Szalone światy P.K. Dicka

Zaczęty przez Q__, 11 Sie 2023, 01:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

I o "Blade Runnerze" sobie w "New Scientiście" przypomnieli:
https://www.youtube.com/watch?v=MpMJc3jaoEg

Q__


Q__

#32
Sławetne wystąpienie Dicka w Metz:
https://www.youtube.com/watch?v=DQbYiXyRZjM
Oraz wywiad z nim:
https://www.youtube.com/watch?v=ZCW8jDoj-a8

I Damien Walter o "Blade Runnerze":
https://www.youtube.com/watch?v=4sndw1FaCO8

Q__

Drix informuje, że w/w dickowe w Metz gadanie zostało na polski przełożone:
https://www.youtube.com/watch?v=lXkpUK8bqzg

Q__


Q__


Q__


Q__


Q__

#38
Za Drixem. Gociek o "Ubiku" (z przywołaniem serii St. Lem poleca...):
https://youtu.be/h56KGPeMc_c

Dyskusja:

WVR_23PH
Kupiłem to wydanie u bukinistów w Katowicach bodaj, trzymam jak Święty Graal, obok Egzegezy (którą chciałem kiedyś przełożyć na Polski, ale mi przeszło ;D )

Q__
Egzegeza nie jest aby częścią "VALISa"?

WVR_23PH
Część, ale jest jeszcze to https://en.wikipedia.org/wiki/The_Exegesis_of_Philip_K._Dick

Q__
Wow, mówiąc krótko...

WVR_23PH
Rozumiesz chyba mój wczesny entuzjazm do tłumaczenia? Chciałem nawet coś w stylu "demo pierwszych n rozdziałów" podesłać Misiunie w Okulturze, bo akurat była jakaś okrągła PKDickowa rocznica, więc pewnie w 2018. Poległem z braku czasu, trochę mi szkoda.

Q__
Oczywiście. W końcu wiadomo, że jest Lem, a potem Le Guin, Clarke i Dick ;) .

WVR_23PH
U mnie trochę inaczej, jest Dick, Lem, Ellison i naciągając Vonnegut. Później już współczesne Gibsony, Sterlingi, Wattsy i inne Strossy.

Q__
Z współczesnych nie pomijaj Reynoldsa, Baxtera i Benforda..Robinsona też. ;)

WVR_23PH
O Benfordzie pamiętam ciekawą wymianę zdań nt. "Great Sky River" ze starego forum Phoenixa. Dobra rzecz. Baxter jakoś mnie ominął, Reynolds też, w sumie nie wiem, czemu, Dam szansę.
Bacigalupi mi się przypomniał jeszcze, trylogia złomiarska bardzo mroczna i krwawa jak na oficjalnie YA... ale znów ciekawe pomysły ekologiczno-klimatyczne. "Pompa nr 6/Nakręcana Dziewczyna" też zrobiły na mnie duże wrażenie, ale wydaje mi się, że tzw. biopunk, podobnie do cyberpunku, sporo stracił na "the future is here, old man"....


Q__
Baxter i Reynolds bywają fabularnie naiwni, ale ten rozmach... Pierwszy wydaje się spadkobiercą Clarke'a, Stapledona, drugi wprowadza lemizmy light rozbuchane do - nieraz zgrzytającej - spaceoperowej skali. Nie są gorsi od Wattsa, choć mniej się z tym obnoszą ;) . Zwł., że obaj z branży astronautycznej.

WVR_23PH
Wattsa lubię chyba najbardziej za coś innego - podobnego spojrzenia na świat - pesymizmu z nutką "dajmy im jeszcze jedną szansę, niech będzie, a jak nie, to zabieram koty, i niech sp.....ją.".
Jak się dobrze zastanowię, to podobnie jest z PKD, Sterlingiem, Bacigalupim... no i Ellisonem, Vonnegutem i Lemem. Same ponure typy. ;D


Q__
Jak od tej strony... Baxter jest niby optymista, ale ludzkość tonie u niego w ogromach rozmaitości naprawdę Obcego życia bardziej nawet, niż u Lovecrafta; czuć naszą wróblowatość galaktyczną ;) . A Reynolds - przez to, że - w przeciwieństwie do Asimova czy Nivena - konsekwentnie ogranicza się limitem pś., naprawdę da się u niego poczuć nieprzyjazność kosmicznej pustki. Lecisz, i nie wiesz co zastaniesz. Dokonasz zbrodni, zwiejesz, i ścigać - wiekami czasu planetarnego - cię może tylko desperat.

toudi

Tak mnie naszło, że im bardziej wiernie filmowcy podchodzą do dzieł Dicka, tym gorzej z ich odbiorem. Na przykładzie The Running Man ,czyli po naszemu Uciekinier.
Uciekinier doczekał się dwóch ekranizacji odpowiednio 1987 i 2025. Pierwsza z Arnoldem, a nowsza z Glenem Powellem.

