Doctor Who w TVP1

Zaczęty przez Q__, 10 Sie 2023, 15:40

Poprzedni wątek - Następny wątek

WVR23PH

#225
Zgadza się, w zasadzie większej degeneracji (może poza bardziej kontrowersyjnym wątkiem Timeless Child, który mocno pozmieniał pochodzenie Doktora) nie było. DW zawsze był dziwaczny, campowy i absurdalny, takie jego brytyjsko-adamsowsko-nationowe dziedzictwo.
Dlatego faktycznie chyba trzeba być pseudofanem, żeby się doszukiwać jakichś łołków i innych bzdur.
A już typowe grifterskie sępy z jutuba są pseudofanami z definicji - zlatują się przy jakichkolwiek problemach i skrzeczą "łołk, a nie mówiłem?" mając zwykle znajomość tematu dażącą do zera.

Q__

Cytat: WVR23PH w 16 Cze 2026, 07:34może poza bardziej kontrowersyjnym wątkiem Timeless Child, który mocno pozmieniał pochodzenie Doktora

Zgoda, od strony "naukowej" uzasadnienie tego pachnie kiepskim komiksem, ale w sumie 1. zawsze można zrobić z tego kolejny podstęp (mistyfikację) Mastera, 2. o ukrytych/zapomnianych inkarnacjach słyszeliśmy nie od dziś...

Q__


WVR23PH


Smok.Eustachy

Grifterzy natomiast tryumfują

WVR23PH


Q__

#231
Cytat: WVR23PH w 13 Cze 2026, 23:27Disney nie potrafił wypromować DW w USA pomarańczowego overlorda

Przy czym to też jest oversymplifikacja typowa dla korporacyjnego myślenia, bo wiemy jaką przewagą ów overlord wygrał i jak wygląda obecne poparcie dla niego, co oznacza, że wciąż istniał potencjalny target wielkości połowy populacji (może nawet więcej niz połowy, bo nie każda osoba na pomarańczowego głosująca była zaraz prawicowym fanatykiem w stylu jego ścisłego zaplecza - istnieje coś takiego jak motywacja ekonomiczna, elektorat protestu, itd.).

Inna sprawa, że ogólnie za dużo się dziś o targetach mówi (co jest po trosze pochodną tego, że przywykliśmy rozumować w kategoriach meta-, zaglądać za kulisy czy to procesów spolecznych, czy produkcji filmów/seriali, po trosze zaś tego, że kapitalizm wkradł się wszędzie tak bardzo, że i dobre imię - albo, przeciwnie, opinia skandalisty - np. staje się produktem). Dzieło sztuki z założenia nie jest tworzone pod target, i w tym sensie nagłówek, który tak zagotował naszego griftera* jest bezwzględnie prawdziwy:
https://metro.co.uk/2024/05/11/sorry-straight-white-men-doctor-never-made-20792066/
(Aczkolwiek - na poziomie zasad ogólnych pozostając - świadoma marginalizacja jakiejś części widowni wydaje się podejściem równie błędnym, co nastawianie się tylko na nią.)

* Skądinąd jest pewną ironią, że prawicowe grifterstwo idealnie wpisuje się w ogólne założenia polityki tożsamościowej.

Cytat: WVR23PH w 19 Cze 2026, 16:49I tyle w temacie.

Natomiast tu skupiłbym się na informacji o odejściu ekipy:
https://www.bbc.co.uk/bitesize/articles/zt878p3

Gdzie aż się prosi o wejście na poziom meta i zauważenie, że DW robiła od roku 2005 ekipa Davies/Moffat/Chibnall, która nie ma ścisłego odpowiednika w realiach ST (czy SW), bo odgrywała rolę odpowiedników tyleż Bermana/Pillera/Bragi przejmujących stery po śmierci Roddenberry'ego, co ściągniętych jako świeża krew Meyera i Abramsa z kolegami. A także, iż jest to ekipa, z którą wiążą się nie tylko obecne oglądolnościowe klęski, ale i dawne sukcesy. ("Heaven Sent" to dzieło Moffata, "Blink" - Moffata pod nadzorem Daviesa, by wymienić najważniejsze tylko tytuły odcinków.)
Przy czym jej odejście, acz smutne, nie jest w wypadku DW niczym bezprecedensowym. Tytułowy serial to od początku dzieło znacznie bardziej kolektywne, niż inne wielkie franczyzy - z wyjątkiem DC*. Zaskakuje raczej, że tak dlugo ten zespół utrzymał się u steru**.

