Star Trek: Strange New Worlds

Zaczęty przez Q__, 01 Sie 2023, 00:28

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

#330
Z naszego serwera:

Stilgar
https://aboy.feji.io/blog/star-trek-strange-new-worlds-season-3-episode-9-review-terrarium-finally-delivers-the-ortegas-story-fans-have-been-waiting-for-hongnhung

Q__
To prawda. Finał bywa krytykowany, ale większa część tego odcinka SNW jest raczej powszechnie chwalona.
No i dodatkowy plus za to, co robił klasyczny Trek, a potem tego cokolwiek zabrakło - postacie dostają czas dla siebie, a my - na ich poznanie.


ps. Ekipa TrekYards porównuje gornowe odcinki SNW (3x09) i TOS:
https://www.youtube.com/watch?v=FsZprY6qSQU


Q__


toudi

Potrzebowałem trochę czasu by nadrobić zaległe odcinki i spisać te kilka myśli o nich, ale poniżej nadrabiam:


ST SNW 3x06 - recka pisana kilka tygodniu po obejrzeniu odcinka, więc na spokojnie, bez emocji i pewno zapomniałem wiele z rzeczy, które mi się nie podobały i postanowiłem je zignorować.
Fabuła jest dosyć prosta i przyjemna. Tym razem główną osią fabuły jest pierwszy oficer USS Farragut czyli James T. Kirk. I super, uważam, że to twórcy ciekawe pokazali jak Kirk dochodził to bycia tym kim go znamy. Jak jego postępowanie doprowadziło go do bycia tym kapitanem jakiego znamy. Coś jak ST TNG 6x15 Tapestry, gdzie dowiadujemy się jak jedna decyzja Picarda miała istotny wpływ na los i postępowanie. Tu mamy podobny wątek, ale o tyle lepszy, że na starcie nie wiemy co będzie lepsze i ważniejsze dla rozwoju postaci.

Ale wracając do odcinka, Farragut prowadzi obserwacje i Kirk jako pierwszy oficer sugeruje bardziej ryzykowne podejście do tych obserwacji. Jednak nim kapitan da się mu na nie namówić dochodzi do wybuchu planety a z uszkodzonego mostka okrętu Kirk widzi, że za zdarzeniem stoją "obcy". Na ratunek uszkodzonego Farraguta przybywa Enterprise, który też szybko zostaje połknięty przez obcych. I Kirk z ratowanego musi szybko stać się ratującym... ale nie zapominajmy, ze jego załoga jest przetrzebiona, wsparcie z ENT jest bardzo małe (bo ledwo Spock, Scotty, Uhura i Chappel). Czyli przyszłych załogantów Kirka. Dalej oczywiście jest przewidywalnie, czyli Kirk ratuje Pike'a i jego statek. Obcy zostają zniszczeni...

Idziemy ze standardowymi minusami i plusami.
Na pierwszy minus leci brak załogi Farragut, absolutny brak ludzi. Ja rozumiem, że ktoś tam został ranny, ale no w jakieś tło by choć wsadzili człowiek lub dwóch. Albo pokazali ich jak Scottiemmu jakieś narzędzia podają czy cokolwiek. No to naprawdę słabe ze strony twórców.
Dalej telefony stacjonarne - nie wiem czy to miało być zabawne czy co sobie pomyśleli twórcy, ale wyszło żenująco. Z jednej strony obnażono problem z komunikacją i to jak łatwo mieć zorganizowaną komunikację zastępczą, ale z drugiej strony zrobiono to w taki nierealny sposób, chyba prędzej bym uwierzył w telefony na korbkę z początku XX wieku niż te z lat 90-tych. I tu znowu musimy oddać pokazanie tego problemu z nBSG, gdzie komunikacja po kablu to standard.

Z plusów: podobała mi się przemiana Kirka. może trochę płytko pokazali, bo czasu mało, ale nadal. Czegoś takiego człowiek oczekuje od rozwoju postaci. To właśnie doświadczenie w różnych sytuacjach tworzy człowieka takim jakim go potem znamy. I tak też tu mieliśmy. Kirk najpierw był arogancki i nierozważny, ale gdy zorientował się, że jego zachowanie mogło doprowadzić do tragedii, to stał się wręcz wycofany być może zbyt ostrożny. Ale przy pomocy odpowiedniej motywacji udało się go naprostować. Na szczęście w ekipie przesłanej z Entka nie było Uny, bo pewno by zaraz oddał jej dowodzenie i byśmy nie mieli rozwoju jego postaci.
Miłe były smaczki z tymi złomami w bebechach obcych.

I chyba tyle z plusów. A nie przepraszam Scotty ostro jeszcze plusował w odcinku i z cudami i docinkami w kierunku Kirka przy naprawach. (Choć dziś muszę przyznać, że główny inżynier w Alien Earth 1x05 wygrywa tekstami:
"Przed awaria byliśmy statkiem kosmicznym, teraz jesteśmy rakietą balistyczną"
i nieco później:
"Byliśmy rakietą, zaraz będziemy strzałą...")

