Discovery

Zaczęty przez Q__, 02 Sie 2023, 01:44

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

#210
WVR_23PH napisał:
Odpaliłem sobie (drugi raz) drugi sezon Discovery, z myślą, że warto by go wreszcie skończyć, żeby mieć jasną pozycję Pike'a przed rozpoczęciem SNW. Odcinek 2... no nie da się tego oglądać... Nawet technobełkot jest kompletnie bez sensu - ten, do którego przywykłem, był choć odrobinę wewnętrznie spójny (a nawet miał konsultantów). Tu - bzdura na bzdurze, nawet wg wewnętrznej logiki (ha!) świata serialu... no i Tilly... jeśli postać może być bardziej wqr....ca niż wczesny Wesley, to już chyba za dużo.... No nic, brnę dalej, gorzej niż drugi sezon Picarda może nie będzie...

Dyskusja:

Q__
Heh, akurat drugi odcinek drugiego sezonu DSC uważany jest zwykle za jeden z tych lepszych. Zresztą sezony 2-3 DISCO są trochę jak pierwszy - PIC. Zaczynają się+/- obiecująco, by z czasem utknąć w absurdach. Ale skoro już na tym etapie odpadasz... (Choć prawdą jest, że gorzej, niż w PIC2 nie będzie, całościowo rzecz biorąc. Jeśli nie liczyć rozwiązania trzeciosezonowego wątku Burnu, w każdym razie.)

WVR_23PH
Dotrwam do końca, kto wie, może nawet zmęczę całe Discovery...w małych dawkach i z zaciśniętymi pięściami, mnąc pod nosem przekleństwa. :P

Q__
Czwarty sezon powinienem przynieść Ci pewne wytchnienie. Całościowo przedkładam go nad PIC3. I liczę do czołówki obecnego Treka. Choć zawiera jeden odcinek z pułapu arcycringe.

WVR_23PH
Trzymam za słowo ;D

Q__
Zatem oby się tu nasze gusta zazębiały  :D .

xetnoinu
Aż zerknąć muszę coś takiego jest w drugim odcinku drugiego sezonu.
Bez przesady. Klimat TOS na bogato. Niby Pierwsza Dyrektywa ale niekoniecznie i idzie za tym klasyczny dylemat.
Owszem jest wątek Czerwonego Anioła i on jest dziurawy, ale on tu nie przeważa. Plusem tego odcinka jest sensowny dialog Pike'a o Bogu w kontekście jego sporu z ojcem. To wróci w SNW w jednym odcinku. W dis 2x2 Pike gada inteligentniej niż w 80 proc SNW, co można wstecz docenić jak się wróci po odcinku z modlitwą i odcinku gdzie wspomniał ojca i że Pike był ministrantem - do tego odcinka Terralisyum.

Q__

#211
Cd.:

WVR_23PH
Sygnał o nowym red burst zostaje wykryty, ale jest 150 lat przy maksymalnym warp, więc rozumiem, że pierwotna informacja o nim albo powstała 150 * warpfactor lat temu, albo wykryto ją przy pomocy komunikacji podprzestrzennej - musi być w okolicy jakaś stacja przewodnikowa, więc nie trzeba tam lecieć i się bawić w grawinetryczne pomiary, ale przecież trzeba pretekstu do użycia napędu grzybowego....
...Tilly i jej przygody z egzotyczną materią meteorytu, które tłumaczy Saru "próbą zastąpienia interface Stametsa do napędu zarodnikowego" - z d*py, za przeproszeniem, wyjęte, ale przecież skądś trzeba wyjąć MacGuffin z grzybową formą życia, to może z innego MacGuffina.... Później jeszcze nieszczęsny donut - ja rozumiem, że grawitacja meteorytu zmienia się pod dyktando scenariusza.... Generalnie odcinek możebny, oprócz charakterystycznego deus ex machina  i macguffinow, no ale, to jest akurat w każdym jednym... Trzeci był również pisany na kolanie - nagle jest potomstwo Tylera, no ale trzeba je fikcyjnie uśmiercić, no i powrót cesarzowej, kolejny deus... I tak co odcinek w zasadzie.


xetnoinu
Pretekst do grzybowego .... nie ma. I po co. To napęd dostępny na okręcie więc się go używa. I już.  Motywy dziecka Tylera czyli skomplikowanego dochodzenia LRell do władzy i jej planu to bardzo ciekawy wątek tła, lepszy od głównego.
Deus ex machina to dodanie nowego klocka, spoza istniejących, do cuduevego rozwiązania problemu fabularnego. Cesarzowa i jej powrót nie jest zatem z definicji tym Deus na tym etapie bo ona jako klocek fabuły istnieje. Inaczej to definiujemy.
Zapłon nie jest do obrony, źle go pomyślano, ale cała fabuła nie jest aż taka zła w tym serialu. Akurat droga fabuły dla  LRell i Asha są ciekawsze od drogi Michasi.


WVR_23PH
Pozwolę sobie nie zgodzić się z przedmówcą... Grzyb-drive ma być zdemontowany, dodatkowo szkodzi Stametsowi (dlatego Tilly próbuje zastąpić żywy interfejs kawałkiem egzotycznej materii, prawda, że się to ładnie spina?) , więc tak - pretekst.
Deus ex machina, cyt, za wiki "is a plot device, a type of denouement in which a seemingly unsolvable problem in a story is suddenly or abruptly resolved by an unexpected and unlikely occurrence. ts function is generally to resolve an otherwise irresolvable plot situation, to surprise the audience," - Giorgiou wyskakująca z nikąd i ratująca L'Rell i Tylera z opresji to podręcznikowy przykład.
Jednakowoż, obiecałem sobie, że obejrzę całość DSC, warts and all... więc nie będe dalej narzekał, zastrzegam sobie jednak prawo do pojedynczych wypowiedzi, jeśli trafi się coś wyjątkowego, in plus lub in minus....


Q__
Swoją drogą będę ciekaw jak - mimo jego DISCO-wpadek - odbierzesz mojego ulubionego "Obola...".

xetnoinu
Zdecydowanie pisz o całych pojedynczych odcinkach. Jeśli tak to Ci gra to i ponarzekaj :). Więc ja bardzo poproszę nie o pojedyncze wypowiedzi tylko o wrażenia z każdego oglądanego odcinka. Na bieżąco.
Jestem bardzo ciekawy Twoich opinii. Tu nie przekonujemy się usilnie do swoich zdań, mamy je bardzo różne. Najfajniejsze jest poznawanie różnych perspektyw z ich uzasadnieniem i całym wywodem. Dawaj Twoje opinie o kolejnych oglądanych epach :)