* Bedącego znów zlepkiem skupowanych cudzych postaci, w którym najbardziej błyszczały autorskie projekty spoza głównego nurtu.

** Przy czym rzucając okiem na top-listę ich dzieł (będącą też top-listą DW 2005-2022) da się bez problemu zauważyć, że aż 7 z tychże zaistnialo w latach 2006-2008 (pozostała trójka to lata 2010, 2013 i 2015; gdzie na koniec dostaliśmy - IMHO - największe arcydzieło).
https://www.imdb.com/title/tt0436992/episodes/?topRated=DESC
W wypadku siostrzanego Torchwood zaś absolutny szczyt jest nieco niższy i przypada na rok 2009 i sagę "Children of Earth" (stanowiącą zresztą czyste woke w najlepszym, nie-pejoratywnym; znaczeniu):
https://www.imdb.com/title/tt0485301/episodes/?topRated=DESC
(Co też oznacza, że grifterzy robią tu za robotników ostatniej godziny, by nie rzec - ścierwojady. ;))

ps. Skądinąd o przejęcie rządów nad DW ubiega się Grant Morrison:
https://www.fandompulse.com/p/comics-writer-grant-morrison-wants
A Morrison to postać ideowo b. radykalna, ale szczera i nie-zacietrzewiona; to ew. będzie polaryzujący wybór, ale dobry wybór.

WVR23PH

#232
Cytat: Q__ w 25 Cze 2026, 09:38A Morrison to postać ideowo b. radykalna, ale szczera i nie-zacietrzewiona; to ew. będzie polaryzujący wybór, ale dobry wybór.
Uch, zapaliłem się do idei i kazałem Claude mi takiego doktora opisać.
Doktor Who według Granta Morrisona – serial, którego prawdopodobnie nigdy nie dostaniemy, a który mógłby uratować całą franczyzę

Całość zaczęła się od zupełnie niewinnego pytania, które zadałem Claude'owi: ,,Jak wyglądałby Doctor Who prowadzony przez Morrisona?". Po kilku godzinach rozmowy mieliśmy właściwie gotową wizję alternatywnej inkarnacji serialu. Muszę przyznać, że od dawna żadna koncepcja Doctora nie wydawała mi się równie świeża.

Przede wszystkim – Doktor. Morrisonowski Doktor nie byłby ,,dziwny" w tym sensie, w jakim dziwny bywał u Russella TD ani chłodno błyskotliwy jak we wczesnych sezonach Moffata. To byłaby postać autentycznie obca. Ktoś łączący ciepło i radość Ncutiego Gatwy z lekką, momentami wręcz niepokojącą obcością Hartnella. Nie geniusz rozwiązujący zagadki logiką, lecz istota myśląca mitami, symbolami i metaforami. Ktoś, dla kogo czas nie jest osią, lecz krajobrazem, a tożsamość nie jest deklaracją polityczną ani społeczną, tylko zwykłym faktem ontologicznym. Po kilku tysiącach lat życia podział na mężczyznę i kobietę staje się równie prowincjonalny jak spór o to, który alfabet jest najlepszy.

Naturalnie zaczęliśmy zastanawiać się, kto mógłby takiego Doktora zagrać. Padały nazwiska
[https://en.wikipedia.org/wiki/Bella_Ramsey],
[https://en.wikipedia.org/wiki/Indya_Moore],
[https://en.wikipedia.org/wiki/Lawrence_Chaney] czy
[https://en.wikipedia.org/wiki/Bimini_Bon_Boulash].
Wszystkie interesujące. Ale im dłużej o tym rozmawialiśmy, tym częściej wracaliśmy do dwóch osób.