I co można o tym powiedzieć?
Opowiadania dosyć ciekawie przewidują przyszłość. The Running Man na razie szybko się sprawdza. Media kreują rzeczywistość. I to już nie tylko cenzurą, ale fake'ami, które coraz trudniej odróżnić od rzeczywistości. Na nasze szczęście trudniej monopolizować rynki przez korporacje. Bo jednak nadal mamy dosyć podzielony świat i większość rządów broni się przed takimi monopolami. Ale po za tym? Ostatnio sekretarz wojny USA mówił, jak mają wyglądać nagłówki, aby były "poprawnie" odbierane.

A co do samych ekranizacji? Ta z Arnim jest nakręcona jak to przystało na kino akcji. Nie daje się nudzić. No i od początku do końca dąży do zwycięstwa "dobra" nad "złem". Warte odnotowania są dwie rzeczy. Czyli przerobienie sceny ataku na cywili z początku, by spreparować dowody winy głównego bohatera oraz finałowa walka z Kapitanem Wolność (? Freedom). Obie zostały tam spreparowane i nigdy nie miały miejsca, Ale tez nie były możliwe do odróżnienia od rzeczywistości. teraz 40 at później staje się to rzeczywistością. Czas takich przeróbek też staje się niemal zerowy. I choć jestem pewien, że twórcy filmu prędzej obstawiali, że przewidzą tylko manipulacje mediów na rzeczywistość, a tu proszę okazuje się, że film może mieć większy wpływ.

Ta nowsza jest wierniejsza książce, ale też traci przez to całkowicie na tempie. Akcja książki i filmu mówi o 30 dniach ucieczki. Nie da się w filmie trzymać napięcia przez 30 dni. Muszą wówczas znaleźć się tam sceny spowolnienia i czekania. A to nie niestety osłabia odbiór takiego dzieła. Nowy film niestety też mocniej trzyma się starej technologi, takiej z lat 80-tych wymieszanej trochę z późnymi latami 90-tymi, początkiem 2000. Wiadomo, że futurolodzy są często ograniczeni swoim otoczeniem i przez to nie zawsze potrafią wyobrazić sobie jak szybka jest miniaturyzacja i wielozadaniowość urządzeń. (choćby tablety z czasów TNG - tam jeden tablet, jednak książka a my już wiemy, że nie ma takich ograniczeń). Tak niby mamy komórkę, współczesny smartfon, ale jakby tak wsadzić go w obudowę Gameboya z lat 90. Gruby, nieporęczny, brzydki. Niby mamy przenośną kamerę ale wielką jak przenośne odtwarzacze z lat 90. Do tego na taśmy magnetyczne. Niby mamy szybki transport danych, ale skrzynkami pocztowymi, które fizycznie przenoszą treść.  Ale tez mamy zupełnie nowoczesny elektryczny samochód z autopilotem. Czy samolot, którego pewno nie jeden milioner by dziś zazdrościł.

Należało całkowicie technologię uwspółcześnić. Mamy wszystko to co, by wystarczyło by sprawić wrażenie, że to jest możliwe tu i teraz. Twórcy wystraszyli się tego? Bo to retro pogarsza odbiór filmu. Ma się wrażenie, że to tylko fikcja. Do tego niby kończy się nieco w stylu Pamięci Absolutnej, że nie wiadomo co było prawdą, co fikcją, czy bohater i jego rodzina przeżyła czy nie. A co nawet gorsze, sugeruje się po napisach, że kończy się happy endem. Po co? O wiele lepiej na widza wpłynęło by niedomówienie. Bo zmusiłoby go do krytycznego spojrzenia na otaczający nas świat. A tak? Mamy prostą papkę bez refleksji ale też i bez porządnej akcji. Bliższą książki, ale tam był czas na refleksję...

Q__

Dużo trafnych spostrzeżeń (które i do ekranizacji P.K.D. można zastosować), ALE... "The Running Man" jest według Kinga, nie - Dicka ;).

toudi

Cytat: Q__ w 30 Mar 2026, 13:47Dużo trafnych spostrzeżeń (które i do ekranizacji P.K.D. można zastosować), ALE... "The Running Man" jest według Kinga, nie - Dicka ;).
Ale zaćma... pewno wynikło to z tego, że chciałem to początkowo porównać do ekranizacji Przypomnimy to panu hurtowo..., masz tu Kinga gdzieś? to może przenieśmy ten post tam. :)

Q__


Q__


Q__