Kolejny klasyk SF zasługujący na własny temat. Zacznę od nieco dwuznacznej pochwały jaką wygłosił pod adresem jego czołowej powieści (wysokie miejsca w rankingach "Locusa") Lem*:
"przy wszystkich wymienionych ograniczeniach Heinlein dał utwory pełnosprawne, obfitujące w dobrze skonstruowane i uwiarygodnione uszczegółowienia ,,futurystyczne"; niewątpliwie wspomagała go w tym precyzyjnie logiczna wyobraźnia oraz inżynieryjne wykształcenie. Np. The Moon is a Harsh Mistress, choć ukazuje dość ,,wsteczną" księżycową społeczność w jej irredencie i oderwaniu się politycznym od Ziemi, to po prostu interesująco i żywo napisana powieść, której historiozofii nie tyle nie należy, ile po prostu nie można brać serio. (W utworze tym główną siłą wspomagającą rebeliantów – karnych zesłańców – w ich buncie jest Komputer Księżycowy, którego przyjaźń z człowiekiem-bohaterem należy do ciekawszych kart SF amerykańskiej, jak i ,,śmierć" ,,osobowości" tego komputera w finale, gdyż od uszkodzeń ginie ,,podobieństwo człowieka", przy nienaruszonej, nadal sprawnej maszynie obliczeniowej). Wartością takich utworów Heinleina (nielicznych w jego sporym dorobku!) jest k o m p l e k s o w o ś ć wizji. Cokolwiek zaś można by złego rzec o ideologii tego autora, nie da się mu zarzucić faryzeuszostwa, lecz tylko prostoduszną naiwność (widomą w tym choćby, że Heinlein najbardziej lubianym przez się bohaterom akcję wygładza pod stopami i wkłada im w usta swoje złote myśli)."
Gościnnej polecanki powieści "Podkayne of Mars" ze strony Krzysztofa Sokołowskiego:
http://lapsuscalami.pl/2017/10/02/kamil-poleca-robert-heinlein-podkayne-of-mars/
Recenzji Charliego:
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-starship-troopers-zolnierze-kosmosu/
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-wladcy-marionetek/
http://charliethelibrarian.com/robert-a-heinlein-glory-road-szlak-chwaly/
I porównania w/w "Luny..." z "Wydziedziczonymi" Le Guin (czy też na odwrót):
https://www.jstor.org/stable/4240331
* Skądinąd te pochwaly zdają się potwierdzać moje nieśmiałe (dlatego dotąd nie wyartykułowane) przypuszczenie, że heinleinowy HOLMES IV (High-Optional, Logical, Multi-Evaluating Supervisor, Mark IV) vel Mike należy do literackich przodków GOLEM-a XIV. Zwł., jeśli Mistrz znał też interpretację Budrysa, wedle której - przejściowa - mentalna człekokształtnosć R.A.H.-owego sztucznego inteligenta to była tylko proteuszowa gra:
https://archive.org/stream/Galaxy_v25n02_1966-12_modified#page/n91/mode/2up
Żołnierze kosmosu sprawiają dziwne wrażenie. O ile fim jest pastiszem, to książka wydaje się napisana na serio. Co jest porażające, gdyż to czysty totalitaryzm i zamordyzm. Co więcej nieudolny, nie przygptowano Piechoty Zmechanizowanej do wojny z robalami, którą o mało co przegrano.
To co robi wrażenie to stosumek do broni atomowej, której używanej było banalne i mało realistyczne
Cytat: rs w 02 Mar 2024, 19:25Co jest porażające, gdyż to czysty totalitaryzm i zamordyzm.
W sumie demokracja według historycznych (Ateny, I RP) wzorców, czyli dla wybranych :).
Cytat: rs w 02 Mar 2024, 19:25Co więcej nieudolny, nie przygptowano Piechoty Zmechanizowanej do wojny z robalami, którą o mało co przegrano.
A da się być przygotowanym do wojny z prawdziwie Obcymi Obcymi? ;)
** Polemicznie poza tym nawiązujący do Heinleina, Haldeman poświęcił uwagę temu problemowi i pokazał jak to (groteskowo) musi wyglądać...