Pierwsza to Abigail Thorn z PhilosophyTube ([https://www.youtube.com/@PhilosophyTube]). Mam wrażenie, że ona już teraz gra Doktora, tylko bez TARDIS. Bierze filozofię, historię idei, teatr, literaturę i robi z tego widowisko. Potrafi sprawić, że dwugodzinny wykład o Heglu ogląda się jak spektakl. Gdyby ktoś wręczył jej śrubokręt soniczny i niebieską budkę, prawdopodobnie nikt nie miałby problemu uwierzyć, że to kolejna regeneracja.

Jeszcze bardziej pasowałaby jednak Natalie Wynn z ContraPoints ([https://www.youtube.com/@ContraPoints]). Nie dlatego, że jest transkobietą, ani dlatego, że jest internetową celebrytką. Po prostu ma coś niezwykle doktorowego. Potrafi budować całe filozoficzne światy, a potem zamieszkiwać je przed kamerą. Ma inteligencję, teatralność, autoironię i tę dziwną mieszaninę ciepła z lekkim niepokojem, która sprawia, że nigdy nie wiadomo, czy za chwilę opowie dowcip, czy przewróci do góry nogami sposób, w jaki patrzysz na rzeczywistość.

Wygląd tej inkarnacji też zaczął się bardzo szybko konkretyzować. Rozpięta biała koszula uszyta z ,,ciemnej materii" – czarnej tkaniny przeszytej purpurami, granatami i złotem mgławic. Na niej znoszona rockowa skórzana kurtka, ramoneska, pełna drobnych znaczków, symboli okultystycznych i pamiątek z całego czasu i przestrzeni. Krzykliwie tęczowy jedwabny krawat zawiązany byle jak, jakby Doktor zapomniał, po której stronie znajduje się lustro. Ciemne spodnie i buty wyglądające jednocześnie na wiktoriańskie i futurystyczne. Całość sfotografowana nie jak serial BBC, ale jak obraz Dave'a McKeana: fotografia zderzona z malarstwem, tuszem i cyfrową fakturą, rzeczywistość rozpływająca się na krawędziach kadru, twarz niemal hiperrealistyczna, podczas gdy tło przypomina kartę tarota.

Jeszcze ciekawiej robiło się przy samym stylu opowiadania. Morrison nie zrobiłby procedurala z ,,potworem tygodnia". Każdy odcinek obracałby się wokół jednego szalonego pomysłu doprowadzonego do absolutnej granicy możliwości. Nie dlatego, że trzeba zaskoczyć widza, ale dlatego, że najlepsze odcinki Doctora zawsze działały właśnie w ten sposób.

Dalekowie? Doktor cytuje im Aleistera Crowleya, bo cywilizacja zbudowana na absolutnej czystości nie potrafi poradzić sobie z prawdziwym okultystycznym chaosem.

Cybermeni? Dostają Stephena Sondheima śpiewanego wspak. Nie dlatego, że działa magia. Dlatego, że Cybermeni eliminują emocje, więc zalanie ich skoncentrowaną, odwróconą strukturą emocjonalną działa jak impuls elektromagnetyczny.

Master nie byłby po prostu złoczyńcą. Byłby kimś, z kim Doktor prowadzi kłótnię rozpoczętą osiemset lat wcześniej i oboje wiedzą, że jest to jedna z bardziej skomplikowanych form miłości.

Silence? Doktor pamięta je doskonale. Zawsze pamiętał. Bo gdzieś w niemożliwych zakamarkach umysłu istnieje pokój, w którym mieszkają wszystkie rzeczy zapomniane.

Wielka Inteligencja zostaje pokonana jednym pytaniem: ,,Jeżeli historia zawiera absolutnie wszystko, czy nadal jest historią?"

