Kontynuacja z:
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=3242&page=1
Nie wycofuję się z uprzedniej krytyki filmowego "Cartera", ale - mówcie co chcecie - lubię do niego wracać coraz częściej, choćby dla takich scen:
https://www.youtube.com/watch?v=M_Syil6SXpM
https://www.youtube.com/watch?v=C7ZeptdPPrU
(Choć robiąc to staram się wizualizować sobie w głowie wersję wierniejszą fabularnie książce - może z wyjątkiem wzmocnienia postaci Dejah, bo to w ekranizacji przypadło mi do gustu, nie gryząc się z orygjnalnym portretem tej bohaterki...)
Burroughsowska witalność i radość życia aż z niego bije. No i dobrze - choć powierzchownie - ilustruje jeden z bardziej kultowych światów SF.
ps. Skoro o świecie mowa - E.R.B., choć do kotleta pisał, to jednak geniusz był... Czego tam nie mamy - statki powietrzne, radioaktywne pociski, eksperymenty genetyczne, zaawansowane transplantacje, zlewanie się - z czasem - tzw. ras w jedno...
ps.2. Wycięta scena z filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=ZOsUhZHHsfE
Oraz video o boh. tyt.:
https://www.youtube.com/watch?v=USbb-XQ_93Q
John C. Wright o Carterze filmowym i powieściowym:
https://www.scifiwright.com/2012/03/a-reluctant-hero-of-mars/
I o marsjańskich zbrojach (a raczej ich braku):
https://www.scifiwright.com/2011/07/armor-on-mars/
Jeszcze dwie recenzje "Księżniczki Marsa":
https://naekranie.pl/recenzje/ksiezniczka-marsa
https://badloopus.pl/ksiezniczka-marsa-niestarzejacy-sie-klasyk/
I jedna filmowego "Johna Cartera":
https://film.org.pl/r/john-carter-science-fiction-z-ktorego-zrzynalo-pol-hollywood
Porównanie ekranizacji "Księżniczki Marsa":
https://www.youtube.com/watch?v=z0-KWbLakpE
Recenzje wybranych tomów cyklu barsoomskiego:
https://www.youtube.com/playlist?list=PL0SwkSN7QUpLpe3wX4tmOvSJ5iBEJe_0f
W/w cyklu jako całości:
https://www.youtube.com/watch?v=T45fS-MwK98
I samej "Księżniczki..." powieściowej:
https://www.youtube.com/watch?v=_1flEyLF4hM
https://www.youtube.com/watch?v=XTUmQ33B2C4
Za Drixem. Rożek o kanałach marsjańskich:
https://www.youtube.com/watch?v=_uz6Qn6OzdQ
To wracam do czytania Burroughsa. Najpierw Księżniczka z Marsa. Na plus autor próbuje dostosować narrację do tego co wiedziano o Marsie. Stąd autor zastanawia się jak człowiek poruszałby się przy mniejszej grawitacji. Również zwierzęta są odmienne niż ludzkie. Burroughs nie odtwarza ziemskiej biosfery ale próbuje wymyśleć ją na nowo, stąd brak ssaków. Kultura zielonych Marsjan przypomina wyobrażenia o dzikich w ówczesnej kulturze. Być może stąd nagość Marsjan. Inna sprawa, że czytelnikom (czyli głównie młodym chłopcom) mogłoby się podobać opisy: Była to dziewczyna, podobna w każdym szczególe do kobiet z Ziemi. W pierwszej chwili mnie nie zauważyła, ale gdy przekraczałem drzwi do budynku, który stać się miał jej wiezieniem, odwróciła głowę i jej oczy spotkały się z moimi. Miała bardzo piękną, owalną twarz o delikatnie rzeźbionych rysach, wielkie, błyszczące oczy i czarne jak węgiel włosy, ułożone w dziwny, a jednocześnie bardzo do niej pasujący sposób. Zaróżowione policzki i wspaniale ukształtowane usta pięknie kontrastowały ze skórą o lekko czerwonomiedzianym odcieniu. Podobnie jak prowadzące ją zielone Marsjanki nie nosiła żadnej odzieży, oprócz delikatnie wykonanych ozdób, ale żadna szata nie mogłaby bardziej podkreślić piękna jej doskonałej figury
co do obyczajów to słodkie: Marsjanie mają szczęście przynajmniej pod jednym względem – nie wiedzą co to zawodowy prawnik.