[Ad: "Obol"] I co myśli o wiertarce :)
[Ad: spore drive] Z napędem zarodnikowym jest kilka plusów i kilka minusów. Każda technologia która jest w sf pokazana zbyt cudownie zabija fabułę na dłuższą metę. Technologia musi mieć słabe punkty i ograniczenia bo to napędza przygody. No tak to jest. W Disco zapomniano o tym i napęd zaczął zbyt cudownie. Choć pokazano katastrofę okrętu bliźniaczego to jednak nie było angażujące. Widownia widzi cudowne petmetum podróżnicze. Na jakimś etapie dodano wady tej technologii czyli nawigatora sztuk jeden. I to że Tilly próbuje załatać problem pojedynczego człowieka co to obsługuje jest na plus. Tylko mogliby lepiej dialog technovelkotu napisać. Plusem pomysłu na grzybnię jest że ona tłumaczy dlaczego we wszystkich liniach paralelnych czasu w ST życie jest oparte na tym samym kodzie DNA i ma tę samą biologię i chemię. Trek który lubi tłumaczyć rzeczy jakich inne serie nie tlumaczą ja uważam na plus. Grzybnia jako zwornik przestrzenny wszystkich linii czasu/światów paralelnych w niej zawieszonych jest fajnym pomysłem w duchu.
Duża wadą pisania w Discovery jest metoda wstawiania w dialogi często powtarzanych fraz a potem zaprzeczanie im w fabule co ma jakoby dać uczucie cudownego zaskoczenia. Efekt jest taki że widz się gubi co jest tym chwytem a co podanonw dialogach jako fakt treknologiczny.
I tak jest tu z tą dziwaczną materią co niby morduje grzybnię i na koniec się okazuje z tego co pamiętam że fałszywie się ileś tam gadało że skoki niszczą grzybnię a na koniec się okazało że to nie prawda. To samo jak wkoło powtarzano w fabule że Michasia wywołała wojnę z Klingonami i odpowiada za śmierć np na okręcie USS Europa a to guzik prawda bo wojnę zaplanował Tekuvma i Michasia była nieistotna.  Potem technologia Protoplastów że to broń powtarzano naokoło a na koniec to bujda była. Discovery cierpi na nadmiar tego beznadziejnego chwytu pisarskiego z kursów trzymiesięcznych dla scenarzystów.
Ale wiele historii postaci w tle typu LRell ja będę bronił bo to ciekawe pomysły.
Co do Deus Ex Machina pozostaję przy tym czego mnie nauczono w szkole przy okazji antyku. Nowy nieznany klocek. Nadużywa się przywołania rzadkiej postaci lub mało kiedy używanego urządzenia jako zabiegu Deus Ex Machina.
W disco problemem jest Michasiocentryzm
Na przykład moment kiedy ma być wysadzony Kronos. Cesarzowa umieściła ładunki. Lrell jest na miejscu. I tam następuje typowy dla disco błąd. Dwie silne kobiety powinny się dogadac. Czyli Cesarzowa i LRell powinny dojść same do rozwiązania. Tymczasem do jaskini wkroczyła Michasia i przeprogramowała kciuk w padzie.  Ja im tej i wielu innych tego typu scen nie mogę wybaczyć. Bo naduzyto setki razy sprawczości Michasi i nie dano wielu innym postaciom by miały ważniejsze dla historii momenty. Mimo mojej sympatii do Disco jest to nawet dla mnie problem. I mamy co mamy. Wszechwszystką Michasię na wszechwszystko.

Q__

Cd.

WVR_23PH
2x04 - generalnie dobry odcinek, nareszcie. Trochę fajnej ksenobiologii, trochę first contact... Oprócz scen z Tilly, jest dobrze.

Q__
No to już wiesz za co go lubię, a nawet - poza paroma scenami - kocham ;) .

Q__

#213
WVR_23PH napisał;
S2E8 - If Memory Serves... już mi się nawet gładko ogląda po poprzednim, dość durnowatym, ale dopuszczalnym odcinku, wrócił Spock, teraz będzie Talos IV... a tu nagle....SQL injections... FFS! (czyt. CTKJ)... to jest 22 wiek, do cholery! Komputery o kompletnie innej architekturze, wszechobecne AI, a oni tu nagle z czarnej dziury wyciągają bazy relacyjne...mało tego, to przecież sonda z 500 lat w przyszłości te SQL-ki puściła....

Właśnie przez takie badziewie odechciewa mi się oglądać

Dyskusja:

Q__
Ale przyznasz, że poza tym odcinek z lepszych?

WVR_23PH
Tak, sezon jest ogólnie na zdecydowanie wyższym poziomie niż łatany konflikt z Klingonami. Nadal codziennie jest koniec świata, większy lub mniejszy, nadal Michael Chrystusem Federacji, ale reszta jest bardziej doszlifowana. Wątek Culbera bardzo ciekawy, szkoda, że grający Stametsa Rapp ma tylko trzy miny w arsenale...

Q__
Nie chcę Cię smucić, ale będzie tak tylko do połowy sezonu, potem zacznie się amorficzna papka. To samo będzie w trzecim sezonie, gdzie finał okaże się nawet znacznie głupszy. No, ale po nich nadejdzie sezon czwarty, IMHO najbardziej udany.

WVR_23PH
Yaay....

Q__
Z drugiej strony - jak już zauważyłeś - da się z DISCO wyłuskać całkiem przyzwoite odcinki, sceny, postacie...
I jakimś cudem, ze wszystkich nowych (oficjalnych) Treków to właśnie do jego bohaterów najsilniej przywiązałem się emocjonalnie (choć trudno polemizować, gdy ktoś powie, że LD i PRO lepsze).
Mam też wrażenie, że to ostatnia seria ST, która usiłowała powiedzieć coś serio.

Q__

#214
WVR_23PH napisał:
S2E9 - Project Daedalus - nienajgorszy odcinek, szkoda tylko, że nie zbudowali postaci Airiam nieco wcześniej, i całe "fleshing out" odbyło się w ostatnim możliwym momencie, może w takim wypadku powaga sytuacji byłaby jeszcze większa. Standardowe bzdurki w rodzaju "jest tlen, ściągamy hełmy", bezcelowy dialog Stamets-Burnham-Spock, który chyba miał być zabawny, i standardowo paplająca bez ładu i składu Tilly nie psują za bardzo odcinka...a może już się przyzwyczaiłem 🤔

Dyskusja:

Q__
Tak, też jeden z lepszych. Na IMDB w ścisłej czołówce. Choć u mnie stracił na etapie rewatchu. Ale "The Way of the Warrior" też straciła, akcyjniaki tak mają.
Przy czym tu się niestety dobre w tym sezonie (IMHO) kończy.


WVR_23PH
Niestety, wygląda dokładnie na to, S2E10, The Red Angel - bardzo, bardzo zły odcinek. Prawie wszystkie założenia mocno poszlakowe, Culber twierdzi, że na 100% się nie myli (co z niego za naukowiec?), a jednak się myli, jak się okazało na koniec, reaktory plazmowe na deuter budowane od ręki, i masa innego badziewia, ale najgorsza chyba jest Burnham i totalny brak spójności w jej teorii, że musi się narazić na śmierć, by Czerwony Anioł się zjawił. No i końcówka, Deus aż miło... Wprawdzie, jak widzę, próbują to łatać w kolejnym odcinku, więc może technicznie nie deus, ale naciągane to okropecznie. Styl nad substancją...

Q__
To jest właśnie frustrujące w DISCO.  Ono nie jest po prostu złe. Ono ma potencjał - oryginalne pomysły, dobre odcinki, sceny, wątki, chęć mówienia o ważnych rzeczach, progresywne nadganianie lat bermanowskiego konserwatyzmu, pchanie - od następnego sezonu - świata ST do przodu, nawet okruchy prawdziwej Nauki. Ale co się już zaczyna rozpędzać, to musi ugrzęznąć w powodującej opad tego i owego głupocie i niedbalstwie. I to chwilami boli mocniej, niż gdyby po prostu słabe było.

Q__

#215
Cd.:

WVR_23PH
S2e11, nadal jest bardzo źle... Matka Burnham "już dawno sobie ją odpuściła" ale wróciła w poprzednim odcinku, żeby ją uratować, dane Sfery nagłe "są kopią inteligencji Sfery, więc same się bronią i szyfrują językiem cywilizacji, która nie istnieje od tysiąca lat" (jak to rozpoznano?), kombinezon Red Angel, zbudowany 20 lat temu nagle ma "nieograniczoną kwantową pojemność", cokolwiek to znaczy, ale nieważne, bo przecież 2 odcinki temu cała wiedza Sfery mieściła się w głowie Airiam, która przecież miała ograniczenia pojemności, bo musiała kasować wspomnienia..... continuity, motherfucker, do you know it? ... Męka...