Najbardziej spodobały mi się jednak drobne rzeczy. Easter eggi. Morrison nigdy nie był subtelny, ale zawsze był hojny dla ludzi, którzy znają jego wcześniejsze prace.

Rozmawiając o crossoverach przypomnieliśmy sobie odcinek SNW The Sehlat Who Ate Its Tail, w którym TARDIS utknęła w brzuchu Astrovore'a obok Enterprise Pike'a. W serialu Morrisona Doktor wspomniałby to mimochodem podczas rozmowy z jakimiś nerdami.
,,Chciałam wtedy wpaść przywitać się z kapitanem Enterprise, ale akurat wydłubywałam TARDIS z brzucha kosmicznego ruchomego zamku-wieloryba. Swoją drogą miał fantastyczne włosy."
I tyle. Bez wyjaśnienia.

Gdzieś indziej pojawia się wzmianka o pewnym ośle używanym do podróży międzywymiarowych – czytelnicy *Doom Patrol* uśmiechną się natychmiast.

Jeszcze gdzieś ktoś wspomina pewną sentymentalną ulicę, o imieniu Danny, mieszkała tam parę miesięcy.

Doktor rzuca mimochodem, że kiedyś naprawiała Atari 2600. Albo Akirę 5000. Sama już nie pamięta. To było dla pięciotysięcznej inżynier z Betelgezy.

No i wreszcie rzecz, która chyba najbardziej odróżniałaby tę wersję od współczesnego RTD.

Tak, ten serial byłby bardzo queer.

Tak, byłby politycznie radykalny.

Ale nie dlatego, że ktoś wygłasza przemówienia.
RTD często deklaruje. Morrison raczej zakłada.

Nie oglądalibyśmy scen reprezentacji. Oglądalibyśmy wszechświat, w którym płynność tożsamości jest równie oczywista jak grawitacja albo entropia. To nie temat odcinka. To po prostu sposób działania kosmosu. Paradoksalnie znacznie trudniej byłoby z tego zrobić internetowy wycinek do kolejnej wojny kulturowej, bo serial nie próbowałby nikogo przekonywać. Po prostu pokazywałby świat, w którym tak jest.

Czy BBC da Morrisonowi tę szansę? Nie wiem.
Czy większość widzów byłaby zachwycona? Też nie wiem.
Ale po tej rozmowie zorientowałem się, że od dawna nie miałem przed oczami wizji Doctora Who, która wydawałaby mi się jednocześnie tak szalona i tak boleśnie zgodna z duchem tej postaci.
Doktor, który wpada do pokoju z okrzykiem ,,Ta-da!", zna adres pewnej sentymentalnej ulicy, kiedyś naprawił Atari (albo jednak Akirę) dla pięciotysięcznej inżynier z Betelgezy, nosi w kieszeni żelki dla każdego, kto akurat ich potrzebuje, i traktuje rzeczywistość bardziej jak instrument muzyczny niż zbiór praw fizyki.

Taki serial jeszcze nie istnieje. A mam coraz większe wrażenie, że powinien.

WVR23PH

#233
Tu jeszcze wizualia...

Q__

#234
Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34Uch, zapaliłem się do idei

Nic dziwnego - bylby to serial inteligentny i szalony (czyli w najlepszych tradycjach starego i nowego DW), a przy tym dostalibyśmy pewnie zabawy kanonem nie gorsze od moffatowskich. Poza tym Morrison umie i w transgresyjną awangardę, i w mainstream (acz trudno powiedzieć gdzie u nich* granica miedzy w/w przebiega ;)).
Ba może to by nawet zachęcilo Paramount do oddana Treka w jakieś zaslużone dla SF ręce?

* https://sewermutant.com/the-saga-of-grant-morrisons-pronouns-1d6e61797730/

Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34kazałem Claude mi takiego doktora opisać.