Z drugiej strony brak relacji między biologicznymi rodzicami a dziećmi może nie być przypadkowy, to ma pokazać obcość kultury. Opis wychowania zielonych Marsjan trochę przypomina ówczesne (i obecne w popkulturze) wyobrażenia o Spartanach. Relacji między płodnością a długością życia Zielonych Marsjan przypomina żółwie, śmiertelność młodych była duża, czas życia zaś długi (choć nie tak jak u zielonych Marsjan) ale czy mimo wszystko nie powinna populacja zielonych wzrastać?
Oczywiście Burroughs jest niekonsekwentny. Z jednej strony na Marsie nie ma ssaków. Z drugiej są małpy i czerwoni Marsjanie, a księżniczka zaznacza, że życie na każdej planecie przy podobnej atmosferze przybiera podobną postać
Cytat: rs w 16 Kwi 2025, 11:26Na plus autor próbuje dostosować narrację do tego co wiedziano o Marsie. Stąd autor zastanawia się jak człowiek poruszałby się przy mniejszej grawitacji. Również zwierzęta są odmienne niż ludzkie.
Tak, jak na autora ostentacyjnie wręcz nie traktującego swojej twórczości serio, Burooughs jest - a przynajmniej próbuje być - podejrzanie ;) solidnie naukowy ;).
Cytat: rs w 16 Kwi 2025, 11:26Kultura zielonych Marsjan przypomina wyobrażenia o dzikich w ówczesnej kulturze. Być może stąd nagość Marsjan.
Z drugiej strony - jak się dobrze zastanowić, Barsoom jest zasadniczo planetą postapo, z czego na upartego można wyciągać ponuro-katastroficzne wnioski, łagodzone jednak autorską apoteozą niezłomnego ludzkiego ducha. A Zieloni Marsjanie - że zaspoileruję, wrzucając informację z dalszych tomów - okazują się, mówiąc współcześnie, produktem geninżynierii (skądinąd i u Merritta takowe bywały, choć siłą rzeczy obaj panowie musieli być b. ogólnikowi w tym zakresie).
Cytat: rs w 16 Kwi 2025, 11:26Inna sprawa, że czytelnikom (czyli głównie młodym chłopcom) mogłoby się podobać opisy:
I stąd chyba do dziś SF-owe humanoidy - najpierw komiksowe, z Supermanem na czele, potem Trekowe i pokrewne.
Cytat: rs w 17 Kwi 2025, 09:23Oczywiście Burroughs jest niekonsekwentny. Z jednej strony na Marsie nie ma ssaków. Z drugiej są małpy i czerwoni Marsjanie, a księżniczka zaznacza, że życie na każdej planecie przy podobnej atmosferze przybiera podobną postać
Co zabawne i tego echa znajdziemy do dziś (a przynajmniej b. niedawnego wczoraj) - kłania się "Avatar". Z jednej strony b. pomysłowo wykoncypowany ekosystem Pandory, solidnie odmienny od naszego. Z drugiej - humanoidalni do bólu Na'vi.
John Carter nie zwraca uwagi na piersi Dejah Thoris. Nie zauważa też ich braku, więc raczej je ma. A mimo to ssaków nie ma (poza białymi małpami). Z rzeczy, które nie pamiętałem z lektury Ksieżniczki to wspomnienie we wstępie o nie starzeniu się Johna Cartera:
Jestem bardzo starym człowiekiem – sam nie wiem ile mam lat. Być może sto, może więcej. Nie potrafię, powiedzieć, gdyż nigdy nie starzałem się tak, jak inni ludzie. Nie pamiętam również swego dzieciństwa. Jak daleko sięgnę pamięcią zawsze byłem mężczyzną lat około trzydziestu. Wyglądam dzisiaj tak, jak wyglądałem czterdzieści i więcej lat temu, a mimo to wiem, że nie będę żył wiecznie, że któregoś dnia przyjdzie po mnie śmierć, ta prawdziwa, po której już się nie zmartwychwstaje.