Q__
W głowie Airiam zalęgło się co innego.
Co do pojemności komputera skafandra - Trek zasadniczo znał podobną (i równie buraczaną, choć użytą ze znacznie większym fabularnym sensem) technologię w TNG, w XXIV stuleciu. Ten słynny kostkowy komputer biurkowy, który był w stanie zasymulować cały Wszechświat dla Moriarty'ego.
Od biedy można uznać, że Sekcyjni pracowali nad prototypem wiek wcześniej, albo, że nadpisania historii (Temporal Cold War, anielskie skoki) spowodowały wcześniejsze wynalezienie tej technologii.


WVR_23PH
Nie powinno chyba być potrzeby robienia mentalnej gimnastyki i retconów... No ale, Discovery na retconach stoi. Oglądam dalej,. delikatnie wspierając się west coast IPA... ;)

Q__
W sumie to niekoniecznie retcon. Nie wiemy kiedy technologia pokazana w TNG się pojawiła. Wiemy tylko, że w XXIV wieku była - mimo swoich przesadzonych możliwości - pospolita.
A znów idea nadpisań temporalnych w efekcie TCW pada wprost w SNW (które chyba jeszcze przed Tobą).


WVR_23PH
Właśnie dotarłem do momentu kluczowego dla Pike'a.  Dobry moment. Dlatego między innymi oglądam dalej. Z drugiej strony medalu jest uparty completionism.

Q__
Moment z kryształem czasu?
To mi zresztą przypomina jak zapamiętałem "Through the Valley of Shadows" - jako zły odcinek z b. dobrymi momentami (sic!). Skądinąd jest tam o dziwo i element prognozy, która się potwierdziła. Parę lat później odkryto kryształy czasu zagnieżdżone wewnątrz "zwykłych" kryształów.