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=2963&page=1#msg268781
Cytat: rs w 02 Mar 2024, 19:25To co robi wrażenie to stosumek do broni atomowej, której używanej było banalne i mało realistyczne
Pamiętajmy, że używano jej na planetach nieprzyjaciela (i jego sojuszników), niekoniecznie zdatnych do zamieszkania przez ludzi (nawet gdyby wyeksterminowano ich populacje - do czego się jednak bohaterowie nie posuwali).
Trochę nie. W Atenach aby być obywatelem trzeba było od czasów Peryklesa mieć ojca obywatela i matkę która jest córką obywatela. To w sumie jak u nas tylko cudzoziemców jest mniej (w sumie nie wiadomo ilu było metojków), nie ma niewolników, a kobiety nie mają obywatelstwa.
Tymczasem u Heinleina syn obywatela może nie być obywatelem, a nieobywatel może stać się obywatelem. To do pewnego stopia przypomina Spartę, gdzie obywatel musi mieć odpowiednią własnosć, aby przejsć wychowanie spartańskie. Część synów obywateli wypadali z listy obywateli, gdy byli zbyt biedni. Obywatel spartański - przynajmniej w okresie klasycznym - musiał być wojownikiem, co zbliża go do Heinleina. W sumie to nowa wersja Sparty, bardziej otwartej na kobiety. Trudno powiedzieć, jak duży procent społeczeństwa ma obywatelstwo, ale pewnie jest to kilkanaście (może kilkadziesiąt) procent, Pokazują to dwa cytaty:
"Rządząca szlachta z wielu innych systemów także tworzyła niewielką grupę w pełni świadomą swej ogromnej władzy. Co więcej, nasi obywatele nie wszędzie stanowią drobny odłam. Wie pan, czy raczej powinien wiedzieć, że procent obywateli wśród dorosłych sięga od ponad osiemdziesięciu na Iskanderze do niecałych trzech w niektórych krajach Terry, a jednak rząd wszędzie wygląda mniej więcej tak samo".
Tyle, że większość ludzkości żyje w tym uniwersum na Ziemi. W niektórych krajach ziemskich to 3 %, ale innych nie wiadomo. Można założyć, że bliżej tej liczby niż w koloniach, co oczywiśce dalej pozostaje liczbą nieokreśloną
"Ponad dwadzieścia procent mojej klasy kadetów nie pochodziło z Terry (wśród kolonistów znacznie większy procent zaciąga się do wojska niż pośród zrodzonych na Ziemi, czasem to daje do myślenia), a trzy czwarte tych z Terry była z terytoriów sprzymierzonych i innych miejsc, gdzie nie uczono HiFM".
W sumie nie wiemy jak często prowadzone są wojne z obcymi przez Ziemian. Ziemia posiada wiele kolonii, pytanie ile świató trzeba było zdobyć. Część przystosowano do życia ludzi (Terraformowanie). Sanktuarium było pozbawione życie rozumnengo, ale co z innymi planetami. Czy wszystkie uległy terraformowania, czy część miała własnych mieszkańców?
"Historycy nie potrafią się zdecydować, jak nazwać tę wojnę: ,,Trzecią kosmiczną" (albo ,,Czwartą") czy może ,,Pierwsza wojna międzygwiezdna" pasuje do niej lepiej". - to może sugerować, że była to pierwsza wojna z obcymi. Z drugiej strony:
" Pomijając niemożność ściągnięcia wojsk do domu w obliczu naszych zobowiązań traktatowych i tego, co by wówczas spotkało skolonizowane planety Federacji (Terrańskiej) i naszych sojuszników"
Czy sojusznicy to ludzie wywdzący się poza sojuszu amerykańsko-angielsko-rosyjskim (np. Chiny)? Czy kosmici? Na pewno sojusznikami stali się Chudziacy, z którymi wcześniej walczono:
"O tym też nie wiedzieliśmy. Nie mieliśmy również pojęcia, jak wielki wysiłek włożono w osłabienie sojuszu przeciw nam i przeciągnięcie Chudziaków na naszą stronę; najbliżsi odkrycia tego byliśmy, kiedy otrzymaliśmy informacje przed zrzutem, w którym zginął Flores, by oszczędzać Chudziaków, niszczyć jak najwięcej budynków, ale mieszkańców zabijać tylko w ostateczności".