Wydawało mi się, że opis w fabryce powietrza jest dłuższy, ale nie pamiętałem go. Generalnie zakończenie po pokonaniu Zodangańczyków jest bardzo skrótowe, więcej niż skrótowe
Cytat: rs w 22 Kwi 2025, 22:06John Carter nie zwraca uwagi na piersi Dejah Thoris. Nie zauważa też ich braku, więc raczej je ma.
Na wszelkich znanych ilustracjach ma ;).
Cytat: rs w 22 Kwi 2025, 22:06A mimo to ssaków nie ma (poza białymi małpami).
Może to być konwergencja funkcji/budowy przy odmiennym pochodzeniu. Znamy w końcu schemat ryba - ichtiozaur - waleń z jednej strony, a z drugiej - karmiące mlekiem pająki.
Cytat: rs w 22 Kwi 2025, 22:06wspomnienie we wstępie o nie starzeniu się Johna Cartera:
Które znów mogło być inspiracją dla Amberów i Highlanderów ;). Oraz Flintów ;).
Bogowie Marsa zaczynają się prawie jak powinien film Hitchocka - od bomby czyli Johna Cartera, który wrócił na Barsoom nad rzekę Iss, dolinę Dor i poznajemy i ich tajemnicę Thernów. Tyle, że wiemy że Carterowi krzywda się nie stanie
Cytat: rs w 23 Kwi 2025, 11:00Tyle, że wiemy że Carterowi krzywda się nie stanie
Taki urok klasycznej fantastyki awanturniczej ;).
Z drugiej strony rzadko, który główny bohater ginie w filmie. Trzeba oddać, że Burroughs zamiast odcinać kupony jednak wprowadza nowy motyw. Wracają starzy bohaterowie, ale pojawiają się nowe postacie, oraz nowi przeciwnicy
Tak, był bardzo kreatywny. Zresztą poczekaj co się wydarzy gdy - w kolejnych tomach - E.R.B. wysunie na pierwszy plan Thuvię i dzieciaki Cartera z Dejah ;).
Skądinąd takie częściowe postapo jest b. wygodne dla autora - można wprowadzać coraz to nowe enklawy cywilizacji, każdorazowo rządzące się nieco innymi regułami (co skopiowali potem twórcy animowanego Thundarra np.), gdzie jednocześnie drogę między tymi enklawami da się pokonać dość szybko (przynajmniej jeśli się jest nieustraszonym herosem), bo coś tam jednak z dawnych technologii zostało. Tak to można mieć zarazem fabularne zalety przedglobalizacyjnej przeszłości, i teraźniejszości/przyszłości.
Inna sprawa, że same fabuły są schematyczne. Twórcza kreatywność stanowi w nich tylko wstęp do b. przewidywalnego zabili-go-i-uciekł.
Dotarłem do wytłumaczenia ewolucji na Barsoom - przynajmniej według czarnych ludzi. Pierwsza myśl, że ponad 30 mln lat to trochę mało jak na ewolucje. Potem przypomniałem sobie, że powieść została napisana w 1913 roku. Z jednej strony Charles Lyell, czy lord Kelvin na kilkadziesiąt milionów lat (Kelvin 20-40 mln lat). Z drugiej już w 1907 roku Bertram Botwood szacował wiek Ziemi na 2,2 mld lat. Rozważania Botwooda nie były traktowane początkowo serio. Tak więc ponad 30 mln lat ewolucji na Barsoom nie wydaje się się w tym czasie zbyt niską liczbą.