Co do obcych, zaczynanie od opowieści o Niszczycielu Światów - no ostre przegięcie. Głupia próba aluzji do podróży żaglowcami z XV-XVII wieku. Do bajek o potworach. Bajki nie realne historie. Ale ciekawe było rozszyfrowanie, że prędkość WARP osiągają dzięki innej technologii niż Federacja. Co znowu podważa wydarzenia z DSC. Ok, może wolniejsza, może mniej stabilna, ale działająca, pewno przez 1000 lat by dali radę ją dopracować.
Jak na swoją potęgę, strasznie łatwo było ich pokonać. Z jednej strony potrafili niszczyć całe planety, unieruchamiać dowolne okręty a z drugiej kradli środki prosto do silników lub głównych zbiorników, bez buforów. Świetne ochronne skafandry, ale jednak nikogo nie udało się uratować, choć jak widzieliśmy te ciała w kosmosie cześć miała je na sobie.
No i pozostaje motyw kim byli. Jak się okazuje, obcymi byli ludzie, 7000 ludzi, których przodkowie opuścili ziemię przed pierwszym kontaktem (czyli w sumie jak ludzie Khana) i ślad po nich zaginął. Jakoś przeżyli i stali się postrachem sektora. I wszystko spoko, ale strasznie dużo ludzie maja tych zagubionych kolonii i załóg przez te 200 lat podboju kosmosu i wszyscy zawsze zapominają skąd się tam wzięli... To akurat nieco problem samego Star Treka, który bardzo blisko osadził fabułę do naszych czasów, że bardzo dużo musi się tam wydarzyć w bardzo małym okienku. I to uchodzi, gdy mówimy o skali planety czy nawet wielu planet, bo sami wiemy jak np. wojny przyśpieszają rozwój wszystkiego, a nawet jak zmienia się świat nas otaczający w ostatnich kilku dekadach. Ale gdy mowa o małych społecznościach, jak załoga XCV-100 to tam raczej nie powinny następować takie gwałtowne zmiany. Nie bez zewnętrznych ingerencji.

Podsumowując: to jak na razie najlepszy odcinek, bo choć próbował coś przekazać, pokazać rozwój postaci. Na plus także pokazanie, że człowiek jest najgorszym koszmarem dla drugiego człowieka. Może być gorszym potworem niż np. Borg. Szkoda tylko, że nie robią z tych odcinków dłuższych, może niekoniecznie dwuodcinkowców, choć ten odcinek na pewno miał dość materiału na dwa, ale choć pełnych 60 minut. Mogliby wówczas dodać kilka minut więcej choćby na przeczesanie wraku, może na znalezienie kogoś żywego.


Nie traćmy czasu ST SNW 3x07 czym różni się Federacja od Imperium? Nie lubię tego sposoby prezentacji. Czyli tzw found footage + dokument. Są to dwie techniki, których nie znoszę oglądać. Choć muszę przyznać, że motyw pod jakim to zrobiono ten odcinek ratuje sytuację oraz te fragmenty odtajnione z nagrań z monitoringu. Zawsze podejrzewaliśmy, że są, teraz mamy dowód.

Co do fabuły, to nie ma co pisać jakaś tajna misja w rejon walk. Tam okazuje się, że jedna ze stron (wydawało się, że słabsza i przegrywająca) ma tajną broń, potężną biologiczną, która okazuje się żywym i inteligentnym stworzeniem. Jak je zobaczyłem, to oczywiście ponownie miałem deja vu, choć nie potrafię sobie przypomnieć na chwilę obecną z czym. Początkowo myślałem, że może do ST PIC, ale tam były kwiatki zabójcy okrętów. Może bardziej Farcape? W sumie ten kołnierz kontrolny, to taki jak miały tam lewiatany?
Ale bądźmy szczerzy, problem z tym bytem, choć ciekawy, choć bardzo w stylu Star Trek, był w tym odcinku drugorzędny. Jednak duży plus za osadzanie problemów w takim właśnie tle. Jestem za trzymaniem tego poziomu.

Nadal uważam, że tytuł reportażu i pytania zadane przez Beto Ortegas powinny być już dawno zadane w Star Treku po poruszają istotne kwestie.
Co odróżnia Federację od Imperium?
Statek między gwiezdny od okrętu wojennego (w angielskim Starship vs Warship)?
Odkrywcę od żołnierza?

Są to pytania, które wielokrotnie sobie zadawaliśmy w trakcie oglądania i rozmawiania o Star Treku. Czy odcinek dał nam inne odpowiedzi, niż te które sami sobie do tej pory przedstawialiśmy? Chyba nie. Te różnice są subtelne. Myślę, że dla zewnętrznego obserwatora wręcz nieistotne lub nie do odróżnienia. Myślę, że dialog Pike a przedstawiciel Lutani dobrze oddaje ten problem. Myślę, że dla Lutani Federacja teraz będzie równie zła jak jak Imperium Klingonów, które wspiera przeciwną stronę. Pike podjął autorytarną decyzję - jak żołnierza jakiegoś cesarstwa i tak ma pozostać jak postanowił. Do tego użył argumentu siły. My wiemy, że to nie było podyktowane zapędami cesarskimi, a chęcią ochrony słabszej ale inteligentnej formy życia. Ale czy druga strona to tak odbierze? Na pewno nie.

Problemem jest tu świat, jeśli chcesz być pacyfistą, nie możesz być pacyfistą bo ktoś to wykorzysta. Si vis pacem, para bellum czyli jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny. W sumie podobny problem stoi teraz przed światem Zachodnim. Ludzie chcą spokoju i pokoju, ale niestety nie mogą się pozbyć wszystkiego co związanego z wojną, bo inne strony tylko na to czekają.
Ten sam problem ale na znacznie większą skalę ma Federacja. Ona chce być pacyfistyczna organizacją. Ale nie może, bo jest całkowicie otoczona przez siły, które problemy rozwiązują nie dyplomatycznie a fazeremi i torpedami.

