Kontynuacja z:
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=2676&page=19
Rowan J Coleman o bohaterach tytułowego filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=pu_dwq_BYso
Pryncypialna krytyka Avatara jako franczyzy:
https://www.youtube.com/watch?v=cub3OBkFYp8
Drix przypomina, że dziś mija 15 lat od premiery [filmu] Avatar.
Za Drixem. O problemach ze światem "Avatara":
https://youtu.be/Z9vQYuAMXZI
Ewoki kontra Na'vi:
https://www.youtube.com/watch?v=Q30l90Lt7tI
Marciosss napisał:
Porozmawiajmy o pieprzeniu że Avatar nie miał kulturowego impaktu.
Kiedy wchodzę w dowolny materiał na ten temat, argumentacja sprowadza się do tego że Avatar nie ma chwytliwych one linerów i towarzyszy mu konsumpcja merchu. Chuk że są trzy super zarabiające filmy, to że fikcyjny ekosystem Pandory zainspirował cały ruch spekulatywnej ewolucji, czy gry typu Horizon Zero Dawn starające się pokazać żywe światy.
Też jest wpływ osobisty, ta może trochę przesadzona post Avatarowa depresja, jak film wpłynął na podejście fanów do przyrody a może nawet zapoczątkował kierunek kariery przyrodnika.
Dyskusja:
xetnoinu
Moim zdaniem impakt był ogromny. I artystyczny i wizualny i od dawien dawna żeby nie powiedzieć od filmu ST z humbakami i Nausicaa z Doliny Wiatrów - nie było tak ekologicznego w przesłaniu filmu.
Od lat zawsze powtarzam że ekologizm to jest element jaki daje temu filmowi miejsce w panteonie popkultury
W życiu trzy razy miałem taki opad szczęki w kinie, że może i głupie to czasem ale widowisko absolutnie wbija w fotel.
1 Jurasic Park - zachwyt nad efektami i światem
2 Matrix - uczucie życia w matriksie po wyjściu z kina przez kilka dni
3 Avatar i jedyna taka sensowną głębia 3D i po prostu piękny kompletny świat Pandory.
Chodzi mi precyzyjnie o świat na ekranie. Wrażenie kinowe i atmosfera na sali.
Q__
Heh, po "Matrixie" i mnie trzymało czas jakiś, z tym, że w godzinach liczony. Nie pamiętam już czy wdałem się w jakąś koleżeńską pogaduchę, czy poszedłem na wódkę (wtedy się to robiło), by się z tego wrażenia otrząsnąć.
Gorzej, że po "Urodzonych mordercach" miałem szczerą ochotę zabić każdą mijaną na ulicy osobę, ot tak, bo czemu nie?, ale zdołałem to szybko opanować, bo inaczej by mnie tu z Wami teraz nie było.
Przy rewatchach nie było już takich sensacji ;) .
WVR_23PH
JP obejrzałem jako g*wniak w podstawówce, ale książkę już miałem przeczytaną. Kolosalne wrażenie.
Matrix - nadal chodzę do kina jak są powtórki na n-lecie i inne okazje. To nadal świetny kawałek kina.
Avatar mnie znużył, 2 jeszcze bardziej, na 3 nie poszedłem.
Opad szczęki... Nie wiem, ale przez cały seans "Rocky Horror Picture Show" siedzę z uśmiechem od ucha do ucha. Za każdym razem.
RedHatMeg
Specjalnie na urodziny taty poszliśmy na drugiego Avatara, a przedtem sobie na szybko obejrzałam pierwszego. Problem miałam jednak taki, że czakałam wtedy na nowe okulary, więc ekran w kinie był cokolwiek zamazany.
Pomijając ten ściśle wizualny impakt (bo to wszyscy od samego początku chwalili), to myślę, że wszechobecna szydera na ten film paradoksalnie znaczy, że impakt był.
Bo gdyby to był taki film, o którym wszyscy zapomnieli po latach, to jednak żarty o nim by się po jakimś czasie ludziom znudziły.
A ja kiedy miała wyjść trzecia część, myślałam sobie: "Skoro pierwsza część była o zagrożonych lasach tropikalnych, a druga o wielorybnictwie, to jaki ekologiczny temat sprzed dwudziestu lat będziemy omawiać w trzeciej?"
Cd.:
such
Co to obecnie znaczy? Internetowe śmieszki to nie impact w starym rozumieniu tego słowa. Blade Runner tak rezonował, że gwiazda pop zrobiła teledysk, który poniósł się dalej niż sam film bezpośrednio. Avatar takiego impactu w moim odczuciu nie ma.
WVR_23PH
Blade Runner stworzył język wizualny cyberpunka w kinie, aktualny do dziś. Avatar... To Pocahontas x Smerfy w kosmosie. Problem polega jednak na czym innym, imo. Po pięciu dekadach rozwoju SF w kinie (liczę od lat 70-tych, bo wtedy zaczęły powstawać najważniejsze, moim zdaniem, klasyki, choć bywały pojedyncze wcześniej), trudno jest zrobić dzieło o jakimś większym impact'cie...
such
Wyobraźnia nie ma granic. Problem leży w produkcji tego typu filmów: nie ma w tej branży miejsca na ryzyko, więc i nie będzie innowacji albo wyróźniania się w tłumie (to ostatnie doprowadziło blockbustery praktycznie pod ścianę).
WVR_23PH
I o to się też rozbija impact lub jego brak. Co z tego, ze istnieją cyberpunkowe musicale z Rwandy, skoro nikt na nie nie zwróci uwagi, bo promocja jest zerowa - samo podejmowanie ryzyka to tylko część historii.