W każdym razie dziwaczna i inna ewolucja na Barsoom jest na plus pomysłów autora, który nie powtarza życia na Ziemi tworząc ekosystem swojej planety
Cytat: rs w 26 Kwi 2025, 21:20powieść została napisana w 1913 roku. Z jednej strony Charles Lyell, czy lord Kelvin na kilkadziesiąt milionów lat (Kelvin 20-40 mln lat). Z drugiej już w 1907 roku Bertram Botwood szacował wiek Ziemi na 2,2 mld lat. Rozważania Botwooda nie były traktowane początkowo serio.
Tak, dziwnie się człowiekowi robi, gdy przypomina sobie, że rozmiary i wiek Wszechświata ludzkość zaczęła sobie uświadamiać dopiero w XX wieku, i towarzyszył temu szok znajdujący literacki wyraz w utworach Lovecrafta (te wszystkie eony i ogromy). Zresztą nałożyło się wtedy tego więcej i - jak w znanym otwarciu "Zewu Cthulhu" - z różnych dziedzin, bo i Teoria Względności się na ten szok złożyła, i odkrycia szczątków kolejnych hominidów (pokazujące, że nie da się odrzucić wniosków Darwina), i - co może nas teraz śmieszyć - znalezienie śladów cywilizacji tak starej, że jej echa nie przetrwały w tradycji mitologiczno-biblijnej (tj. Sumerów) jeszcze w końcówce XIX stulecia.
tak. Kolejna ciekawa rzecz to odwrócenie porządku. Kiedy Burroughs pisał Bogowie Marsa wciąż żywi byli dawni niewolnicy. Tymczasem u niego czarni Marsjanie nie tylko kontrolują białych, ale są ich właścicielami, oraz pożywiają się ich mięsem. Pomysł, że Thernowie korzystają z religii, aby żywić się czerwonymi i zielonymi Marsjanami, a następnie sami padają ofiarą podobnej praktyki jest ciekawy/
W tym miejscu można zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze wymiar antyreligijny, który chyba jest charakterystyczny dla amerykańskiej sf złotego wieku. Religia to opium dla ludu, który zwabia mięso dla Thernów i dla Czarnych Marsjan.
Druga kwestia to ludożerstwo. Mamy tutaj polemikę z pojawiającą się u Wellsa brakiem odrzucenia moralnego dla zjadania innych cywilizowanych gatunków. U Wellsa ludzie są zjadani przez Marsjan, tak jak ludzie jedzą krowy. U Burroughsa jest inaczej:
– Je ludzkie mięso? – zapytałem, choć bez zgrozy, ponieważ dzięki świeżo nabytej wiedzy na temat Świętych Thernów byłem przygotowany na wszystko w tym jeszcze mniej osiągalnym niebie, gdzie wszystko podyktowane było najwyraźniej przez wszechmoc jednej istoty, a wieki zaślepionego fanatyzmu wymazały wszelkie co bardziej ludzkie odruchy, które ta rasa mogła kiedyś posiadać.
Ci ludzie, pijani władzą i sukcesem, spoglądali na resztę mieszkańców Marsa jak my patrzymy na polne i leśne zwierzęta. Dlaczego nie mieliby więc zjadać mięsa niższych gatunków, których życie i charakter rozumieli nie bardziej niż my rozumiemy najgłębsze myśli i odczucia bydła, które zarzynamy, aby trafiły na nasze ziemskie stoły?
– Je wyłącznie mięso najszlachetniejszych Świętych Thernów i czerwonych ludzi. Mięso pozostałych trafia na nasze stoły. Zwierzęta jedzą niewolnicy. Bywa, że jada też inne przysmaki.
Wtedy nie rozumiałem jeszcze, że jego wzmianka o innych przysmakach niesie w sobie jakiekolwiek szczególne znaczenie. Wydawało mi się, że to wyliczenie jadłospisu Issus wyczerpało już limit upiorności.
albo rozmowa Cartera z Phaidor
– W takim razie to prawda, że jecie ludzkie mięso? – zapytałem ze zgrozą.
Spojrzała na mnie ze szczerym politowaniem dla mojej ignorancji.
– Owszem, zjadamy mięso niższych gatunków. Czy ty tego nie robisz?
– Owszem, mięso zwierząt – odparłem – ale nie ludzi.
