Granica między SF a Fantasy...

Zaczęty przez Q__, 17 Lut 2024, 10:23

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

#1
Zawdzięczam Oli Janusz kolejną zarwaną noc, bo dopadłem w końcu "Cień Gildii", i nie oderwałem się, póki nie skończyłem.
Wciąż czytadło. I wciąż b. fajne.
Bohaterowie nie są już słabi, ani silni, są... znajomi, choč potrafią zaskakiwać pokazując drugie (albo i trzecie) dno swoich charakterów (gdy błyszczą w okolicznościach, do błyszczenia w których życiorysy ich predysponują*, albo poznajemy nowe karty ich biografii), no i rozwinęli się.
Punkt wyjścia fabuly? Trochę jak w drugim (i trzecim) "Funky'm Kovalu" - świat się uratowało, do domu wraca, a tam żadne ever after, tylko racje stanu, tajemnice państwowe, zagrożenia kolonializmem, spiski i kontrspiski, no i starzy znajomi. (Z tym, że Funky to na tle Vincenta był łobuz.)
Ale... Nasza Księgarnio! nie urywa się wydawania cyklu w takim momencie!

* O tobie zwłaszcza mówię "Żabo" Artois.

Q__


Q__


Q__


Q__


Q__


Q__


Q__

Drix zwraca uwagę, że nadciąga polskie wydanie powieści "Podnosząc kamienie" ("Raising the Stones") Sheri S. Tepper:

Dolinkuję:
https://katedra.nast.pl/ksiazka/14344/Tepper-Sheri-S-Podnoszac-kamienie/

Q__



Q__

Coś mi się widzi, że - choć niektóre elementy jego krytyki nie są może stuprocentowo bezpodstawne - chce odbudowywać rodzimą SF na kontrowersji i symbolicznym trupie krajowego mistrza fantasy. Ale wydaje mi się, że to nie wypali, jak wójcikowe "Czy Lem szkodzi...". Nie czuję bowiem za tym masowego ruchu, czy pokoleniowej zmiany, jak za sprawą Zajdli dla "CyberJoly Drim" i Brzezińskiej, czy potem za Komudagate...