Q__
Ja bym może mniej stawiał na impakt - bo ten stanowi jednak pewną loterię (przynajmniej, póki nie dostaniemy narzędzi bardziej precyzyjnych, niż psychohistoria), a bardziej na jakość. Ciche klasyki typu "Silent Running" czy "Moon" też są ok. W sumie lepiej, gdy tytuł przekazujá sobie szeptem, jako polecankę, wtajemniczeni w SF ;) , niż gdy wiele osób szydzi...
such
Moon miał ogromny impact. Silent Running zawdzięczamy np. MST3k - rzecz na totalnie innym biegunie kultury.
to nie były ciche klasyki...
Gdyby istniały to rozumowanie miałoby sens, ale nie istnieją ;)
WVR_23PH
Wtajemniczeni doznają impaktu...😼
Q__
@WVR_23PH dawaj nagranie takiego musicalu z Rwandy.
[do: such] Ogromy jak ogromny, nie tak wielki jak SW, czy ST.
WVR_23PH
A proszę Cię bardzo...https://youtu.be/acfBNIXovww
such
Oj, krzywię się na ten przykład.
to USA
https://pitchfork.com/news/saul-williams-shares-new-song-announces-film-kickstarter-campaign/
Q__
Cannes, Sundance - w mojej definicji cichego, choć @such powie, że jednak głośny ;) .
such
[ad: SW i ST] Wyjątki, tj kolosy wśród dużych sf ;)
SW ma specjalną jednorazową sf dyspensę.
[ad: Cannes, Sunsance] Kulturowy kolonializm.
WVR_23PH
Kręcony w Rwandzie, z Rwandyjskimi aktorami i operatorem na podstawie amerykańskiego źródła i ze współpracą US.
such
i kompletnie w Rwandzie nieznany oraz zupełnie nieprzystający do tamtejszych gustów i potrzeb ;)
WVR_23PH
Tego nie wykluczam
Spełnia definicję "cyberpunkowego musicalu z Rwandy"...for better or worse
such
Z Rwandy to on jest tylko jeśli spisać współrzędne geograficzne kamer ;)
Ale już nawet abstrahując: nie o tego typu filmach mówiliśmy. Tu nie chodziło o Dark Star tylko o pewne production values, jakieś widowisko, któremu pozwolono powstać.
2001 i Blade Runner podjeżdzają pod obecną stówkę.
Gdyby Kubrick pracował z CGI to pewnie 200.
Scott 500 ;)
Takim filmom w USA nie pozwalają obecnie powstać.
WVR_23PH
[ad: z Rwandy nominalnie] https://claude.ai/share/f7aff70e-20ea-4a81-b401-ddb741368aa8
Krzysztof Kietzman
Czemu wszystkie loga AI wyglądają jak odbyty?
WVR_23PH
Bo taka zazwyczaj jest jakość tego, co produkują 😼 a że AI shit jest już trochę zbyt niegrzeczne, stąd AI slop
Q__
Jak tak patrzę, to mi ten "Neptune Frost" lekko "Dirty Computer" przypomina...
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=6&topic=2004&page=26#msg327756
Krogulec
Nie lekceważyłbym Avatara, zwłaszcza jedynki. Jest to jednak dzieło niezwykłe. I rzekłbym że jego największa siła tkwi w sposobie narracji i tym jak widz wsiąka w Pandorę razem z głównym bohaterem. Blade Runner to oczywiście klasyk i ma swoją siłę, ale czysto narracyjnie i jeśli chodzi o psychologiczny wpływ na widza to Avatar jednak górą. Nie jest przypadkiem to ile zarobił i jakim hitem się stał. Blade Runner jest kamieniem milowym estetyki i klimatu, ale na poziomie treści nie ma tam zbyt wiele poza frazesami o przemijaniu i dość naiwnym końcem z ucieczką z wybranką robocicą. Avatar ma jednak w sobie więcej jeśli chodzi o traktat o człowieczeństwie, ekologii, imperializmie... Imo oba filmy są porównywalnie istotne, natomiast Avatar będzie lepiej się starzał bo Blade Runner nie robi już takiego wrażenia przez bazowanie głównie na wizualiach, które obecnie się już delikatnie mówiąc opatrzyły.
WVR_23PH
Przyznam rację - Avatar lepiej trafi do współczesnych widzów, bez przygotowania, bez lektury PKDicka, jak Blade Runner.
W sprawie tegoż nie jestem wszakże obiektywny, bo to mój ulubiony film wszechczasów....
Krogulec
Z Dickiem jednak nie ma wiele wspólnego ten film.
Oczywiście jest wybitny ale Dick ma zupełnie inną treść, wymowę, nawet klimat.
Dick jak i Lem miał bardzo długo pecha do adaptacji filmowych bo nawet jak już coś zrobiono to zupełnie nie w jego duchu... dopiero antologia Electric Dreams wreszcie uszanowała materiał źródłowy.
WVR_23PH
Ma jedną z podstawowych kwestii prozy PKD - na czym polega bycie człowiekiem, i co to jest symulakrum. Moim psychofanowskim zdaniem, film radzi sobie z tym lepiej niż książka, nie tracąc jej ducha.
A Electric Dreams rewelacyjne, potwierdzam.
Marciosss
Lem w większości jest niefilmowalny bez dużego przerabiania które by wywołało jęk fanów
Solaris zrobili trzy razy
Kongres ma fajną ekranizacje o której nikt nie mówi
Dzienniki to samo
Wczesne historie o Pirxie są już dziś tematycznie trochę przestarzałe i nie zainteresują widowni
W zasadzie to filmowania już bardziej się Zajdel nadaje
Ale poza polską go nikt raczej nie kojarzy
Q__
W zasadzie duch Zajdla unosi się nad "Seksmisją".