– Podobnie jak człowiek może jeść mięso zwierząt, bogowie mogą jeść mięso ludzi. Święci Thernowie to bogowie Barsoom.
Czułem odrazę i zdaje się, że jawnie to okazałem.
Cytat: rs w 27 Kwi 2025, 14:16Kolejna ciekawa rzecz to odwrócenie porządku. Kiedy Burroughs pisał Bogowie Marsa wciąż żywi byli dawni niewolnicy. Tymczasem u niego czarni Marsjanie nie tylko kontrolują białych, ale są ich właścicielami, oraz pożywiają się ich mięsem.
Warto zwrócić uwagę, że potem - ileś dekad później - identyczne odwrócenie (minus kanibalizm) dostaniemy i u Le Guin, a także - na innej zasadzie - w "Dniu drogi do Meorii" Oramusa.
Cytat: rs w 27 Kwi 2025, 14:16Druga kwestia to ludożerstwo. Mamy tutaj polemikę z pojawiającą się u Wellsa brakiem odrzucenia moralnego dla zjadania innych cywilizowanych gatunków.
I tak to za sprawą obu tych zasłużonych autorów zaczyna być dyskutowana w SF kwestia, z którą zmagaliśmy się również na naszym forum:
https://forum.startrek.pl/index.php?topic=589
A która przewija się w fikcji do dziś (
vide Klingoni z DS9 i DSC, oraz
mirrory z drugiej z w/w serii).
John Carter trochę zbyt łatwo odniósł sukces, a fałszywe religie Marsa zostały unicestwione. Issus została unicestwiona przez swoich, a dama w opresji wymaga bohatera. Struktura trylogii o Johnie Carterze jest klasyczna. Księżniczka z Marsa wprowadza czytelnika w świat, Bogowie Marsa wprowadza nowych antagonistów i prowadzi do wielkiej bitwy, Wódz Marsa domyka wątki. Skoro najpierw wprowadzono czerwonych, potem białych i czarnych to czas na żółtych :)
Cytat: rs w 29 Kwi 2025, 16:40Skoro najpierw wprowadzono czerwonych, potem białych i czarnych to czas na żółtych :)
I - oczywiście - się pojawią, acz ich geny (i kodowane przez nie cechy) już wystąpiły. Bowiem Czerwoni Marsjanie to krzyżówka pierwotnych marsjańskich ras, których zostały tylko niedobitki.
https://barsoom.fandom.com/wiki/Red_Martian
Ot, wcielone w literackie życie ;) marzenie hrabiego Coudenhove-Kalergi, zanim ten zdążył je nawet (w roku 1925 dopiero) wyartykułować ;):
https://en.wikipedia.org/wiki/Race_of_the_future
Nie potrafiłem ich jednak przeniknąć i uznałem w końcu, że to właśnie mój pośpiech nie pozwalał mi rozwikłać zagadki. Zacząłem badać wiadomość wolniej, raz po raz wodząc palcem wskazującym po pierwszej z czterech kombinacji znaków.
Mieszkańcom Ziemi raczej trudno wyjaśnić marsjańskie pismo: to coś pomiędzy stenografią a pismem obrazkowym, a równocześnie język całkowicie odrębny od tego, którym mówi się na Marsie. Na Barsoom istnieje tylko jeden język mówiony. Obecnie posługują się nim wszystkie rasy i narody, dokładnie tak samo, jak u początków istnienia ludzi na Barsoom. Rozwijał się wraz z rosnącym zasobem wiedzy i osiągnięć naukowych mieszkańców planety, ale jest tak wyszukany, że słowa służące wyrażeniu nowych myśli lub oddaniu nowych warunków czy też odkryć tworzą się same; żadne inne słowo poza tym, które tworzy się w naturalny sposób, nie zdołałoby oddać zjawiska, na które potrzeba nowego określenia, dzięki czemu bez względu na dystans dzielący jakiekolwiek rasy lub narody, języki, jakim mówią, niczym się od siebie nie różnią. Inaczej jest z językiem pisanym. Nie istnieją dwa narody, które posługiwałyby się tym samym pismem, a zdarza się często, że pismo konkretnego miasta różni się znacznie od języka narodu, do którego to miasto należy. Dlatego właśnie znaki na papierze, o ile rzeczywiście były słowami, przez jakiś czas były dla mnie niezrozumiałe. W końcu jednak rozpoznałem pierwszy z nich.