xetnoinu
Jakie zagnieżdżone kryształy?
Kryształy czasu wprowadzono jako wizualizację pomysłu fabularnego z TOS.
Czas w Treku czasami, bardzo rzadko, na właściwości alternatywy wykluczającej.
To jest operacja z logiki i matematyki czyli albo albo.
Zaczęło się od TOS. Albo kobieta zginie i kiedyś powstanie Federacja albo przeżyje i za wcześnie zaszczepi pacyfizm w USA, USA nie przystąpi do IIWŚ i Hitler opanuje USA.....
Kolejny raz w ST ten motyw jest w odcinku z Anoraxem.
.
Anorax ile razy nie przeprowadzi pracy swojej maszyny wymazującej wrogie imperium z historii, to albo uda mu się wymazać wroga ale jednocześnie ginie jego rodzina albo jak rodzina przeżywa to wróg przetrwał.
Albo albo.
Nie ma innej opcji.
Alternatywa wyklucajaca.
Słynny odcinek z zamieszkami Bella też
ma alternatywę wykluczającą ale szerszą.
Muszą być te zamieszki, społeczność świata na Ziemi musi ponieść te gorzką lekcję - nawet jak podmienimy Bella na Sisko.
Zdarzenie musi być inaczej nie będzie Federacji w przyszłości
Albo albo
Nowe Treki podjęły ten bardzo rzadki pomysł trzy razy
Uspojnily że jakoś za tym zjawiskiem że coś staje się alternatywa wykluczającą stoi  patrzenie w kryształ czasu
I mamy w Prodigy dla dzieci delikatnie ale ten sam koncept.
Dall marzy o tym by być kapitanem. Ake Gwyn jest lepsza. Zostaje ostrzeżony przez Wesa że nie wolno mu patrzyć wcjrysztal czasu. Oczywiście spojrzał. I się ustaliło. Albo kapitanem on nie zostanie i świat będzie miał ok przyszłość albo on spełni swoje marzenie i będzie jakaś katastrofa. On potem mądrze oddał stołek, dał pierwszeństwo kapitanem została Gwyndala.
SnW wzyelo się za alternatywę wykluczającą z Khanem
Tam nie ma motywu patrzenia w kryształ tylko jest jak z zamieszkami Bella
Khan musi istnieć, przeżyć , i uczynić swoje zło światu inaczej Federacja kiedyś nie powstanie lub się rozleci.  Tu dodano przesunięcie zdarzeń. Czyli sytuację uratowało uratowanie młodego Khana choć opóźniło go to w czyniebiunzla stąd trzecia wojna została przesunięta co do daty ale nastąpiła
I wracamy do Pike'a
Tu mamy motyw patrzenia w krystal
Jak Dall
Czyli Pike patrząc w kryształ ustanowiło się jakaś alternatywa wykluczająca. U niego jest ona lokalna
Albo zginą jacyś ludzie i on ich jakoś tam do końca nie uratuje przy okazji sam zostanie inwalidą albo - co zostanie potem rozwinięte w SNW nastąpi straszliwą alternatywa , on będzie pełnosprawny, uratuje te dzieciaki ale konsekwencje dla przyszłości Federacji są przerażające. Zginą miliardy
W nowych ST uzupełniono że technologie temporalne często oparte są na kryształach czasu. . Travekersi czyli Podróżnicy mają komputery obliczające linie czasu i one są na kryształy czasu. W disco ten nieszczęsny kombinezon jest na kryształ czasu oraz jest on potrzebny do wygenerowania potężnej podróży w czasie w finale drugiego sezonu
Jest jasna sugestia wizualna że kamień proroków jeden z DS9 umożliwiający podróż w czasie to też kryształ czsu.
Idea zdarzeń albo albo i tego że czas jakby czasem jest aktorem zdarzeń. Decyduje o wariantach jakby poza, nad uniwersum jest z tego wlaśnie odcinka wspomnianego TOS
Nawet Strażnik wieczności czyli ten portal nie moze z tym nic zrobić tylko patrzeć. Tam jest takie piękna metafora Spocka
Czas ma swoje prądy
I chodziło mu o to że one doprowadza do określonego punktu
To metafora morska
Przypomnę prądy morskie między Europą a kontynentem Ameryki
Jest obszar prądów z Ameryki donEuropy i osobny korytarz prądów w odwrotnym kierunku.
@Q__ gdzie są kryształy czasu w kryształach czasu bo nie kojarzę?
Aha
Ideę że nie istnieją czasem inne warianty czyli jest alternatywa wykluczająca i nie jest to zgodne z koncepcją TNG z odcinka Paralells
Wyjaśniono w PROdigy
Że nie ma nieskończonej jak u Everetta wiązki zdarzeń dla każdej możliwej decyzji logicznej.
Po prostu te inne warianty są niestabilne czyli sprzeczne lub nielogiczne i są zjedzone przez Zmory
looms
I tak Prodigy połączyło ideę wieloświatów z TNG Paralells z tym że czasem są tylko dwie możliwości przy czym jedna jest często jak to nazwałem "federacjotropiczna" przez analogię do pojęcia że świat jest antropiczny
A czasem linie nie są sprzeczne i są logiczne i istnieje wiele linii świata niejako bliskich do głównej linii Prime , jakby prawie równoległych i mamy w Lower Decks zabawę z tym pomysłem na przykład cała kolekcję Kimów z kilku linii zebranych w jednym pomieszczeniu.
:)
Psy się wiesza na serialu Disco. Ale tu wymyślono w tle sporo koncepcji np temporalnych dla uniwersum które potem logicznie są kontynuowane w innych seriach ST
I one mają sens i dają fajne możliwości budiwania fabuł
Wracając do Czerwonego Anioła.
Wątek obrzydzono pewna nagminna manierą pisania. Polega ona na tym że jakaś postać wygłasza tezę. Jest ona błędna in uniwersum. Potem milion razy to postacie powtarzają. Na końcu nagle dowiadujemy się że było inaczej i jako widz jakoby mamy mieć efekt woow
Problem polega na tym że wtedy 90 proc odcinków jest głupia bo w technobelkocie powtarzana jest nieprawidłowa teza
To nie jest że kolejne odcinki naprawiają głupoty poprzednich. A tak niestety widz przy pierwszym oglądaniu to widzi.
To jest nagminna maniera w Disco
Ofiara tej maniery jest Czerwony Anioł i sposób w jaki bohaterowie hipotetyzyja co i kto to jest i po co jest
Aby na końcu widz był jakoby zaskoczony a wcześniej wysłuchiwał ich idiotycznych analiz
To zabiło ten pomysł
Nawet w piątym sezonie to robią
Stamets jako geniusz nauki powtarza że technologia pewna ożywia zmarłych. Nie ma żadnej podstawy z fabuły aby tak twierdzić. Ale nie. Za nim wszyscy bohaterowie to powtarzają i działają wierząc w to. Na końcu okazuje się że tak ta technologia nie działa ergo Stanets źle nadinterpretował fakty.
Tak samo budiwana jest Burnham
Przez ileś czasu jest mówione że ona jest winna spowodowania wojny i śmierci milionów. W fabule to się udziela postaciom i nagle ona jest skazana aż na śmierć niby za bunt ale w tle za spowodowanie wojny z milionami ofiar
Ale kur...
Wojnę wywołał i zaplanował i sprowokował Tekuvma
Mamy to nawet pokazane
Jak rozwalił przekaźnik i sprowadził okręt federacji do naprawy i wygenerował bysk i sprowadził stare rody klingonskie i wszystko punkt po punkcie zaplanował aby wywołać wojnę.
Czy Michasia tam by była czy nie wojna by wybuchła
Ale my musimy zobaczyć i przeżyć woooow
Burngham jednak jest ok. Bo ratuje świat
Jak mnie wkurza ta metoda chyba uczona na niedzielnych kursach scenariuszopisania
Z Czerwonym Aniołem ta metoda pisania fabuły zakłóciła odbiór pomysłu. A pomysł nie jest zły
Zróbmy rekonstrukcje trzeciego planu
Po pierwsze Kontrola
Mamy system sztucznej inteligencji który uniezależnia się i morduje ludzi i ich podrabia. I on uznał że białkowe firmy życia są szkodnikiem całego wszechświata
W pierwotnej linii czasu ta Kontrola wygrała, następnie dokonała sterylizacji życia inteligentnego wszędzie.
Powiecie że przegiete
Przypomnę Slaversów z TAS
Wymordowali wszystkie gatunki inteligentne, potem sami wyginęli tak że jak to ujął Spock, ewolucja musiała się zacząć na nowo
Zatem już tak było, jest to w kanonie
Teraz w tej dalekiej przyszłości gdzie świat jest jałowy ta Kontrola w przyszłości widzi skoki Czerwonego Anioła i zmiany w linii czasu na skutek że jest przepływ informacji do przeszłości że Kontrola zrobiła sterylizację. Czyli przeszłość z informacjami o przyszłości będzie robić numer paradoksu dziadka,czyli trzeba unieszkodliwić mlodą Kontrolę ( czas akcji sezonu)
Więc mamy ingerencję. Kontrola z przyszłości pomaga samej sobie w przeszłości, bo widzi fale zmian temporalnych na skutek sondowania przyszłości przez Czerwonego Aniola
Niestety scenarzyści uznali że to nieciekawe
Dali to na piąty plan
Na pierwszy plan dali emocje
Operatorka kombinezonu będzie przy okazji podglądać dzieciństwo swojej córki która trafiła do rodziny zastępczej i ma traumę domowa z ojcem zastępczym i bratem w rodzinie zastępczej.
Aby było jeszcze trudniej
Jak operatorka kombinezonu się zmieni na Michasię ta też będzie podglądać dzieciństwo brata
Ojojoj
Bo po co ma to mieć ręce i nogi. Nie. Emocje na plan pierwszy.
A przy okazji mamy pojedyncze czyny po prostu ludzkie czyli jak już skafander lata jak głupi i jakoś widać sytuację że w jakimś punkcie można by pomóc to skafander ściąga okręt na pomoc mimo że nie ma to związku z celem glownym
Bo już nam się zapomniało
Cel główny to...
Ktoś jeszcze pamięta?
Unieszkodliwienie Kontroli na etapie jej wczesnego rozwoju, czyli zabić Hitlera jak był dzieckiem.
Efekt dziwnego pisania w sumie fajnego po yslu jest taki, że uczciwie powiem,nie pamiętam najważniejszej rzeczy - jak pokonano Kontrolę
Bo niestety dodano babol do fabuły.
Matka Michasi lata i szuka przyczyn sterylizacji galaktyki. Ona nie wie co jest przyczyną. My widzowie wiemy. I lata na chybił trafił chyba 900 razy
Jakiś idiotyzm za idiotyzmem.
Sposób w jaki sonduje przyszłość jest nielogiczny.
Lubię dwa pierwsze sezony disco. Nie uważam że Czerwony Aniol to największa obok Zapłonu głupota tego serialu. Tu się nie zgadzam w ocenie z Q__.
Jak trzeci i czwarty plan rozłożymy ex post na części pierwsze to historia ma ręce i nogi. Tylko jest przeładowana i zbyt pogmatwana.
Wątki : zabij młodego Hitlera czyli mlodą Kontrolę sa źle zmieszane z czynami dwu pan Burnham które odwalają też prywatne sprawy przy okazji.
Wybrano też bardzo nietypowy sposób owego unieszkodliwienia młodej Kontroli
Bo tu nie tyle ją zlikwidowano co uniemożliwiono jej ewolucję do stanu w jakim mogłaby wysterylizować świat
No jest to dziwaczny wybór fabularny
Odcięto Kontrolę od danych historycznych o rozwoju innych SI
To bardzo odważne i nietypowe rozwiązanie fabularne.
W Discovery jakby pokazano że ten typ sztucznej inteligencji stał się zdolny do zagłady świata nie przez samorozwój tylko przez asymilację danych z przeszłości innych kultur
Bo że skakania na chybił trafił tak wyszło Czerwonemu Aniołowi że to jest skuteczne
Jest też z tego nietypowa konstatacja
Generatywna, uczona przede wszystkim na danych z przeszłości, SI - nie osiągnie szczytu samorozwoju jak inne ineligencje sztuczne ale inaczej rozwijane?
Serial Discovery, co teraz widzę coraz bardziej ma mnóstwo makronetafor współczesności. To przeoczyliśmy oglądając to premierowo.
Tam krytyka Trumpizmu aż się wylewa. Mamy zatem i z wątkiem Kontroli makrometaforę świata kiedy pomocne narzędzie - system doradztwa na polu bitwy uzyskanym z napływu danych pierwotnych, bo tym była Kontrola, - wizję, że błędem jest pozwalanie monopolistycznym koncernom na wykorzystywanie bez opamiętania wszystkich pierwotnych danych wokoło nas. Bo ich agregacja nie prowadzi do pozytywnych skutków.
Ale i jest w tej wizji nadzieja, że kiedy opanujemy, co wolno używać do nauki generatywnej SI to ona sama nas nie zdoła zniszczyć bo będzie y mieli szsnse wymyslec coś na co ona nie wpadnie, aby ją pokonać w razie potrzeby.