W odcinku w sumie nie pada czym się różni Federacja od Imperium. Ale pada czym jest. Jest ludźmi, którzy się na nią składają. I to w sumie dobry zalążek do dalszej dyskusji. Bo wiemy, że Federacja ma kapitanów z ideałami oraz wyprutych już nich admirałów..

Co do odcinka: za przesłanie, za temat, za to, że dyskusja o tym odcinku powinna trwać. Śmiało mogę powiedzieć że najlepszy chyba motyw w całym nowych treku po 2009. Choć sama realizacji dla mnie średnia, ale jak napisałem na samym początku bardzo nie lubię tej formy filmowania i tylko dlatego.

Ps. Bardzo, rozbawiła mnie scena, gdzie Pike informuje, że wszelkie jego złamania rozkazu zostały utajnione. ;) Jak bardziej wprost powiedzieć, że jest się niesubordynowanym człowiekiem, I zarazem nie powiedzieć tego wprost?



ST SNW 3x08 po dwóch bardzo dobrych odcinkach dostajemy to coś, co chyba najlepiej nazwać w stylu Przyjaciół: odcinek, gdzie prawdziwy Wulkanin dziwnie mówi... Obejrzałem, kilkukrotnie cofałem by spróbować zrozumieć co się tu właściwie stało, czy to był nieśmieszny sitkom, pokaz jak nie powinno się prowadzić postaci czy sam nie wiem co. W tym odcinku niemal wszystko było złe, beznadziejne, irytujące. Poza w sumie dwoma rzeczami: intro, który miało odczyny tekst nieco inaczej, niby w stylu Wulkan oraz scena z pułapką Scottiego (scena była słaba, ale najlepsza w całym odcinku i rozbawiła mnie interakcja między Kirkiem i Scottym).

Nie ma co tu przedłużać, 4 załogantów zostaje zamienionych w Wulkan by móc złamać i nie złamać Pierwszą Dyrektywę (to w sumie totalnie nieistotny fakt). Sama ta zamiana to kpiny ze wszystkiego, wstrzykują sobie magiczne proszki i nagle całe ich DNA zostaje przebudowane. A ich umysł... umysł też się zmienia. Nie tylko zostajesz wyprany z emocji ale też w sumie ze wspomnień i doświadczeń, który ich definiują. Zostaje tylko podświadome pragnienie. Tak, dokładnie tak ich pokazano. Potem oczywiście okazuje się, że nie da się procesu odwrócić... i nagle znowu się da. Ale muszę chcieć, ale nie chcą. Logika poziomie romansów z początku sezonu. W sumie więcej tu emocji niż logiki, a niby mieli być logiczni.

Poza tym Pierwsza traci rozum w obecności jakiegoś Wolkana i to granego przez Pattona Oswalta, aktora który raczej nie słynie z pozytywnych ról romantycznych, a przynajmniej ja go ostatnio pamiętam raczej w zupełnie odwrotnych rolach. Więc nie wiem czy to jakaś przysługa, czy nieśmieszny żart producentów. No ale niezależne od Oswalta, to Una zachowuje się jak po podaniu jakiś narkotyków. To przeszło w Orville, które z definicji było parodią, tu to jakaś aberracja.

To tyle można powiedzieć o tym odcinku. A szkoda, bo po poprzednich dwóch lekko odzyskałem nadzieję na przyzwoity poziom, ale twórcy postanowili mnie ściągnąć z powrotem na ziemię a poziom serialu znowu wdeptać w błoto.


ST SNW 3x09 marna kalka Mojego własnego wroga, całkiem dobrego i dosyć nieznanego SF z lat 80-tych (dokładnie z 1985). Do tego oczywiście jeszcze wrzucili tu wątek z Gorn z TOSa 1x19 Arena, próbując zrobić tu niby identyczny test jak zrobiono go Kirkowi. Jeśli to nie było tylko usilne wcielanie wątków z TOS, ale próba otworzenia testu Q, to nie wyszło.

Cóż można powiedzieć o tym odcinku, to kolejny słaby odcinek, kolejna kalka lepszego dzieła ale bardziej bezmyślna, bardziej bezsensowna. Do tego te tłumaczenia Metronów, że robią testy., czy ludzkość jest gotowa, ale do testu świadomie biorą straumatyzowaną jednostkę. Do tego jeszcze w sumie pokazana Gorn z zupełnie innej strony. Bardziej inteligentnej niż dzikiem. I to by może było ok, gdyby cały czas nie pokazywali ten rasy zupełnie inaczej lub gdyby pokazanie nam takiej inteligentnej formy Gorn do czego miało doprowadzić. A nie zanosi się na to w tym sezonie.