Z jednej strony koncept jednego języka mocno ułatwia komunikację w świecie kilku gatunków. Przynajmniej pismo jest inne
Wódz Marsa podsumowuje trylogię o Johnie Carterze, który staje się nowym Augustem, który przy pomocy miecza zjednoczył całe Barsoom. Widać jest, że tom miał podsumować cykl. Bohater mimo, że obcy jednoczy glob, tym samym zmieniając jego historię. Przy okazji unicestwia podstępne i złe kulty. Carter przywrócił pokój, sprawiedliwość i bezpieczeństwo w swoim nowym imperium. Normalnie krwawy skończy się trud, Gdy związek nasz bratni Ogarnie ludzki ród - tyle, że bez przekształceń majątkowych, choć w wielu krajach obalono władców, Carter umieścił w nich nowych, stając się Jeddak Jeddaków, Wodzem Barsoom:
Dwadzieścia dwa lata wcześniej trafiłem nagi i obcy na ten niezwykły, dziki świat. Wszystkie narody i rasy walczyły wtedy ustawicznie w wojnach toczonych przeciw ludziom wszystkich innych krajów i kolorów skóry. Dziś dzięki sile miecza i wierności przyjaciół, których zdobyłem, ramię w ramię w pokoju i zgodzie stali tu ludzie czarni, biali, czerwoni i zieloni. Narody Barsoom nie stały się jeszcze jednym ludem, ale dokonaliśmy wielkiego kroku w tę stronę, a gdyby teraz udało się jeszcze włączyć do tego braterstwa narodów groźną rasę żółtych ludzi, uznałbym, że spełniłem wielkie życiowe zadanie, przynajmniej częściowo spłacając wielki dług wdzięczności, jaki miałem wobec Barsoom za to, że obdarował mnie Dejah Thoris.
W końcu nowy August zasłużył na swoją Liwię, księżniczka jest nie tylko damą w opałach, ale też nagrodą za dzielność
Cytat: rs w 01 Maj 2025, 19:44Z jednej strony koncept jednego języka mocno ułatwia komunikację w świecie kilku gatunków. Przynajmniej pismo jest inne
Tak, ciekawy sposób by mieć ciastko i zjeść ciastko. Ułatwić bohaterowi/bohaterom, ale i podkreślić, że z upadłą kulturą globalną mamy do czynienia, a zarazem zostawić pole dla różnorodności i indywidualizmu. (Gdyby jeszcze mógł się Burroughs takim prorokiem okazać, by zasugerować, że to pisane pochodne interfejsów i emoticonów różnych systemów operacyjnych...)
Cytat: rs w 01 Maj 2025, 19:58Carter przywrócił pokój, sprawiedliwość i bezpieczeństwo w swoim nowym imperium. Normalnie krwawy skończy się trud, Gdy związek nasz bratni Ogarnie ludzki ród - tyle, że bez przekształceń majątkowych
Mówisz, że od Cartera na Marsie do "Aelity" nie tak daleko? ;) (Z drugiej strony jest to też typowy wątek kolonialny -
white savior,
brzemię białego człowieka, itd. Kandydaci na ulepszaczy świata różne barwy nosili...)
W sumie większość narracji antykolonialnych jest nową wersją brzemienia białego człowieka. Przynajmniej w realizacji, gdzie trzeba zacofanym lokalsom pokazać sztandar rewolucji.
Cóż, arogancja różne barwy nosi... (Zasadniczo nadawanie kierunku antykolonializmowi należałoby zostawiać tymże lokalsom (i ich potomkom - np. na naszym poletku Ryanowi Cooglerowi) . Ze swojej strony można się najwyżej bić w piersi - swoje lub przodków.)