Q__
@xetnoinu , pytasz o kryształy. Kiedy pokazano je w DISCO, traktowałem je właśnie jako absurd w najgorszej tradycji TOS i VOY. Dziś traktuję jako proroctwo mimowolne. Bo najpierw odkryto, że kryształy czasu mogą występować wewnątrz zwykłych. Czyli da się je fizycznie wziąć do ręki z tym zwykłym, w który są opakowane:
https://trek.pl/forum/topic/trekowa-nauka-i-technika-oraz-prawdziwa-nauka-w-treku/#post-251549
A potem - o czym @januszek informował - stworzono też makroskopowe kryształy czasu:
https://forum.startrek.pl/index.php?topic=367.msg16887#msg16887

WVR_23PH
Dzięki za ciekawe wypunktowanie, @xetnoinu .
Zgadzam się w znacznym stopniu.
To nie jest tak, że Discovery jest złe per se, jak już pisałem, jest w nim wiele perełek, ale generalnie jest to fast food trek - szybko, flashy, dużo, technobabble nie ma sensu, ale jest jak sos w burgerze - podbija smak. Problem polega raczej na tym, że ten burger udaje haute cuisine, próbując nam wmówić, że jest piękny, pyszny i nowoczesny.


xetnoinu
Obejrzysz inne nowe treki i docenisz
Aż się zdziwisz
Bo niektóre nowe produkcje są ładne, sprawne ale nie są odważne. Nie ma mskrometafor. Nie ma odważnych mniej ogranych pomysłów fabularnych. Tu w disco dwu pierwszych sezonach jest nadmiar dobrych pomysłów, za duże chowanie ich na piąte plany i za dużo emocji bohaterów wyciągniętych na absolutnie pierwszy plan. Pierwsze oglądanie jest dla widza starotrekowego trudne. Bo to inne proporcje są.


WVR_23PH
Z nowych treków najbardziej, jak dotąd, i ku mojemu zdziwieniu, podeszło mi LD. Może dlatego, że ma w sobie coś z Orville - zaczyna się jak totalna głupota, ale stopniowo staje się coraz lepsze, mądrzejsze i ciekawsze. Na początku nawet pisałem "Lower Dicks", ale teraz szanuję.

xetnoinu
LD zaczęło źle
Praktycznie od złośliwego wyszydzania
O ile ORV zaczęło tak samo to tam to było wyczuwalne że to intryga
Dali kasę na komedię niskiego stylu, damy im , ale niepostrzeżenie skoczymy w inny format.
LD nie miało tego widocznego. Dopiero w jakimś momencie przeskoczyło naśmiewanie się na kult
A z kultu odnalazło się w nowych pomysłach pod koniec
Czwarty sezon to już taki normalny Trek ze złolem takim trochę mało zlym
Locarno
Ale już piąty sezon wreszcie
Poszły oryginalne swoje pomysly
Poszli w linie paralelne z tng i sygnalizowane w disco
I nagle fabuła to misja
Etos
Rozwój bohaterów na takich
Jakich pamiętamy z tng
Finał LD to trek pelną gębą
Taki jaki powinien być.
Przestało to być przeglądem najgłupszych pomysłów w dziejach ST wrzuconych w odcinek.


WVR_23PH
LD jest epizodyczne, w przeciwieństwie do Disco, może tu leży problem? Może, żeby pisać dobrze serialowe SF trzeba być JMStraczynskim i mieć to wszystko rozplanowane od początku?

xetnoinu
Piąty i czwarty sezon LD już nie są tak epizodyczne.

WVR_23PH
Owszem, jak 6 i 7 DS9, ale nadal nie jest to ciągła historia

xetnoinu
Zaplanowany dobrze okazał się RRO. Różne mniej istotne rzeczy z pierwszego sezonu np z piątych planów pilota wyjaśniły się w drugim sezonie.

Q__
Prawda. DISCO w pełni zasługuje na poniższe kpiny RedLetterów:
https://muzeum.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4036&page=119#msg335309
Ale zasługuje też na docenienie za ambicje i inne rzeczy.

xetnoinu
Taaaaak
I stworzyło os
Uporządkowało zabawy z czasem
Dało nowy etap po skoku
W przyszłość
To kręgosłup ery


Q__
A LD - owszem z czasem jest coraz bardziej Trekiem serio, ale swój najlepszy odcinek, Trekowe arcydzieło, daje nam w miarę wcześnie, to "wej Duj". I tu też jest paralela z ORV, gdzie najbardziej gładkim Trekiem jest sezon trzeci, ale najlepszy odcinek - "Lasting Impressions" przyniósł już drugi.

WVR_23PH
[Ad DISCO] To jest właśnie ten fast food podany jako haute cuisine. Ambicje są, ale tu masz burgerka.

xetnoinu
I ja doceniam to za co disco jest hejtowane. Wyszli z banki pozytywnej przyszłości czyli egalitaryzmu i nieograniczonych zasobów. W disco są wszystkie cztery typy przyszłości po kapitalizmie jakie wyróżnił we współczesnej fantastyce Peter Frase
[Ad: burger] Tu mamy różne opinie. Nie jest z disco tak źle.
Ono się z czasem coraz ciekawiej broni.


WVR_23PH
Dobry burger nie jest zły ;)

xetnoinu
Heeeee

WVR_23PH
Czy disco byłoby lepiej traktowane, gdyby od razu zaczęli w dalekiej przyszłości?

xetnoinu
Tak. U nas
Ale w USA
Jest kult Spocka
Musi byc
Jakaś mania


WVR_23PH
Fan service też trzeba umieć robić.

xetnoinu
Jest w Kelvinie i musiał być i tu.
Ale tam jest obsesja
Nie dostaliby ani dolara na Trek w dalekiej przyszłości.
Dlatego ORV nie jest trekiem
Nie kupili tego w Paranount
Bo dał nowe rasy nowe pomysły. Dał przyszłość po erze TNG, tak jakby tuż po niej.
I dał pozytywną przyszłość
Czyli nieograniczone zasoby energii i egalitarne społeczeństwo
To też jak się okazuje nie pulsuje w Paramount


WVR_23PH
Wymiana "pokażemy wam Spocka, Pike'a i Enterprise, ale w zamian popsujemy Klingonów, nawrzucamy dużo głupotek, i generalnie to nie jest Trek" - to nie jest Tōka Kōkan.

xetnoinu
Klingonów disco nie popsuło.
LRel jeden z najfajniejszych motywów trzeciego planu
Jak doszła do władzy


WVR_23PH
Wizualnie owszem. Sami się z tego wycofali

xetnoinu
Klingoni co seria inaczej wyglądali
Jaki byłby dziś ból dupy jakby po tos nagle był Klingon z filmu
Ojojoj
To był dopiero przeskok kiedyś


WVR_23PH
Nie zgodzę się, a dodatkowo zmiany wyglądu były retconowane. DISCO ma nowych   Klingonów, bo tak, i co nam pan zrobisz

xetnoinu
Mi.sie groza wyglądu Klingonow rodem z Gigera od Obcego podobała. No jest majestat i duma
Że za dosłownie
Heee
Że z pojedynczych zdań zrobili dosłowność
I faceci mają po dwa fajfusy a kobiety parzyste pochwy
No przesadzili czasem
Ale zdanie że każdy narząd jest parzysty padało w tng ds9 wielokrotnie
No to mamy
:)
My tu dochodzenia robiliśmy. Sergio nawet mumie klingonow mają gdzieś zdanie w tng ds9 że ma to sens
Nawet jedzenie ciał wroga
Też ma linijeczkę gdzieś


Q__
IMHO DSC w tej mieszance prestiżu i burgerowości jest nieodrodnym dzieckiem Netflixa. Zaczęło powstawać za gotówkę platformy na N. ;) i stąd ten efekt.

WVR_23PH
Zgadzam się, że Klingoni z Disco są bardziej groźni i obcy, i podobają mi się. Są równocześnie symptomem designu serialu - wszystko wygląda inaczej niż dotychczas, co gorsza, wygląda lepiej niż późniejszy timeline. Da się nowocześnie i gorzej, co pokazał ENT, ale ...

Q__
[Ad: dochodzenie] Potwierdzam, te linijki tekstu tymy ręcany wyszukałem ;).