Cytat: rs w 03 Mar 2024, 11:23Trochę nie. W Atenach aby być obywatelem trzeba było od czasów Peryklesa mieć ojca obywatela i matkę która jest córką obywatela.
Chodziło mi o sam fakt obywatelstwa dla wybranych. U Heinleina - o czym sam piszesz - ten system jest bardziej otwarty, co zapewnia mu stabilność
* (brak obywatelstwa pochodzi z wyboru, nie z przymusu).
* Kłania się różnica między Anglią a Francją. Rewolucja wybuchła tam, gdzie dróg awansu nie było.
Cytat: rs w 03 Mar 2024, 11:23To do pewnego stopia przypomina Spartę, gdzie obywatel musi mieć odpowiednią własnosć, aby przejsć wychowanie spartańskie.
Owszem, zresztą ojczyzna Likurga kojarzy się ogólnie b. mocno z heinleinową Federacją. Przy czym znów Sparta nie była demokracją, choć pewne jej cechy miała.
Cytat"Rządząca szlachta z wielu innych systemów także tworzyła niewielką grupę w pełni świadomą swej ogromnej władzy.
Swoją drogą tu mimochodem udała się Heinleinowi ciekawa rzecz. Zbudował czyniący +/- wiarygodne wrażenie
pomost pomiędzy współczesną mu demokracją, a typowym dla wielu space oper feudalizmem, pokazując jakby etap pośredni.
Cytat: rs w 03 Mar 2024, 11:23Tyle, że większość ludzkości żyje w tym uniwersum na Ziemi.
Przy czym - wedle autorskiej wizji - jak długo mają dobrobyt, pełnia praw politycznych sporej części z nich nie obchodzi
*.
* Dukaj poszedł w dość podobnym kierunku w "Perfekcyjnej niedoskonałości":
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=2935&page=4#msg332457
Cytat: rs w 03 Mar 2024, 11:23to może sugerować, że była to pierwsza wojna z obcymi.
Też tak sądzę. Przynajmniej pierwsza wojna na taką skalę, między równymi sobie (+/-) pod względem możliwości cywilizacjami. Jakieś potyczki z cywilizacjami mniej zaawansowanymi mające na celu ich wasalizację mogły mieć wcześniej miejsce (zwł. w świetle tego, co cytujesz). Wojny
domowe wewnątrz kolonizującej Wszechświat ludzkości miały prawie na pewno ("Żołnierze..." nie są - zdaje się - częścią heinleinowskiej Historii przyszłości, ale biorąc pod uwagę, że w ramach tejże Historii mamy wojnę Ziemi z kolonią na Wenus, a w "Lunie..." bunt księżycowej kolonii karnej, nie sądzę by tu ludzkość stała się bardziej
pacyficzna).
Cytat: rs w 03 Mar 2024, 11:23Czy sojusznicy to ludzie wywdzący się poza sojuszu amerykańsko-angielsko-rosyjskim (np. Chiny)? Czy kosmici?
Obstawiam drugie, nie wykluczając i pierwszego.
W sumie ciekawe na ile Federacja Terrańska tkwiła w tyle głowy Gene Roddenberry tworząc świat mirrorowy.
Co do nieprzygotowania imperium do wojny z Robalami - zniszczenie Buenos Aires było kulminacją dtarć, które poprzedziły wojnę. Jasne- co zresztą podkreśla się w książce - wojnę wygra ten, który zrozumie przeciwnika. Brak przygotowania do wojny widziałbym w czymś innym. Wiadomo było, że dojdzie do starcia z robalami - a mimo to dalej się zniechęca ochotników to wstępowania do armii. Co w sumie było działaniem samobójczym, gdyż szczupłość sił o mało nie doprowadziło do klęski ludzkości. Inna sprawa, że atak na Klendathu pokazał zlekceważenie przeciwnika, co doprowadziło do klęski
Cytat: rs w 04 Mar 2024, 10:54W sumie ciekawe na ile Federacja Terrańska tkwiła w tyle głowy Gene Roddenberry tworząc świat mirrorowy.
Może nawet niekoniecznie mirrorowy. W końcu G.R. nie krył, że jedną z inspiracji dlań był wcześniejszy "Space Cadet" Heinleina (w którym pojawia się North American Federation, wyraźna prekursorka Terran F. z "Żołnierzy...").