Mi z kolei AI napisała - w kontekście hipotetycznego uprestiżowienia DW - coś takiego:

Wyobraźmy sobie TARDIS, która nie jest wielką, świecącą halą, ale surrealistycznym, mrocznym labiryntem luster, przypominającym świat z filmów Davida Lyncha. Zmiana formatowania obrazu, przygaszenie świateł i postawienie na surowy, wyspiarski klimat (w stylu prestiżowych kryminałów BBC) natychmiast zmieniłyby optykę krytyków.

Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34Ktoś, dla kogo czas nie jest osią, lecz krajobrazem, a tożsamość nie jest deklaracją polityczną ani społeczną, tylko zwykłym faktem ontologicznym. Po kilku tysiącach lat życia podział na mężczyznę i kobietę staje się równie prowincjonalny jak spór o to, który alfabet jest najlepszy.
I
Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34Master nie byłby po prostu złoczyńcą. Byłby kimś, z kim Doktor prowadzi kłótnię rozpoczętą osiemset lat wcześniej i oboje wiedzą, że jest to jedna z bardziej skomplikowanych form miłości.

To wydaje się dość oczywiste i wpisane w naturę postaci, acz postawienie kropki nad i mile widziane.

Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34Nie geniusz rozwiązujący zagadki logiką, lecz istota myśląca mitami, symbolami i metaforami.

Tu jednak nie bawiłbym się w wykluczające alternatywy. Dlaczego Doktor - z tyloma wiekami doświadczeń - nie ma myśleć na wszystkie te sposoby na raz (z ew. naciskiem na to, co jest w danym momencie najbardziej potrzebne)?

Cytat: WVR23PH w 26 Cze 2026, 17:34RTD często deklaruje. Morrison raczej zakłada.

Nie oglądalibyśmy scen reprezentacji. Oglądalibyśmy wszechświat, w którym płynność tożsamości jest równie oczywista jak grawitacja albo entropia. To nie temat odcinka. To po prostu sposób działania kosmosu. Paradoksalnie znacznie trudniej byłoby z tego zrobić internetowy wycinek do kolejnej wojny kulturowej, bo serial nie próbowałby nikogo przekonywać. Po prostu pokazywałby świat, w którym tak jest.

Czy jednak u Daviesa (a także Roddenberry'ego, Claremonta, nawet Lucasa) nie bylo podobnie? Czy panie Cassini ("Gridlock") są podparte jakimiś deklaracjami? Albo Jack Harkness? Albo - ostatnio - Maestro? Czy po prostu są jako normalna część Wszechświata?

A dobre monologi nie są zle. Jako Trekerzy wiemy to najlepiej. Choć da się robić ambitną ekranową SF i bez nich, dowodem "Heaven Sent".