Q__

#216
Cd.:

xetnoinu
Tak
Najbardziej odjechane pozornie pomysły z klingonami mają linie tekstu je uzasadniające ze starych serii
Łącznie z genetyką
Eksperymentami
Sam byłem w szoku
Np z tym jedzeniem ciał czyli kanibalizmem
Bo jest pieśń o jedzeniu serca wroga
W ds9
Chyba


Q__
W sumie twórcy źle zrobili, że scykorzyli. Zamiast przypomnieć tę geninżynierię i nią z ekranu uzasadnić zmiany.

xetnoinu
Tak

Q__
Wtedy by zresztą lepiej uzasadnili fanatyzm T'Kuvmy. "Nie mamy definiującej biologii, to musimy się ostro kulturowo definiować, bo stracimy tożsamość".

xetnoinu
Tak. To też prawda
Ale to tak ktoś wymyślił. Ale nie sprzedał w dialogach pierwszego planu. Na pierwszym planie są źle napisane dialogi emocji postaci


WVR_23PH
Zauważyłem też, że Tenavik, syn L'Rell, jest już bardziej podobny do tradycyjnych Klingonów. Może to jakiś nieśmiały retcon?

Q__
I mógł jeszcze T'Kuvma wymachiwać kryzysem augmentów z ENT - zobaczcie, zmieniamy się w Ziemian.

WVR_23PH
Więc podkręćmy gałkę "więcej Klingona w Klingonie" do 11.

xetnoinu
W disco widzisz bardzo stare rody, prawie wsobne. W tym czasie już większość zwykła mogła wyglądać inaczej. A jak się przyjrzysz na twarze karby i fryzury i tych co pokazali ich na okręcie trumnie tylko w dalszych rzędach to zobaczysz ogromne zróżnicowanie wyglądu nawet w tej grupie starowiernej
Ale twórcy stchórzyli
I LRell ma zmniejszaną czaszkę między odcinkami
Między pierwszym a ostatnim pokazaniem straciła głowę obcego podobna do płaskorzeźb z czasie egipskiego faraona Echnatona, tego co odrzucił bogów i wymyślił monoteizm
Po fatalnym wyglądzie Klingonow w Kelvin to serio disco to rewelacja
Przypomnij sobie jak wyglądają Klibgoni u Abramsa
Można zawału dostać lub ataku śmiechu.

[Ad: Tenavik] Jego wygląd to też jest inny bo on jest sumą czasu. On jest wynikiem pilnowania kryształów czasu. On wyrósł w moment i jest trochę w kilku czasach
Więc jego wygląd można uznać za uśrednienie temporalne
Wyglądu klingonow


Q__
Swoją drogą to tez ciekawy, niewykorzystany, temat. U nas inżynieria genetyczna to postęp, dla niektórych Zuo. Tam by to była część tradycji, starych dobrych czasów.
Względność godna Le Guin.


xetnoinu
Ale uwaga o wyglądzie syna Lrell jest ciekawa. Z tym że on jest spłodzony że zmodyfikowanego ojca. LRell gwałci już Asha który ma ciało człowieka i ukryty umysł Voqa
W tym sensie Tenavik owszem na rodziców klingonow
Ale ojciec został przerobiony na człowieka
Tenavik to mój ulubiony piąty plan
Mamy jego matkę
Konserwatysktę klingonska
Od dziecka patrząca jak faceci nieudolnie próbują wskrzesić chwałę imperium
Na jaja większe od nich
Sama planuje superagenta
Do infiltracji GF
Sama to realizuje jako ekspertka od modyfikacji genetycznych i wszczepów osobowości
Naukowczyni najwyższej klasy!
Wykształcona przez dwa rody
W tym jeden o unikalnej wiedzy i tradycji
Z politiwaniem patrzy na chłopów typu tekuvma że działają jak idioci
I ona umie wykorzystać szanse
Sprzymierzyć się z kobietą admirał floty
I poświęcić prywatnieilosc Voqa nad jej plan wobec Imperium
I nsjlepsze
Konsrwatystka
A ciążę usuwa z brzucha
Bp przeszkadza jej w karierze
I daje do surogacji
No klekajcue narody
Feministyczna turbokonserwatystka
Takie rzeczy tylko w Imperium Klingońskim
:)
Ja uwielbiam jej drogę do wladzy
Upozorowanie śmierci dziecka
Jak sobie rzuca klonem
Syna
Bo ona ma imię grozniejsze
To
Matka Klingonów
I to cudo fabularnego pomysłu jest na piątym planie serialu
Dużo osób nawet nie załapało jej historii
A potem jej zmysłu politycznego
Bo jak jednoczyła dziadoe zexstarych rodów
Projektem okrętu wojennego zrobionym z Rmulanami
Jednocześnie przez wspólna technologie wojskowa
No cudowne pomysły fabularne tu są
Ukryte na dziesiątym planie od Inków


WVR_23PH
Turbokonserwatystka kropka. To typowe dealing with absolute - poświęcenie dziecka i miłości na rzecz państwa nie ma kompletnie nic wspólnego z feminizmem, imho

xetnoinu
No jak
Przeszkadzało jej w karierze
Typowy feminizm
:)


WVR_23PH
Ale czy ona to robi dla kariery-siebie, czy dla państwa?

xetnoinu
I tego nie rozwinęli. A to super pytanie
Sto razy ciekawsze niż emocje Spock Michael


WVR_23PH
Poza tym, nie mieszajmy feminizmu z egoizmem.

xetnoinu
Psssst
Bo dostaniemy po łbie jako faceci


Q__
Też lubię - jako jeden z nielicznych - odcinek o L'Rell, ale moim zdaniem zaszkodzili sobie, bo postać, która powinna buchać siłą zagrana jest wyjątkowo bez wyrazu.
A co do gwaltu - nie wiemy, to mogła być przetworzona przez świadomość nowego bytu, Tylera, powracająca z pamięci scena konsensualnego seksu Voqa i L'Rell.


xetnoinu
Nie konsensualne go. On to robił aby przeżyć. Jako człowiek
Zresztą jedyna dotąd, nie wiem co zrobi SFA, ostra scena seksu tylko trwająca pół sekundy


WVR_23PH
[Ad: Psssst] Bo osłabiamy argument i wychodzi brzydko. Poza tym, można być facetem i feministą przecież

xetnoinu
Witaj w klubie facetów lewaków feministów tego serwera
:)
A co do gry bez wyrazu LREll
To prawda
Ona tak jakby gra postać skromną, ambitną ale nie po trupie. Jakby na początku nie dowierzała że zrobi to i owo lepiej. Potem ewoluuje
Do stanu z przemówienia
Gdzie jest juz apogeum
I niestety te emocje jej dali. Ona szczerze kochała Voqa i własnymi rękami musiała mu wyłączyć w mózgu tę miłość i przerobić ją jako obce wspomnienie w jego głowie bo jakby tak skutecznie wszczepiła mu osobowość człowieka ze stał się człowiekiem
Jest jeden moment spieprzony bardzo
Scena przejęcia tabletu z kodami do bomby wysadzajacej Kronos
Tam popsuto i Cesarxową i Lrell
Aby  w scenie błyszczała Michael
Która tam była zbędna
I dwie de fakto wielkie przywódczynie
Przeszła z Mirrora
I Przyszła dla Klingonow
Powinny się same dogadać a Michael nie powinna stopy tam postawić
Tej sceny im nie wybaczam


Q__
Zamiast blyszczeć, musiały złożyć hołd Wszechwszystkiej Michasi.

xetnoinu
Taaaak
Mało w telewizor kapciami nie rzuciłem pamiętam
Jak zobaczyłem że popsuli scenę
Jaka z dobrym dialogiem mogłaby być ikona Treka
Czasem miałem wrażenie że ktoś dobrze napisał sceny a potem nagle ktoś wstawial Michael i psuł zamysł
Bo ta scena w kopalni to punkt zwrotny dwu postaci kobiecych
Kluczowy
Zmienił obie te kobiety
I to nie wybrzmiało
Stały się slużkami genialności Michael
Która nie miała jej w tej scenie
wiedzę o tym jak pokonała Imperium
To jej wiedza
A Lrell
Tyle czasu pracowała
Tyle wyrzeczeń
Sama sobie zapracowała
Na ten moment
I tu się spotkały
To mogła być wielką scena
A to zjebali


