The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?

Zaczęty przez Q__, 02 Sie 2023, 11:24

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__



Q__



Q__


Q__

Streszczenia-przypomnienia odcinków "Lasting Impressions":
https://www.youtube.com/watch?v=d5J19lCJGaI
I "Primal Urges":
https://www.youtube.com/watch?v=w-Dzi1bYiOA

Plus jeszcze trochę lobbowania za 4 sezonem (bo tyle jest wątków do dopowiedzenia):
https://www.youtube.com/watch?v=PhF2sZ9QJhE

Q__


Q__



Q__

Wspominałem kiedyś* o ramie fabularnej, jaką początek TNG i finał SGU obejmują Złoty Wiek serialowej SF. Trzeciosezonowy finał ORV:
I początek "The Cage"
Tworzą równie efektowną, choć mniej filozoficzną z ducha.

* https://trek.pl/forum/topic/stargate-universe/page/39/#post-241069

Q__


Q__


Q__



Q__

W poszukiwaniu klasyczn(aw)ego Treka sięgnąłem po odcinek ORV "From Unknown Graves", by go sobie powtórzyć.
Jammer ma rację, że jest to opowieść nadmiarowa, która sama nie wie, czym chce być, co w niej ma być fillerem, a co sednem (upodabnia ją to nieco do licznych odsłon ENT, co może nieprzypadkowe, biorąc pod uwagę, że Goodman tu w roli scenarzysty). Mimo to nie sądzę by była nieudana, przeciwnie, okazuje się dość spójna tematycznie, a zagadnienia wokół których się kręci to miłość, dyskryminacja i odwet (niekoniecznie w tej kolejności). Wokół tematyki dyskryminacyjno-odwetowej toczy się oczywiście ukazany - w końcu! - w (zbyt oszczędnych jak na mój gust, ale przecież opowiadających kompletną historię) efektownych wizualnie retrospekcjach wątek kayloński, lecz również pozostawiona w tle historia społeczeństwa Janisi (w którym obecni mężczyźni płacą za winy poprzedników). Miłość, po lennonowsku potraktowaną jako panaceum (prawie, bo jednak John i Talla za jej sprawą w kłopoty się wpędzili) mamy zarówno we - wspomnianym już wątku komandorów poruczników (który, na wesoło - z perspektywy widza - eksploruje poważny problem fizycznych trudności relacji międzygatunkowej), w ciągu dalszym love story Claire i Isaaca (który, jak mówiliśmy, niby nie jest do niej zdolny, a jednak potrafi ją okazać, nieraz b. mocno), jak i w zakończeniu linii fabularnej negocjacji z Janisi (tam, gdzie nie pomogły kłamstwa, sprawdziła się emocjonalna szczerość Eda i Kelly, którzy z turbulencji swojego związku potrafili zrobić atut), a nawet - jeśli traktować ją szerzej, w kategoriach empatii, miłości bliźniego, okaże się wszechobecna. Jej brak spowodował bowiem tragedię Kaylonów i ich twórców, podczas gdy spojrzenie na drugą stronę z pewną czułością (do którego zdolni okazują się nie tylko CMO i oficer naukowy ECV-197, ale także - za sprawą modyfikacji, którym został poddany - nietypowy Kaylon - Timmis, jak również - w ostatecznym rachunku - i Charly, i janisijska kapitan Losha, która zdołała wyjść poza ramy swojej, dyskryminującej mężczyzn, kultury) oznacza możliwość owocnego porozumienia.
Co dostajemy z tej okazji (i przy okazji)? Obraz ojczystego świata Kaylonów, w czasach gdy rządzili nim biologiczni, którego dość sielankowe, typowo Trekowe, scenerie, gryzą się z rozgrywającym się w nim koszmarem (tu warto odnotować swoiste mroczne odwrócenie wątku Daty z TNG, gdy inteligentnej maszynie odmawia się podstawowych praw; ale też b. współczesne subwątki rozwoju AI i nastawionych na zysk za wszelką cenę nieodpowiedzialnych strategii biznesowych). Zasłużenie parodiujący i dekonstruujący motyw maskaradowej dyplomacji z TNG "The Emissary", a zarazem słaby na tyle, na ile słaby bywa nazbyt często trekowy humor, sposób rozegrania negocjacji z delegacją Janisi. (W tym wypadku warto zwrócić uwagę na zachowanie Kelly, która koniec końców stanie na wysokości zadania, ale wcześniej zacznie upajać się - niczym podopieczni Zimbardo - performowaną władzą i przez chwilę będzie niesympatyczna dla swojego ex- i dowódcy w jednym.) I, oczywiście, dający się chyba uznać za narracyjne centrum wątek - wymienionego już z imienia ;) - Timmisa, Kaylona poddanego - przez pewną naukowiec - modyfikacjom pozwalającym mu odczuwać emocje, i w efekcie przepełnionego poczuciem winy, i kochającego wszelkie rozumne istoty poza granice egzaltacji. Jego obecność i postawa nie tylko przyniesie nadzieję na pokój - czy to drogą porozumienia, czy wykorzystania słabego punktu kaylońskiej budowy (ta dwoistość wydaje się wprowadzona b. świadomie; wczuć się w kogoś oznacza też zdobyć większe możliwości szkodzenia mu), lecz również wprowadzi pozytywny (w ostatecznym rachunku) ferment w życie pokładowej ludzko-kaylońskiej pary (w efekcie zobaczymy - przez chwilę, ST zawsze lubił wracać do status quo, więc rozsądnie nawet technobełkotliwe przyczyny staną na przeszkodzie utrwaleniu zmian u Kaylona nowszej generacji - emocjonalnego Isaaca), ale i - jako się rzekło - chorąży Burke. (Finalna scena z udziałem której stanowić będzie emocjonalne i intelektualne zwieńczenie całości, a wygłoszona przez nią samokrytyka ;) to dopiero początek rozwoju tej postaci.)
Całościowa ocena? Na tle najlepszych odsłon klasycznego Treka może 3 z lekkim minusem/4, ale b. mocne 3-, bo przecież wypada to wszystko znacznie lepiej (i mądrzej) niż w nuTrekach.

ps. A oto, co niedawno z w/w epizodu wycisnął JP:
https://www.youtube.com/watch?v=I9VRqrPpwus