W Enemy Mine cała relacja trwa latami tu w ile? kilka godzin, w najlepszym razie kilka dni. W takim czasie nie da się przepracować tego co Ortegas przeszła. Do tego przez cały odcinek ma się wrażenie, że to Gornica (bo tak, to ważny fragment jest, gdy dowiadujemy się, że Gorn jest płci żeńskiej) jest to inteligentniejszą jednostką. Myślącą, zapobiegliwą. A Ortegas idzie w teren bez sprzętu, bez zabezpieczenia. Czy odciążenie promu do zwiadu naprawdę było warte pozbycia się apteczki, broni osobistej, czy choćby jednej racji żywnościowej? Pewno wymontowanie schowków czy krzeseł byłoby bardziej korzystne, niż nie zabrania podstawowych rzeczy do przeżycia... A tymczasem Gorn ma jakiś komunikator, tarczę, zasilanie i czort wie co jeszcze.

A do tego ten finał i strzelanie na ślepo. Co to jest, że ludzie nagle najpierw strzelają potem myślą? Normalnie niewiarygodny pokaz niekompetencji ze strony bohaterów.

Zostaje nam jeszcze tylko finał. Ale nie wiem czy po tak wtórnym sezonie, gdzie może dwa odcinki miały jako taki świeży pomysł w tym jeszcze jeden był nakręcony w wartki sposób, a cała reszta to marne kopie lepszych dzień, możemy oczekiwać czegoś wartego zapamiętania. Mam co do tego ostre wątpliwości.

toudi

Cytat: rs w 01 Wrz 2025, 18:54Pierwszy kontakt dał jednak człowiekowi kopa cywilizacyjnego, statek USA powinien być mniej groźny dla obcych niż pokojowa federacja. Drugi problem, czemu niszczyciel świata nie próbował kolonizować odkrytych planet, czemu pozostał w kosmosie. Po trzecie czemu nie nawiązał kontaktu z odrodzoną ludzkością,
O ile to drugie idzie dosyć prosto wyjaśnić. Mała pula na starcie w sumie o nieznanym mentalnym podejściu - może to jakieś jednostki z kompleksami boga, może nim dostali zastrzyk technologiczny większość zginęła a ci co zostali byli skrajni w swoich poglądach. Nagle dostali zastrzyk technologiczny pozwalający im ten kompleks urzeczywistnić.

Q__

#335
Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52ST SNW 3x06 /.../ Fabuła jest dosyć prosta i przyjemna.

I tym sposobem można dojść do wniosku, że najlepszym, co ma do zaoferowania niniejszy sezon jest sympatyczny TOS-owy fanfilm, wypadający fajnie, miejscami b. efektownie, ale zdecydowanie mniej interesujący - i fabularnie wyrafinowany - od najlepszych epizodów Cawley'a i Mignogny, a także bardziej oficjalnych hołdów dla Oryginalnej Serii z DS9 i ENT.

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52A nie przepraszam Scotty ostro jeszcze plusował w odcinku

Z drugiej strony znowu został zinterpretowany źle, czyli jak w Beyond, jako niezbyt imponujący fizycznie nerd. A przecież poza byciem inżynierem-cudotwórcą (i alkoholikiem), był to też w oryginale załogowy proletariusz (representing the Wisdom of the Common Folk, że zacytuję Le Guin) i twardziel pierwszy do mordobicia.

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52ale jednak nikogo nie udało się uratować

Tak, to jest przykład, spotykanego po raz pierwszy bodaj w DS9, ale tu jeszcze bardziej widocznego, ręcznego sterowania fabułą - dla wygody scenarzystów.

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52Myślę, że dla Lutani Federacja teraz będzie równie zła jak jak Imperium Klingonów, które wspiera przeciwną stronę

I tu z automatu VOY "Living Witness" się przypomina. Choć niewykluczone, że w przyszłości czeka nas powtórka z LD pokazujących migawkowo w "Trusted Sources", że decyzja Picarda z TNG "Symbiosis" doprowadziła jednak do happy endu (nie tak łaskawy chciał być Roddenberry dla Kirka w pierwotnym pomyśle na "Too Short a Season", gdy przy rozgrywkach UFP z IK nad głowami tubylców jesteśmy).

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52W odcinku w sumie nie pada czym się różni Federacja od Imperium. Ale pada czym jest. Jest ludźmi, którzy się na nią składają. I to w sumie dobry zalążek do dalszej dyskusji.

I tu w sumie wystarczy przywołać morał odcinka AND "Una Salus Victus", że metody mogą być te same, ale inne są okoliczności ich stosowania, i łatwość sięgania po nie. I - wbrew pozorom - to bardzo wiele.

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52Bardzo, rozbawiła mnie scena, gdzie Pike informuje, że wszelkie jego złamania rozkazu zostały utajnione. ;) Jak bardziej wprost powiedzieć, że jest się niesubordynowanym człowiekiem, I zarazem nie powiedzieć tego wprost?

Tylko gdzie w tym wszystkim sławetna The First Duty i odwaga stawania w prawdzie?

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52A do tego ten finał i strzelanie na ślepo. Co to jest, że ludzie nagle najpierw strzelają potem myślą? Normalnie niewiarygodny pokaz niekompetencji ze strony bohaterów.

Tak, jest to irytujące jako ręczne sterowanie po raz kolejny, a zarazem czynienie bohaterów (w tym wypadku La'An) gorszymi, niż powinni być. Ale wywołuje jednak zamierzony efekt dramatyczny. I jest to - zarówno od strony plusów jak i minusów - dokładnie takie, jak bywało w DS9. Widać nie da się podważyć optymizmu i zacności Treka w sposób inny niż ostentacyjnie niezręczny i zgrzytliwy...