Q__
Najgorzej, ze mogli rozegrac to dobrze i zlozyć hołd Michael.
Wystarczyły słowa Cesarzowej - "ktoś mi niedawno dał szansę i pokazał, że jest inna droga, teraz ja to mówię tobie".
A L'Rell psuje to, że bywa pokazywana jak konserwatystka ziemska - cicha, cierpiąca, choć kanibalka.
A to powinna być konserwatystka klingońska, z nożem w zębach i radosnym stosunkiem do seksu.


xetnoinu
Haaa
Tak. Emisariuszka z TNG
Już ten typ był i było to świetne
Ale i aktorka kilka klas wyżej
Co pokazała w innych rolach


Q__
Tamta była wynarodowiona liberałka. Chcesz "Prawdziwej Klingonki" - podkręć to bardziej ;).

xetnoinu
Heee
Ok. Lecę do sklepu. Muszę na chwilę odejść od dyskusji. Życie mnie woła


Q__
Do potem, zatem.
Swoją drogą to, o czym gadamy tłumaczy - na równi z chodzeniem na korporacyjnym pasku - dlaczego krytyka polubiła DSC bardziej niż fani. Bo z tej pokracznej formy da się wycisnąć głębsze idee, lub dopisać do niej, co - jak by to ujął Wilde - na jedno wychodzi.

Q__

Cd.:

WVR_23PH
Ostanie dwa odcinki, przegadane i płaczliwe (a w tle giną), a w bitwie nie widać, co się dzieje, ale Enterprise piękny i klingonskie D-7 śliczne...

Q__
I teraz znów będzie lepiej, do czasu.

Q__

Ja tam Discovery nawet lubię, ale jeśli ktoś ciekaw jest przyczyn niechęci widocznej części fandomu do tej serii - oto one, w skócie:
https://www.quora.com/Why-did-Star-Trek-Discovery-receive-more-criticism-from-fans-compared-to-other-shows-in-the-franchise-such-as-Enterprise-Voyager-and-Picard

Q__

#219
Wpadłem na taki stary wywiad z obsadą DSC:
https://www.youtube.com/watch?v=pvLSHU3d_Sc

ps. Przypomnijmy sobie scenę - z "Unification III" - będącą tryumfem Discovery na jego własnych warunkach, czyli z położeniem nacisku na prawdę emocjonalną (tj. że ważne jest nie tylko co jest mówione, ale i kto to mówi), a zarazem z zakorzenieniem w tradycji Treka (słowa Picarda z "The First Duty" o personal truth, DS9-owskie powątpiewanie w intencje UFP), jak i samego DSC (trop wiedzie do finalnej rozmowy Michael z Ashem w "Lethe"):
https://www.youtube.com/watch?v=rZeII1v84rs

Na piśmie:

Burnham: I know. But the Federation can be trusted.
Gabrielle: She's asking this Quorum to take what she says on faith. She demands trust while her own actions are cynical.
Burnham: I only seek to share information that can better both of our futures.
Gabrielle: And we should believe you.
burnham: Yes.
Gabrielle: Because you are being honest when you say the Federation has Ni'Var's best intentions at heart.
Burnham: Yes.
Gabrielle: But your own story is completely incongruous to those assertions.
Burnham: What?
Gabrielle: Didn't you mutiny against your friend and mentor Captain Philippa Georgiou at the Battle of the Binary Stars so you could deal with the Klingons as you saw fit?
Burnham: Yes, but they...
Gabrielle: Didn't she ultimately die in that battle?
Burnham: Yes.
Gabrielle: Less than 48 hours ago, you were relieved of your duty as first officer again for disobeying yet another direct command from yet another captain. This is who the Federation sends us after nearly a century. And just moments ago, she shared her misgivings with me about whether or not she even belongs here. Isn't that true?
Burnham: It is not that simple.
Gabrielle: It is. So, I will ask again. Why does this Quorum, why does anyone have any reason to trust you or the Federation? Distinguished peers, let me speak truth to you because she is unable to. She did not have the childhood I would have wished for her. I orphaned her. She may have grown up here, but she was never Vulcan. She is human through and through. And being human, she is governed by emotion and a desire to insinuate herself into certain matters of import to fill an emotional void. I maintain that that void has made her vulnerable to manipulation at the hands of the Federation.
Burnham: I am not being manipulated.
Gabrielle: Then you knowingly admit to letting them exploit the fact that you're Spock's sister?
Burnham: I would never disrespect my brother. You know that.
Gabrielle: Your methods and motives are clouded, even to yourself. You demanded this Quorum without resolving to be honest. You thought that I would not fulfill my duty to draw the truth from you because I'm your mother. But you're mistaken.
Burnham: Fine. There are things I didn't willingly share. But as my Qowat Milat advocate, I demand that you confirm the truth. Didn't the Federation give me a mission and a purpose?
Gabrielle: Yes.
Burnham: Didn't the Federation give me a place and a family?
Gabrielle: Yes.
Burnham: Didn't my crew and I risk our lives and work together in the past to save all sentient life in the universe?
Gabrielle: That is true.
burnham: And isn't it true that the only reason we are all sitting here today is because the Federation gave me and the crew of the USS Discovery the resources and the mandate to solve the biggest, most troublesome problems in the galaxy?
Gabrielle: Yes.
Burnham: Didn't you see all of us, imperfect and flawed as we all are, still live up to its best ideals?
Gabrielle: Yes, I did.
Burnham: So I may question and I may fear, because the problems often seem insurmountable, but haven't we always risen to meet them?
Gabrielle: Yes.
Burnham: So why don't you believe me when I say that it is the greater good I am fighting for, that I have always been fighting for?
Gabrielle: Then why are you struggling with whether or not you belong here?
Burnham: I don't know. Maybe because the stakes are so much higher now. Everything is different. And every day, there's this fear... this fear that I'm... I'm doing it wrong, like I'll... destroy the people I love. I mean, what if I lose everything and everyone, after all we've sacrificed.
Gabrielle: I know. Now she speaks truthfully.


Przy czym warto jeszcze odnotować, że ten nowotrekowy Absolute Candor nie gryzie się, a uzupełnia, z romulańską kalkulatywnością znaną z TNG.

Q__

#220
Dyskusja w nawiązaniu do poprzedniego posta:

Tilly
Piękny ten wywiad! ❤️
Mary Wiseman jest moim alter ego nie tylko jako Tilly 🤩

Q__

#221
Z naszego serwera:

WVR_23PH
Pytanie (może już było) s03e13, mniej więcej 30 minuta i dalej, walka na turbowindach - Discovery jest wielki i niemal całkowicie pusty w środku? Czy też czegoś nie rozumiem?
Oni tymi turbowindami lecą dobre 10 minut, przez niemal puste i ogromne przestrzenie (dziesiątki metrów dookoła)....


xetnoinu
Pomińmy fakt istnienia tej sceny głębokim milczeniem.
Dobrze rozumiesz absurd


Drix
Scenarzyści mają dobrego dealera

Ledsbourne
Oj tam, przynajmniej widowiskowo jest. Na tle całej reszty Discovery (i tego sezonu w szczególności) to ta scena jest całkiem niezła

WVR_23PH
Popieram, niestety.
Cały sezon jest ładny i niestety dość głupi, z wyjątkami.


Q__
Pierwsze trzy sezony DISCO tak mają, niestety. Zaczynają się fajniej, niż kończą. Ale teraz przed Tobą czwarty ;) .

Ledsbourne
Z perspektywy to czwarty miał największy potencjał fabularny - świetny pomysł na obcych, wkurzonego Booka i Tarkę... I oczywiście, jak przystało na Discovery, potrafił to koncertowo spieprzyć 🦝

Q__
Nie przesadzajmy. Na tle pozostałych czwarty jest spoko.