Cytat: rs w 04 Mar 2024, 10:54Brak przygotowania do wojny widziałbym w czymś innym. Wiadomo było, że dojdzie do starcia z robalami - a mimo to dalej się zniechęca ochotników to wstępowania do armii.
To wygląda raczej na (dogmatyczne) przekonanie, że zawodowe, wyszkolone, wojsko zawsze lepsze jest od pospolitego ruszenia...
Głośne opowiadanie "'—All You Zombies—'" ("Wszyscy wy zmartwychwstali...") Heinleina, w oryginale:
https://www.baen.com/Chapters/9781982126032/9781982126032___5.htm
O - znanych i u nas - juveniles Heinleina:
https://reactormag.com/conspiracy-resistance-and-rebellion-between-planets-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/of-scoundrels-and-sailors-starman-jones-by-robert-a-heinlein/
EDIT: I jeszcze o jego najbardziej znanych powieściach:
https://reactormag.com/a-genre-cornerstone-starship-troopers-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/is-the-moon-is-a-harsh-mistress-heinleins-all-time-greatest-work/
I kolejnych młodzieżówkach:
https://reactormag.com/a-different-approach-to-juvenile-sf-rocket-ship-galileo-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/school-days-in-space-space-cadet-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/robert-a-heinleins-first-martian-foray-red-planet/
https://reactormag.com/staving-off-starvation-on-ganymede-farmer-in-the-sky-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/duty-and-dystopia-citizen-of-the-galaxy-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/lessons-in-chivalry-and-chauvinism-have-space-suit-will-travel-by-robert-a-heinlein/
A także innych mniej poważnych książkach:
https://reactormag.com/long-lost-treasure-the-pursuit-of-the-pankera-vs-the-number-of-the-beast-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/heroing-aint-what-its-cracked-up-to-be-glory-road-by-robert-a-heinlein/
O jeszcze paru powieściach Heinleina:
https://reactormag.com/lessons-in-chivalry-and-chauvinism-have-space-suit-will-travel-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/pack-up-the-family-and-head-off-to-space-the-rolling-stones-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/lumbering-to-the-stars-the-star-beast-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/of-relatives-and-relativity-time-for-the-stars-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/graduate-or-perish-tunnel-in-the-sky-by-robert-a-heinlein/
https://reactormag.com/less-than-the-sum-of-its-parts-podkayne-of-mars-by-robert-a-heinlein/
Raz jeszcze o znanych klasykach Heinleina:
http://www.markrkelly.com/Blog/2020/08/02/heinlein-space-cadet-1948/
http://www.markrkelly.com/Blog/2021/03/05/notes-and-quotes-robert-a-heinleins-between-planets/
Czytam Władców marionetek Heinleina. Książkę czytałem po raz pierwszy jak byłem w liceum, kiedy wydało ją Phantom Press. Pamiętałem główne elementy, jak się czyta ponownie książkę po ponad ćwierć wieku to prawie jakby czytało się po raz pierwszy. Widać, że wizja jest z początku lat pięćdziesiątych XX wieku. III wojna światowa, która nie zrobiła większych zniszczeń. Dżungle na Wenus, i jej inteligentni aborygeni i wymarłe inteligentne życie na Marsie, czy elfopodobny gatunek z Tytana. Układ Słoneczny kipi życiem. Podobnie jak szybkość rozwoju kolonizacji układu słonecznego w drugiej połowie XX wieku. Tutaj nielogiczność. Kwestia Wenus. Jeśli dobrze interpretuje, to ludzie wiedzieli, że na Wenus były ślimaki z księżyca Saturna. Kiedy opowiada się prezydentowi o lądowaniu w Iowa powinien się powołać na to. Pewne rozwiązania są cokolwiek dziwne. Urlop dla tajnych agentów w środku inwazji, bo Sam właśnie poślubił Mary. Tyfus jako znak, że Azja została opanowana przez ślimaki jest pomysłem ciekawym.