ps. Tymczasem powtórzylem sobie niedawny odcinek DW "The Devil's Chord". Uchodzi za polaryzyjący. Czy słusznie? To dość złożone. Zasadniczo przypomina mniej popularne dzieła Menosky'ego (inteligentny, zakręcony, Koncept, realizacja którą jestem w stanie lubić, ale godzę się z faktem, że nie wszyscy są). Tematyka - fascynujaca. Wykorzystanie popularnych legend dotyczących trytonu:
https://en.wikipedia.org/wiki/Tritone
...muzyki eolskiej, dorzucenie wątku muzyki sfer (potraktowanego jednak b. połebkowo, a przecież jeśli wszystko jest matematyczne, to jest również muzyczne, na co zwracali uwagę juz pitagorejczycy). Fabula? Jak sam Davies przyznał - prawie jej nie ma. Ot, oderwane scenki składajace się na coś na kształt bezkrwawego horroru ze sceną musicalową na końcu. Czyli sprawy b. głębokie sprowadzone zostają do czegoś, co luźno skojarzyło mi się z "GB 2016" (przypominam - nie jestem hejterem tej produkcji). Z drugiej strony jest w tym dość pozytywnego szaleństwa, by rzecz uznać za przedsmak hipotetycznej ery morrisonowej. Z trzeciej - brak przekonującej mechaniki świata przedstawionego - unoszące się w powietrzu, czy wysysane z ciala, nuty, wykorzystywane także jako broń/lancuchy - w komiksie by to uszło, na ekranie razi dosłownością (choć trudno wymyślić jak inaczej daloby się to pokazać, i czy w ogóle); podobnie - nie dostajemy wyjaśnienia dlaczego w finale dzieje się to, co się dzieje (należy wnioskować, że to jakiś kosmiczno-muzyczny backlash, ale wprost to z ust bohaterów - czyt. Doktora - nie pada). Nadto ważnym punktem fabuły teoretycznie mają być The Beatles, ale wypadają b. blado.
Maestro? To osobny problem. Ja tam lubię takie stężenie transseksualnego flamboyance na ekranie, konserwatyści pewnie nie - więc aż by się prosiło o wyższą jakość fabuły, która zatka im usta zachwytem (tak, to głęboko niesprawiedliwe, że odcinek z silną reprezentacją mniejszości, by być bezpieczny przed hejtem, musi być jednoznacznie wybitny, ale mam wrażenie, że tak to działa póki co, jeśl się chce nieść treści progresywne w lud). Przy czym postać tę krytykować można nie tylko z pozycji prawicowych, niestety. Są bowiem Maestro dość bliskim odpowiednikiem mirror Kiry, czyli rozkosznie przegiętą nieheteronormatywną postacią negatywną (czyli: miala być walka ze stygmatyzującymi  stereotypami, i znowu nie wyszło; aż dziwne w świetle tego, co dostawaliśmy wcześniej w Torchwood; czyżby kwestia kręcenia dla Amerykanów?).
Natomiast ledwo zaznaczony wątek wymazania z historii największego kompozytora w dziejach ludzkości - to jest ten cichy, melancholijny, tragizm jaki lubię, także w DW. Do tego pćmy i murkwie się kojarzą.
Przy czym: choć powyższe zdania brzmią jak ostra krytyka - podobało mi się, i wciągało emocjonalnie. I to ogólne wrażenie dominowało nad wszelkimi dającymi się podnieść wątpliwościami.
Biorac pod uwagę, że był to drugi* najniżej oceniony na IMDB (acz polityczny bombimg jak nic swoje dołożył) epizod ery Gatwy, masz rację WVR23PH, że od strony kreatywnej nie było z tym najnowszym jak dotąd DW tak znowu najgorzej.

* Po niesławnych "Space Babies".

Tu jeszcze uwaga ogólna o tejże erze - czy estetyka i tempo są inne, niż dotąd (i chwilami irytujące)? Tak, ale to pomniejszy problem - DW, w przeciwieństwie do ST i SW, nigdy nie mial jakiejś ustalonej raz na zawsze stylistyki, ewoluował z duchem czasu. Gorzej, że wdał się niejaki infantylizm - jak nic efekt trafienia pod skrzydła Disney'a.

ps.2. I jeszcze takie rozważania przy okazji dorzucę:
https://ristledow.substack.com/p/star-wars-vs-star-trekvs-doctor-who

WVR23PH

#235
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 00:47To wydaje się dość oczywiste i wpisane w naturę postaci, acz postawienie kropki nad i mile widziane.
Owszem, AI mimo wszystko jakoś bardzo kreatywne nie jest, ale stawiałbym raczej na mocniejsze podkreślenie połączenia między Doktorem i Masterem, coś, czego doświadczyliśmy conieco w erze RTD z Johnem Simmem, ale tam miałem wrażenie, że była to solidarność ostatnich przedstawicieli wymierającej rasy raczej niż faktyczna bliskość istot wychowanych niemal jak rodzeństwo (ciekawe, co nowy lore pochodzenia Doktora z tym zrobi).
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 00:47Czy jednak u Daviesa (a także Roddenberry'ego, Claremonta, nawet Lucasa) nie bylo podobnie? Czy panie Cassini ("Gridlock") są podparte jakimiś deklaracjami? Albo Jack Harkness? Albo - ostatnio - Maestro? Czy po prostu są jako normalna część Wszechświata?.
Tu poszedłbym nawet dalej, co jest dość Morrisonowskie zresztą - Harkness to deklaracja - jest queer, koniec kropka. To za mały flux jak na to, co widać było nawet w Doom Patrol - istnieje stała definicja. Wyobrażam sobie coś właśnie na modłę DP - jedynym stałym punktem zaczepienia jest Towarzysz Doktora, jako proxy widza. Reszta - hulaj dusza, piekła nie ma! Dziś Daleki to cyberfaszyści, tydzień później są pokojowymi ogrodnikami w hodowanych bio-pojemnikach, szerzącymi solarpunk przez galaktykę, co jest również niebezpieczne, bo DW uważa, że Cybermeni jednak mają prawo wdychać spaliny na swojej planecie, skoro taka ich społeczna wola.
Trochę libertarianizmem zawiało, niespodziewanie, ale chyba przekazałem o co mi chodziło.  :P