Q__

#222
Pochwała po (kilku) latach (potencjału) pierwszego sezonu DSC:
https://www.youtube.com/watch?v=NyPCbRmanRc

Q__


WVR23PH

Czwarty sezon Discovery jest trochę jak znalezienie starej kasety VHS z dobrym filmem science fiction w piwnicy pełnej nagranych przez przypadek reklam proszku do prania. Przez pierwsze pięć minut człowiek się zastanawia, czy to na pewno ta sama rzecz, którą pamięta. Potem nagle pojawia się coś interesującego i przypomina sobie: a, kurde, dlatego kiedyś lubiłem SF.

Discovery przez trzy sezony robiło wszystko, żeby udowodnić, że Star Trek to przede wszystkim ludzie siedzący w kółku i rozmawiający o swoich uczuciach, głośno i pataetycznie, bo uczucia. Owszem, TNG też miał odcinki o emocjach. DS9 potrafił urządzić całe sympozjum filozoficzne na temat traumy, wojny i religii... Ale tam najpierw był wszechświat, a potem człowiek próbujący go zrozumieć. Discovery często robiło odwrotnie: wszechświat był tylko dekoracją dla terapii grupowej z budżetem NASA.

A tutaj nagle mamy Species 10-C. I to jest naprawdę świetne - 10-C są inne. Tak inne, jak Star Trek obiecywał być. Nie rozumieją nas, my nie rozumiemy ich, a rozwiązaniem problemu nie jest strzał z torpedy fotonowej ani wygłoszenie przemowy o przyjaźni przez Burnham. Najpierw chemia i matematyka. Potem język. Czyli rzeczy, które cywilizacje robiły przez tysiące lat, zanim odkryły, że można po prostu krzyczeć przez komunikator - to jestem ja, tak rozumiem świat, pogadajmy.
Oczywiście trudno nie zauważyć, że Discovery tutaj bardzo mocno patrzy w stronę Arrival, czy też bazowego Story of Your Life. Ted Chiang siedzi sobie spokojnie w kącie i mówi: "miło, że przeczytaliście".Nie mam z tym problemu - science fiction od zawsze działało na zasadzie: bierzemy świetny pomysł, przepuszczamy go przez własny filtr i sprawdzamy, co wyjdzie. Gorzej, kiedy inspiracją jest kolejny film Marvela. Tutaj przynajmniej inspiracją jest historia o tym, że język zmienia sposób, w jaki widzimy rzeczywistość.
Do tego dochodzi skala. Cywilizacja wychodząca poza galaktykę. Obcy tak rozwinięci, że stukają w górną barierę skali Kardaszewa i pytają o kolejne numerki. To jest właśnie ta wielka kosmiczna dziwność, której Trek czasami dotykał, ale często bał się wejść głębiej. Problem nie brzmi "czy oni nas pokonają?". Problem brzmi "czy oni w ogóle zauważą, że istniejemy?". Zwykle odpowiedzią był jakiś Q, Nagilum albo inny bóg w humanoidalnym przebraniu, tu jest prawdziwa inność. Nareszcie.

Potem niestety wraca Discovery.
Tarka jest bieda-Sorenem. Soren miał realną pokusę - wiedział, że Nexus istnieje, widział raj i powiedział: "nie obchodzi mnie reszta wszechświata, chcę tam wrócić". Tarka natomiast goni za własnym wyobrażeniem. To nie jest tragedia człowieka, który znalazł odpowiedź. To tragedia człowieka, który znalazł teorię i postanowił spalić wszystko, żeby ją udowodnić... Niby twardy naukowiec, ale goni za fikcją. Wątek miłości nie pomaga, bo jest wyświechtany w opór. Słaby badguy ze słabo zarysowaną motywacją.

Book oczywiście wróci na jasną stronę (i z martwych). Wszyscy o tym wiedzą, od początku. Discovery mogłoby pokazać, jak sympatyczna postać naprawdę przekracza granicę i zostaje po drugiej stronie, jak Michael Eddington w DS9. Mogłoby zrobić coś ryzykownego. Ale nie. Book ma cierpieć, potem się wkxxxć, potem dostać odkupienie. Trek kocha wiarę w ludzi, ale czasami Discovery myli ją z kuponem rabatowym na przebaczenie. Stawki praktycznie nie ma.

Burnham jest, o dziwo, lepsza. Nadal jest chodzącym przypisem do własnego geniuszu i nadal ma tę magiczną zdolność bycia osobą, która w każdym pomieszczeniu wie najwięcej o wszystkim. Ale przynajmniej nie czułem już, że serial próbuje mi ją sprzedać jako nowego Kirka, Picarda, Sisko i Spocka w jednej osobie. Besserwisser, ale mniej mesjasz.

Stamets natomiast... no cóż. Stamets ssie od zawsze. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego ta postać ma być genialnym naukowcem z charyzmą. Dla mnie wygląda jak człowiek, który odkrył przełomową technologię, ale jest tak niemiły, że wszyscy w laboratorium czekają tylko, aż wyjdzie na urlop. Discovery próbuje robić z niego złożoną postać, a ja nadal widzę faceta, który obraził się na wszechświat, bo wszechświat nie docenił jego komentarza na Stack Overflow. Dwie miny - uniesiona w zdziwienu brew, lub przeciwnie, brew w dół w wyrazie obrzydzenia.

Za to Culber... Jeden z najlepszych wątków serialu. Facet umarł. Wrócił. Przeżył coś, czego nie da się normalnie przeżyć. Potem zagłusza traumę pracą 24/7, walcząć z demonami załogi by uciszyć swoje. Dostajemy historię o kimś, kto pomaga wszystkim, ale sam zaczyna się rozpadać. Bez anomalii. Bez zagrożenia galaktycznego. Bez czerwonego alarmu. Po prostu człowiek. A - i nareszcie kwestia jego seksualności jest tak transparentna, że go nie definiuje. To jest po prostu człowiek, nie "lekarz-gej". Tak to powinno wyglądać, bo to jest nic niezwykłego, że ktoś jest queerem. To fact of life.
W przeciwieństwie do Adiry i Graya... Tu jest nadal słabo i tokenowato.

Tilly... Odchodzi i serial staje się lepszy. Niestety, w ostatnim odcinku wraca, bo najwyraźniej Discovery nie potrafi zostawić żadnego emocjonalnego kocyka bezpieczeństwa za sobą. I znów jest super-nerdem... meh.

Zora... Tutaj Disco jest przekonane, że odkryło filozofię. Historia sztucznej inteligencji i świadomości? Fajny temat... Tylko że Data rozmawiał o tym, kiedy Discovery było jeszcze nazwą na liście zakupów CBS. Nawet Voyagerowy Doktor ma w tej kwestii więcej do powiedzenia. Świadome AI - panie, mieliśmy tego na kopy przed Burnem...

No i Ziemia. To jest chyba najbardziej zabawne. Tysiąc lat przyszłości. Federacja. Rozwój. Humanizm. A potem: "Dzień dobry, jesteśmy Ziemia, nie było nas sto lat, więc mamy generała i jesteśmy trochę podejrzliwi wobec wszystkiego". Roddenberry przewraca się w grobie z taką prędkością, że można by go wykorzystać jako napęd warp.

Mimo wszystko sezon czwarty ma coś, czego Discovery długo nie miało. Ma prawdziwą ciekawość świata. Nie tylko "jak bohaterowie poradzą sobie z emocjami", ale "co jest po drugiej stronie i czy w ogóle mamy narzędzia, żeby to zrozumieć".
To nadal nie jest poziom TNG czy DS9. Nawet nie stoi obok nich, ale pierwszy raz nie wygląda jak teen drama, który przypadkiem dostał statki kosmiczne. Wygląda jak serial science fiction, który czasami pamięta, czym science fiction było.
6/10 a i tak 1 punkt za kota.