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52Do tego jeszcze w sumie pokazana Gorn z zupełnie innej strony. Bardziej inteligentnej niż dzikiem. I to by może było ok, gdyby cały czas nie pokazywali ten rasy zupełnie inaczej

To prawda, i to jest zgrzyt tym większy, że nagle dostajemy Gornicę w stylu TOS, albo i intelektualnie ciekawszą, po iluś odcinkach z xenomorphowatymi potworkami. Te ostatnie jakby usprawiedliwiają szybkostrzelność potomkini Khana, ale całościowo się to kupy nie trzyma, przynajmniej na tym etapie.

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52Zostaje nam jeszcze tylko finał. Ale nie wiem czy po tak wtórnym sezonie, gdzie może dwa odcinki miały jako taki świeży pomysł w tym jeszcze jeden był nakręcony w wartki sposób, a cała reszta to marne kopie lepszych dzień, możemy oczekiwać czegoś wartego zapamiętania. Mam co do tego ostre wątpliwości.

Ano, na tym etapie SNW - choć NuTrek fundował nam całościowo gorsze sezony - wydaje się tkwić w jakimś ostrym kryzysie kreatywności. Nie jest to może sezon fatalny, ale bodaj najmniej oryginalny w historii Treka i powiązanych z nim seriali. Nawet ostro hejtować nie ma czego ;).

toudi

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 01:23Tak, to jest przykład, spotykanego po raz pierwszy bodaj w DS9, ale tu jeszcze bardziej widocznego, ręcznego sterowania fabułą - dla wygody scenarzystów.
ale to jest takie nierealne. Sztuczne. Jak już robią taki temat, to powinien on być dwuodcinkowy, by mieli czas na coś więcej. Albo niech niszczą wroga supernową, katastrofalną reakcją materii i antymaterii, wówczas nie mają takich dylematów. Bo potem zapędzają się w taki kozi róg jak tu. I tworzą sprzeczności. Bo skoro znają napęd WARP oparty na innej technologii, to dlaczego go nie wykorzystali w przyszłości? ok, jest wolniejszy, ale wydaje się być z definicji bezpieczniejszy, bo nawet przy katastrofalnej awarii nie zamienia się w mała supernową. A więc i szanse na przeżycie są większe...

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 01:23I tu z automatu VOY "Living Witness" się przypomina.
No cóż, historię piszą zwycięzcy. A pokonani zawsze wyolbrzymiają.

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 01:23Tylko gdzie w tym wszystkim sławetna The First Duty i odwaga stawania w prawdzie?
To się w sumie nie wyklucza. Ale prawda jest tak, że łatwiej słucha się rozkazów, gdy nie stawiają one przed tobą wyzwań. Im więcej wyzwań, tym częściej łamiesz rozkaz. To choćby z tymi danymi z 3x09, gdzie Pike wiedział, że Uhura je zakłamała ale wiedział też, że zaryzykuje by uratować załoganta, jeśli tylko symulacje nie będą katastrofalne. Bo wiedział, że brak próby może źle wpłynąć na morale.

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 01:23Tak, jest to irytujące jako ręczne sterowanie po raz kolejny, a zarazem czynienie bohaterów (w tym wypadku La'An) gorszymi, niż powinni być. Ale wywołuje jednak zamierzony efekt dramatyczny. I jest to - zarówno od strony plusów jak i minusów - dokładnie takie, jak bywało w DS9. Widać nie da się podważyć optymizmu i zacności Treka w sposób inny niż ostentacyjnie niezręczny i zgrzytliwy...
Tu jeszcze zgrzyt jest z poprzednim odcinkiem, gdzie było pytanie o te różnice między Federacją a Imperium. Zachowanie La'An postawiło ja po stronie Imperium - zresztą tak jak jej bycie Wolkanem. W niej nie ma ideałów Federacji. Ją tylko rozkaz trzyma na smyczy. Nawet Worf nie był aż tak agresywny. Więc co, La'An będzie marną kopią Worfa?

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 01:23Ano, na tym etapie SNW - choć NuTrek fundował nam całościowo gorsze sezony - wydaje się tkwić w jakimś ostrym kryzysie kreatywności. Nie jest to może sezon fatalny, ale bodaj najmniej oryginalny w historii Treka i powiązanych z nim seriali. Nawet ostro hejtować nie ma czego ;).
Myślę, że największym problemem (acz pewno i zbawieniem) SNW jest ilość odcinków. Mają za mało odcinków by się bawić tak jak się bawią, gdyby to było 20+ odcinków, to byśmy tych 6 kopii przeżyli i nawet się cieszyli, że się bawią formą. Ale że mamy 10 odcinków, to właściwie nie dostajemy nic nowego. Ot w najlepszym razie poprawne odcinki.

A co do hejtowania: cały wątek romantyczny w tym sezonie ma ode mnie jeden wielki hejt. Tam są emocje na poziomie nastolatków, nie dorosłych osób....

Q__

#337
Cytat: toudi w 09 Wrz 2025, 10:14ale to jest takie nierealne. Sztuczne.