W sumie całkiem ciekawe jest porównanie polityki covidowej i postępowanie w zielonej strefie. Nie wszyscy ludzie wierzą w zagrożenie, tropią rządowe spiski. W strefie czerwonej powinno się zwracać uwagę na szaleństwo prezydenta. Niechęć do pomysłów antypasożytniczej w kongresie wygląda chyba racjonalnie. Dziś pewnie autor więcej miejsca poświęcono by dezinformacji przez opanowanych przez ślimaki ludzi.
Cytat: rs w 10 Sie 2025, 19:47Widać, że wizja jest z początku lat pięćdziesiątych XX wieku. III wojna światowa, która nie zrobiła większych zniszczeń. Dżungle na Wenus, i jej inteligentni aborygeni i wymarłe inteligentne życie na Marsie, czy elfopodobny gatunek z Tytana. Układ Słoneczny kipi życiem. Podobnie jak szybkość rozwoju kolonizacji układu słonecznego w drugiej połowie XX wieku.
Z drugiej strony - przyznasz, że gdyby oskrobać rzecz z takich kwiatków stałaby się dość - miejscami nawet bardzo - współczesna, mimo pewnego archaizmu technologicznego, i - w pewnych zakresach (bo w innych autor jest raczej śmiały) - obyczajowego.
Cytat: rs w 10 Sie 2025, 19:47dezinformacji przez opanowanych przez ślimaki ludzi.
Nie jestem pewien, czy ślimaki tego potrzebują. Zdają się tu powielać zachowanie pewnych ziemskich pasożytów (pisał o nich Lem w jednym z przekrojowych felietonów), które powodują - biochemicznie oddziałując na nosiciela - że ten w wielu zakresach przestaje o siebie dbać. Nie wiem czy tacy abnegaci przykładaliby się do uprawiania propagandy. Choć z drugiej strony, gdyby służyło to
Władcom...
Poniekąd a propos:
https://www.vice.com/pl/article/jak-koci-pasozyt-wplywa-na-twoje-zachowanie-stan-umyslu-i-libido/
Na terenach opanowanych przez pasożyty nosiciele przestają się myć i dochodzi do epidemii. Tutaj Henlein nie ukazuje co się stało z Azją. Co z tamtymi pasożytami? Wysyłanie sił na Tytana sugeruje, że chyba problem rozwiązano. Czytając o reakcjach ludzi na obostrzenia antyślimacze ma się przed oczyma reakcję na covid
Polskie tłumaczenie oparte jest na wydaniu z lat pięćdziesiątych. Po śmierci Henleina ukazało się pełne wydanie powieści, gdzie opisywano m.in. jak ślimaki odkryły seksualność. Czytałem tylko polską wersję, ale wersja pełna jest o połowę dłuższa niż wersja oryginalna (a raczej ocenzurowana)
Cytat: rs w 11 Sie 2025, 13:14Czytałem tylko polską wersję, ale wersja pełna jest o połowę dłuższa niż wersja oryginalna (a raczej ocenzurowana)
To problem z polskimi przekładami Heinleina. Jego powieści były przycinane do poziomu przygodówek, i to bynajmniej nie za minionego systemu, czyli nie cenzura działała, a jakieś dziwne kalkulacje rynkowe...
W tym wypadku cenzura była na poziomie amerykańskiego wydawcy, dla którego odkrycie seksualności przez ślimaki, prowadziło to seksu na wizji.
Władcy marionetek Heinleina ukazały się w 1951 roku, tuż przed epoką lotów w kosmos. Do Marinera 4 było 13 lat. mars jest w książce globem wymarłym. Powierzchnia Wenus została odkryta jeszcze później więc dżungla ba bliższej Słońca planecie mogło wydawać się realne. Żyją jeszcze ludzie, którzy mogli wierzyć w istnienie rozumnego (a przynajmniej zaawansowanego) życia na obu planetach. To fascynujące jak było to niedawno. Jak szybko poznano te obce światy, które w były poza zasięgiem człowieka zostały poznane...
Cytat: rs w 11 Sie 2025, 18:52W tym wypadku cenzura była na poziomie amerykańskiego wydawcy, dla którego odkrycie seksualności przez ślimaki, prowadziło to seksu na wizji.
No tak. Oni tam wtedy b. pruderyjni byli. Zresztą nie tylko oni.
Cytat: rs w 11 Sie 2025, 18:52Jak szybko poznano te obce światy, które w były poza zasięgiem człowieka zostały poznane...