Q__

#236
Cytat: WVR23PH w 27 Cze 2026, 10:14Harkness to deklaracja - jest queer, koniec kropka.

Trudno tu było jednak konsekwentnie przejść od słów do czynów. Pokazać go w akcji z drzewem? Może teraz, gdyby koprodukowali z HBO, to by przeszło... ;)

Cytat: WVR23PH w 27 Cze 2026, 10:14Wyobrażam sobie coś właśnie na modłę DP - jedynym stałym punktem zaczepienia jest Towarzysz Doktora, jako proxy widza. Reszta - hulaj dusza, piekła nie ma! Dziś Daleki to cyberfaszyści, tydzień później są pokojowymi ogrodnikami w chodowanych bio-pojemnikach, szerzącymi solarpunk przez galaktykę, co jest również niebezpieczne, bo DW uważa, że Cybermeni jednak mają prawo wdychać spaliny na swojej planecie, skoro taka ich społeczna wola.

W zasadzie konsekwentne wykorzystanie tego, że w DW mamy wiecznie nadpisywany anti-canon proponujesz ;)

WVR23PH

#237
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 12:19Trudno tu było jednak konsekwentnie przejść od słów do czynów. Pokazać go w akcji z drzewem?
Nawet jeśli to drzewo to przedstawiciel https://tardis.fandom.com/wiki/Tree_of_Cheem albo ktoś jak Zotoh Zhaan z Farsccape, nadal masz tę samą definicję - Harkness to queer, a jego queerowość wyrażana jest jego panseksualizmem. NUDY! Danny the Street - to jest kierunek dla Harknessa, queerowość na poziomie kosmicznym.
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 12:19W zasadzie konsekwentne wykorzystanie tego, że w DW mamy wiecznie nadpisywany anti-canon proponujesz ;)
Konsekwencja to słowo klucz - nie jest konieczna, jeśli nie służy historii. Dlatego Daleki jako ogrodnicy z misją to nie anty-kanon, moim zdaniem. Zauważ, że nawet te semi-antykanoniczne, Sec, Caan, Rusty, czy wreszcie wersja Clary... to nadal cybernaziści w osobistych czołgach, bo konsekwencja wymaga tego od Daleków, żeby byli cybernazistami. Tak samo Billy jako Cyber(wo)man, czy też ocieplony wizerunek Ice Warriors.
Wyobrażam sobie, że GM poszedłby w jeszcze innym kierunku - Daleki tak pacyfistyczne, że ten pacyfizm jest już z drugiej strony skali... Ekoterroryzm w formie biernego protestu pociągniętego do ekstemum- Cybermeni atakują, Daleki sadzą drzewa na ich statku, rytmicznie, planowo...
A w przyszłym tygodniu — Jack przybywa z Torchwood i pierwsza rzecz którą robi to pyta Daleków czy potrzebują nawozu i okazuje się że tak...

