiej strony trzeba jednak zauważyć, że nigdy wiadome fenomeny nie są nazywane magicznymi czy mistycznymi (w tradycyjnym tych słów sensie, ani jako takie pokazane - nawet jeśli się w określone klisze wpisują). A także, że psionika nie była wówczas, gdy Trek się rodził - jak dziś, po latach badań (choć Watts zostawił jej w Ryfterach furtkę) - odbierana jako pseudoneuka, nawet umysł klasy Clarke'a nabrał się, że coś może w tym być...
O tym jak Sawyer racjonalizował Q jako postludzi z przyszłości, a Dukaj jako Ducha/Duchy (wbrew nazwie byt
naukowy już - dawno temu - wspominałem.
Cytat: WVR23PH w 23 Wrz 2026, 19:16B5 natomiast jest mistyczne głównie z wierzchu. Pod spodem jest mocno naturalistyczne, momentami chyba nawet bardziej niż Trek: każdy bóg i demon prędzej czy później okazuje się mieć pochodzenie, mechanizm i miejsce w jakiejś naturalnej historii wszechświata.
Poza demonani z TLT, które jednak użyte są przypowieściowo w stylu Del Rey'a i Bradbury'ego. Acz i w stylu jaki przypisałem ST - bo nikt się ich (metafizycznie) nie boi, ani im nie kłania, i ostatecznie zostają przezwyciężone (cwaną sztuczką zresztą) jako symbol demonów przeszlości.
Też tu dam. Takie spojrzenie na naukę i na magię:
https://www.youtube.com/watch?v=sW_KJSkXT10