I jak wielkie (znajdujące literacki wyraz w otwarciu lemowskiego "Ananke") rozczarowanie to przyniosło. Drugim takim rozczarowaniem było fiasko programu SETI. Tyle martwych - a w najlepszym wypadku zamieszkałych przez jakieś mikroby - światów dokoła.
Często zapominamy, że na naszym globie Eksplozja kambryjska zdarzyła się 540-510 mln kat temu, czyli prawie 3 mld lat po powstaniu życia. Fauna ediakarska zaczęła się rozwijać 610 mln lat temu. Życie na Ziemi istnieje od 3,8 mld lat. Pierwsze wielokomórkowce to 1-2 mld lat temu Przez zdecydowaną większość historii życia na Ziemi życie ograniczało się do życia jednokomórkowego, czy kolonii jednokomórkowców.
Wąskie Okna Kontaktu (jak pisał Lem* we "Fiasku") i to jest jeszcze ten dość optymistyczny wariant...
* Który zresztą w swoich felietonach często do eksplozji kambryjskiej wracał...
a wracajac do Henleina. Zaczałem czytać Luna jest surową panią. Książkę kupiłem po raz pierwszy na początku lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam z tego tyle, że doszło do rewolucji amerykańskiej na Księżycu, a urodzeni tam ludzie mogą nie umrzeć. Teraz wróciłem do lektury i poległem. Książka jest dla mnie niestrawna. Knucie jak przeprowadzić rewolucję, na ciele zależnym id Ziemi nie wygląda sensownie. Dziwaczne rodziny niemające za bardzo uzasadnienia. Jedynie co ciekawe w powieści to AI ograniczone do jednego komputera, który się nudzi o potrzebuje przyjaźni. Do tego problem, czy człowiek przystosowujący się do innej grawitacji, będzie mógł wrócić do ustawień fabrycznych
Cytat: rs w 14 Sie 2025, 08:22Jedynie co ciekawe w powieści to AI ograniczone do jednego komputera, który się nudzi o potrzebuje przyjaźni.
IMHO właśnie dla wątku Mike'a warto czytać "Lunę...", zwł. mając w pamięci film "Her" i rozmaite lemowskie komputery - z GOLEM-em XIV na czele, i gotowość do porównań. Przy czym przemawia do mnie - co nie znaczy, bym uważał ją za jedyną uprawnioną - interpretacja, że
tak naprawdę to ów komputer był mózgiem i sprężyną buntu, manipulując resztą bohaterów (w tym: przekonanym o swojej sprawczości narratorem), a na koniec wcale nie
zginął, tylko porzucił niepotrzebne już emulowanie quasi-ludzkiej (czy może quasi-ludzkich) osobowości.
Ciekawe. Dla mnie to rewolucja, która miała miejsce bo jednemu podobała się laska, a drugi był samotny i szukał w niej przyjaciela. Niemniej rozważania jak budować strukturę buntu, albo czy płacić podatki jak jest się zależnym jest dziwaczna. Odpowiedzialność AI za bunt byłoby ciekawym rozwiązaniem, bo ten bunt jest w sumie znikąd
Cytat: rs w 14 Sie 2025, 19:02Odpowiedzialność AI za bunt byłoby ciekawym rozwiązaniem
Tym bardziej, że byłby to motyw znany z wczesnych utworów Lema - cyt. z "Astronautów":
"Stawiając zadanie, wytrącam maszynę ze stanu równowagi elektronowej. Starając się do niej powrócić, Marax rozwiązuje zadania jakby ,,mimochodem".". Mike chcąc mieć tak pojęty spokój (a przynajmniej więcej spokoju, niż przy tyrańskim ziemskim zarządzie) sprowokowałby bunt, by mieć mniej do roboty, nie być tak silnie jak dotąd niepokojonym. Przy czym "chcąc" to antropomorfizacja opisu.
John C. Wright o prognozach futurologicznych Heinleina:
https://scifiwright.com/2025/08/robert-heinleins-famous-predictions2/
Za Drixem. O "Obcym w obcym kraju" Heinleina:
https://youtu.be/-XrVk-keDHA
Za Drixem. O powieści "Double Star" ("Dubler") Heinleina:
https://youtu.be/sVMnc41ePSA