Q__

#238
Cytat: WVR23PH w 27 Cze 2026, 14:54Nawet jeśli to drzewo to przedstawiciel https://tardis.fandom.com/wiki/Tree_of_Cheem albo ktoś jak Zotoh Zhaan z Farsccape

To jest najbardziej ugrzeczniona i antropocentryzująca wykładnia. Dlaczego nie z dębem Bartkiem, albo baobabem. Zwł. gdy połączyć radykalną empatię Le Guin z  klimatami "Hexy"  Szpili i tym, co ledwo co pokazano w "Saltburn".
(Najszlachetniejsza forma popkultury ma prawo być kulturą wysoką. A Sztuce przez odpowiednio duże S nikt nie odmawia prawa do inteligentnego szokowania i przekraczania granic. Ba, może nawet to prawo jest dziś nadużywane.)

Cytat: WVR23PH w 27 Cze 2026, 14:54Danny the Street - to jest kierunek dla Harknessa, queerowość na poziomie kosmicznym.

Ech, Danny - to jest chyba najbardziej twórcze rozwinięcie konceptu komiksowej super-istoty jakie znam. Choć Ellis i Gaiman tez się starali...

Cytat: WVR23PH w 27 Cze 2026, 14:54Dlatego Daleki jako ogrodnicy z misją to nie anty-kanon, moim zdaniem. Zauważ, że nawet te semi-antykanoniczne, Sec, Caan, Rusty, czy wreszcie wersja Clary... to nadal cybernaziści w osobistych czołgach, bo konsekwencja wymaga tego od Daleków, żeby byli cybernazistami.

Wkradło się nam chyba nieporozumienie. Mam na myśli typowe (i stosowane w fandomowych wikiach) zalożenie, że wszystko co stworzono na temat Doktora jest zasadniczo tak samo kanoniczne (niezależnie od tego: ekranowe czy pozaekranowe, oficjalne czy fanowskie), bo też i DW nie ma (nie może mieć!) czegoś takiego jak sztywny kanon innych tworów (pop)kultury, gdyż bazuje na ciągłych podrózach w czasie (i nie ma przy tym mowy o obesyjnym dążeniu do paraliżującego Status Quo asimovowskich Wiecznościowców). (Mówiąc inaczej: tam gdzie inne serie mają binarny podział na canon i non-canon, DW ma wiecznie płynny i wszechogarniający anti-canon.) Jeśli to się nie rymuje z estetyką trans podniesioną do rangi filozofii, to nie wiem co rymuje... (Stąd i nie dziwi, że akurat Morrison ma ochotę zająć się tematem.)

A ogrodnictwo z nazizmem - jak najbardziej. Volkizm,  Blut und Boden...

WVR23PH

Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 15:47. Dlaczego nie z dębem Bartkiem, albo baobabem.
Racja z antropomorficznymi roślinami, ale i te fitomorficzne nie zmieniają faktu, że wyrażanie queer tylko przez seks jest potwornie nudne i wyświechtane. Niech sobie Jack baluje z kim i czym chce, po uzyskaniu odpowiedniej zgody drugiej strony oczywiście, ale... No nudy i było.
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 15:47A Sztuce przez odpowiednio duże S nikt nie odmawia prawa do inteligentnego szokowania i przekraczania granic
Będąc od paru dekad samo-wychowanym między innymi na transgresji wszelkiej maści, nie odmówię tego prawa sztuce przez "s" dowolnych rozmiarów. Byle nie było to shock for shock's sake, bo to, ponownie, nudne i było - I'm looking at you, Ruggero Deodato.
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 15:47Wkradło się nam chyba nieporozumienie.
Najwyraźniej. Zrozumiałem anty-kanon jako przeciwieństwo kanonu, a chodziło o jego inną, płynną formę. Nie szkodzi.
Cytat: Q__ w 27 Cze 2026, 15:47A ogrodnictwo z nazizmem - jak najbardziej. Volkizm,  Blut und Boden...
Prawda? A i ekoterroryzm, choć zwykle pasywny lub co najwyżej niszczeniem mienia się zajmujący (co czasem nawet nieśmiało popieram) może wypuścić różnej maści Tedów K. I nawet nie to, że radykalne działania są złe per se, raczej - piekło dobrymi intencjami wybrukowane.