Prawda, chociaż zaraz przypominają się takie kfiatki, jak to, że runabouty musiały uciekać dostatecznie długo, by J'H zdążyli staranować Odyssey (normalnie w takich razach przesyła się pasażerów na pokład i wycofuje na pełnym Warp, promy są zbywalne), wyznanie Moore'a, że celowo osłabiali kanoniczną moc fazerów by pokazać lądowe bitwy, czy "Rocks and Shoals" gdzie wystarczyło przystawić temu Vorcie fazer do łba i powiedzieć "każesz im się poddać, albo z azylu nici", ale nie, trzeba było zagrać w jego grę i wykończyć jego asystę. Choć, fakt, wtedy robiono to jakby subtelniej.

Cytat: toudi w 09 Wrz 2025, 10:14cały wątek romantyczny w tym sezonie ma ode mnie jeden wielki hejt. Tam są emocje na poziomie nastolatków, nie dorosłych osób....

Cóż, zapędzili się dość daleko ze Spockiem i Chapel, i wprowadzili całkiem ładny dramat miłosny La'An i Kirka, w jednym ze swoich lepszych epizodów, po czym uświadomili sobie, że żadna z tych relacji nie ma prawa przetrwać (typowy problem prequeli), to i zaczęli to odkręcać - cudując, bo inaczej nie umieli.
A nastoletnia emocjonalność to - niestety - stały element obecnego Treka, PIC nie wyłączając.

ps. Major Grin ironicznie porównuje sposób pokazania Metronów - i pokrewnych istot - w różnych seriach:
https://www.youtube.com/watch?v=gjEqwE823a8
https://www.youtube.com/watch?v=ElArxQeFLfc
I kpi sobie z - nazbyt dosłownego - wątku uczenia się Spocka od Ortegas:
https://www.youtube.com/watch?v=X8RYZIUrX9k

toudi

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 19:08Choć, fakt, wtedy robiono to jakby subtelniej.
no właśnie, kiedyś jakby subtelniej podchodzono do pewnych tematów, teraz walą prosto z mostu. Jest często takie odpychające.

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 19:08A nastoletnia emocjonalność to - niestety - stały element obecnego Treka, PIC nie wyłączając.
No i czasem mogą to dać. Wątek La'An - Kirk by pewno uszedł, Kirk w końcu był kobieciarzem. Mógł mieć romanse i nikt by się nie zmartwił. Spock to jedna jego przeciwieństwo, a SNW go pokazują jak... ale to wina twórców, chcieli mieć silnego faceta kobieciarza w załodze, ale zapomnieli rozpisać odpowiednie męskie role. A możliwe stanowiska obsadzili kobietami i teraz poprawność polityczna im na to nie pozwala.
A ja już jakiś facet się pojawi, to robią z niego coś zupełnie innego niż potrzebują (patrz Scotty czy George).

Q__

#339
Cytat: toudi w 09 Wrz 2025, 20:47Spock to jedna jego przeciwieństwo, a SNW go pokazują jak...

Wygląda to na (dość bezmyślne) pójście na łatwiznę - mamy najbardziej popularną i wielbioną postać z TOS, wiemy, że kobiety po obu stronach ekranu (wbrew pozorom w TOS i potem - u Abramsa, w STC - nasz pół-Wolkanin sporo historii miłosnych miał) na nią leciały, to postawmy ją w centrum wątków romansowych, a te wypchnijmy na plan pierwszy.
Przy czym jak już muszą tak robić, to niech mu fundną historię miłosną z Number One, jest między nimi ładna chemia, i - nawiasem mówiąc - akurat ona dość naturalnie w roli mentorki by wypadła.
Tu przejdę do kolejnego problemu. Owszem, Spock jest jeszcze młody i niejednego od kolegów może się nauczyć, ale... jest długowieczny, czyli jego młodzieńcza powierzchowność powinna skrywać większe, niż pozory sugerują, bogactwo doświadczeń, a poza tym jest przecież oficerem naukowym, szefem całego pionu, któremu podlega swobodnie ze setka załogantów (i to tych najbystrzejszych). Trudno go wobec tego pokazywać jak nastolatka.
Kolejna sprawa to znowu problem prequeli - podśmiewaliśmy się, że we wczesnym DSC, po tylu latach służby z ludźmi, i z Saru, Burnham dopiero odkrywa swoje emocje. Ale przecież to b. przypomina sposób pokazania jej brata w TOS (i jeszcze Daty w TNG i INS). Co czyni poprowadzenie go w SNW jeszcze trudniejszym. Chyba powinien być kompletnie wyobcowanym pracoholikiem, poza mostkiem spędzającym czas tylko samotnie w swojej kajucie i - na rozmaitych naradach i badaniach - w służbowych pomieszczeniach niebieskich mundurków, by miało to sens.
Albo trzeba pójść w powtórkę z TOS-owej - jakby to ująć - umownej pozaczasowej archetypiczności.

No, chyba, że oficjalnie ogłoszą, iż to nowa linia czasu, bo wtedy zasadniczo mogą go - w granicach rozsądku - pisać jak chcą. Choć wtedy znów pojawi się pytanie - po co mamy śledzić trzecią już wersję tych samych postaci, zamiast oglądać coś nowego (owszem, fani sami chcieli, ale gdzieś w roku 2019).

toudi

Cytat: Q__ w 09 Wrz 2025, 21:24No, chyba, że oficjalnie ogłoszą, iż to nowa linia czasu, bo wtedy zasadniczo mogą go - w granicach rozsądku - pisać jak chcą. Choć wtedy znów pojawi się pytanie - po co mamy śledzić trzecią już wersję tych samych postaci, zamiast oglądać coś nowego (owszem, fani sami chcieli, ale gdzieś w roku 2019).
Te kolejne linie czasowe, to też taki chamski zabieg, który mówi: zjebaliśmy, ale to się nie dzieje w głównym świecie tylko gdzieś pobocznie.

Dla mnie twórcy treka mają tylko trzy rozwiązania (w kolejności w jakiej powinni to rozważać)
- idą do przodu po TNG (teraz to będzie po PIC)
- robią reboot z prawdziwego zdarzenia i osadzają bohaterów gdzie chcą i kiedy chcą. A z całego Treka biorą już to co zostało dopracowane, np. WARP, lokacje nacji i ich cechy.
- idą w świat równoległy, ale wówczas muszą z "prawdziwego" muszą przenieść jakąś postać, która pokaże widzom, że to jest świat równoległy.

Opcja z tworzeniem się nowej linii czasowej nie działa. A raczej może by i zadziałała, gdyby twórcy wraz z nową linią nie rozwalali tego co nie powinno się zmienić (np. wydarzeń sprzed powstania nowej linii) oraz gdyby obserwator (w wersji 2009 był nim Spock) rzeczywiście coś wnosił, poza byciem na siłę łącznikiem i twórcą nowej linii czasowej. W każdym razie mamy już kilka podejść i raczej powoduje to więcej zamieszania, niż sensu w kanonie.

Powiedzenie dziś, że SNW to nowa linia jest strzałem w kolano, za późno już jest, za dużo nawiązań do wydarzeń starego Treka zrobili, by to jeszcze mogło zadziałać. Może gdyby to zrobili w pierwszym sezonie - pewno bym to jeszcze kupił. Ale teraz gdy co któryś odcinek ciągną fabułę do wydarzeń nam znanych (choć w 3 sezonie chyba o tym totalnie zapomnieli), to jaki to jeszcze ma sens?

Z robootem też jest pewien problem. Bo w nim między dziełem, które robimy na nowo a oryginałem powinien upłynąć jakiś czas. 20, 30 lat wydaje się być takim sensownym czasem. Bo w tym czasie zmienia się obecnie postrzeganie rzeczywistości, dorasta nowe pokolenie, które no dorastała w zupełnie innych warunkach. Teraz na Zachodzie w dorosłość wchodzi pokolenie, które w sumie nie zna wojny, żyło w czasach wielkiego łączenia się narodów (EU), w czasach gdy granice są bardziej umowne niż realne. I gdzie na koniec jeszcze powitał ich kryzys (pandemia i dwie wojny - Rosja-Ukraina oraz Izrael-Palestyna). To wszystko powinno wpłynąć na ich prezentację świata. Tymczasem NuTrek nic takiego nie pokazał. Wręcz przeciwnie wyciska co może z wizji świata sprzed 50 lat. Co jak widzimy na ekranie wychodzi mu średnio. A zrobienie teraz z dnia na dzień reboota raczej nie spowoduje, że ludzie zapomną o całym NuTreku co miał prezentować ich wizję dziś.

Q__

#341
Cytat: toudi w 10 Wrz 2025, 11:59Powiedzenie dziś, że SNW to nowa linia jest strzałem w kolano, za późno już jest, za dużo nawiązań do wydarzeń starego Treka zrobili, by to jeszcze mogło zadziałać. Może gdyby to zrobili w pierwszym sezonie

Tylko czy oni już tego w sumie nie zrobili, na początku sezonu drugiego, w "Tomorrow and Tomorrow and Tomorrow", sięgając po TCW i romulańskie grzebanie w historii? Albo i w drugim sezonie DSC, przez te wszystkie anielskie skoki?
(Wiem, że xetnoinu powie na to, iż to niezgodne z temporalistyką z drugiego sezonu PRO, ale przecież tamtejszą teorię da się obudować kolejną, szerszą, teorią ;).)
O - potencjalnie idącym jeszcze dalej, acz wieloznacznym - żarcie z Klingorkami ;) z finału LD już nie wspomnę...

Cytat: toudi w 10 Wrz 2025, 11:59Teraz na Zachodzie w dorosłość wchodzi pokolenie, które w sumie nie zna wojny, żyło w czasach wielkiego łączenia się narodów (EU), w czasach gdy granice są bardziej umowne niż realne. I gdzie na koniec jeszcze powitał ich kryzys (pandemia i dwie wojny - Rosja-Ukraina oraz Izrael-Palestyna).

Tym sposobem DS9 zyskuje na aktualności. Oby nie za mocno.

Cytat: toudi w 10 Wrz 2025, 11:59Tymczasem NuTrek nic takiego nie pokazał. Wręcz przeciwnie wyciska co może z wizji świata sprzed 50 lat.

Pokazał, przez chwilę. Najpierw w otwierającym sezonie DISCO, potem w pilocie SNW, tylko szybko od tego uciekł, na bezpieczniejsze, bardziej nijakie, terytorium.

ps. Przecieki nt. czwartego sezonu:
https://trekmovie.com/2025/09/09/star-trek-strange-new-worlds-season-4-teased-as-best-yet-with-more-kirk-spock-and-something-new-for-una/

rs

Cytat: toudi w 08 Wrz 2025, 18:52Nie traćmy czasu ST SNW 3x07 czym różni się Federacja od Imperium? Nie lubię tego sposoby prezentacji. Czyli tzw found footage + dokument. Są to dwie techniki, których nie znoszę oglądać. Choć muszę przyznać, że motyw pod jakim to zrobiono ten odcinek ratuje sytuację oraz te fragmenty odtajnione z nagrań z monitoringu. Zawsze podejrzewaliśmy, że są, teraz mamy dowód.

Co do fabuły, to nie ma co pisać jakaś tajna misja w rejon walk. Tam okazuje się, że jedna ze stron (wydawało się, że słabsza i przegrywająca) ma tajną broń, potężną biologiczną, która okazuje się żywym i inteligentnym stworzeniem. Jak je zobaczyłem, to oczywiście ponownie miałem deja vu, choć nie potrafię sobie przypomnieć na chwilę obecną z czym. Początkowo myślałem, że może do ST PIC, ale tam były kwiatki zabójcy okrętów. Może bardziej Farcape? W sumie ten kołnierz kontrolny, to taki jak miały tam lewiatany?
Ale bądźmy szczerzy, problem z tym bytem, choć ciekawy, choć bardzo w stylu Star Trek, był w tym odcinku drugorzędny. Jednak duży plus za osadzanie problemów w takim właśnie tle. Jestem za trzymaniem tego poziomu.

Nadal uważam, że tytuł reportażu i pytania zadane przez Beto Ortegas powinny być już dawno zadane w Star Treku po poruszają istotne kwestie.
Co odróżnia Federację od Imperium?
Statek między gwiezdny od okrętu wojennego (w angielskim Starship vs Warship)?
Odkrywcę od żołnierza?

Są to pytania, które wielokrotnie sobie zadawaliśmy w trakcie oglądania i rozmawiania o Star Treku. Czy odcinek dał nam inne odpowiedzi, niż te które sami sobie do tej pory przedstawialiśmy? Chyba nie. Te różnice są subtelne. Myślę, że dla zewnętrznego obserwatora wręcz nieistotne lub nie do odróżnienia. Myślę, że dialog Pike a przedstawiciel Lutani dobrze oddaje ten problem. Myślę, że dla Lutani Federacja teraz będzie równie zła jak jak Imperium Klingonów, które wspiera przeciwną stronę. Pike podjął autorytarną decyzję - jak żołnierza jakiegoś cesarstwa i tak ma pozostać jak postanowił. Do tego użył argumentu siły. My wiemy, że to nie było podyktowane zapędami cesarskimi, a chęcią ochrony słabszej ale inteligentnej formy życia. Ale czy druga strona to tak odbierze? Na pewno nie.

Problemem jest tu świat, jeśli chcesz być pacyfistą, nie możesz być pacyfistą bo ktoś to wykorzysta. Si vis pacem, para bellum czyli jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny. W sumie podobny problem stoi teraz przed światem Zachodnim. Ludzie chcą spokoju i pokoju, ale niestety nie mogą się pozbyć wszystkiego co związanego z wojną, bo inne strony tylko na to czekają.
Ten sam problem ale na znacznie większą skalę ma Federacja. Ona chce być pacyfistyczna organizacją. Ale nie może, bo jest całkowicie otoczona przez siły, które problemy rozwiązują nie dyplomatycznie a fazeremi i torpedami.

W odcinku w sumie nie pada czym się różni Federacja od Imperium. Ale pada czym jest. Jest ludźmi, którzy się na nią składają. I to w sumie dobry zalążek do dalszej dyskusji. Bo wiemy, że Federacja ma kapitanów z ideałami oraz wyprutych już nich admirałów..

Co do odcinka: za przesłanie, za temat, za to, że dyskusja o tym odcinku powinna trwać. Śmiało mogę powiedzieć że najlepszy chyba motyw w całym nowych treku po 2009. Choć sama realizacji dla mnie średnia, ale jak napisałem na samym początku bardzo nie lubię tej formy filmowania i tylko dlatego.

Ps. Bardzo, rozbawiła mnie scena, gdzie Pike informuje, że wszelkie jego złamania rozkazu zostały utajnione. ;) Jak bardziej wprost powiedzieć, że jest się niesubordynowanym człowiekiem, I zarazem nie powiedzieć tego wprost?

Odcinek mógł być lepszy i bardziej prowokujący. Czym różni się federacja od imperium. A imperium nie może być federacją/demokracją? Czy jedno wyklucza drugie? Pytanie już się w Star Trek pojawiało. W końcu pojawiło się pytanie czy borg tak bardzo różni się od Federacji. Federacja ma olbrzymie pokłady hipokryzji. W końcu produkują to Amerykanie? Paradoksalnie ale imperialiści zawsze lubili się ukrywać za szczytnymi hasłami. Już Rzymianie uważali, że toczyli jedynie wojny sprawiedliwe, czyli takie które wywołali Rzymianie. W końcu Obi Wan powiedział, że wszystko jest prawdą z pewnego punktu widzenia. Nawiasem mówiąc wierzono w rzymską propagandę i opowiadano o defensywnym imperializmie. Tak na marginesie przyniesienie pokoju to z łaciny pacyfikacja.
Wspomnienie konkwistadorów też mogło być lepsze. Opiera się ono na angielskiej kulturze, na której bazuje amerykańska popkultura. Oczywiście chcieli oni zdobyć złoto i szerzyć religię, ale przy okazji pozwolili podbitym przez Azteków uwolnić się od totalitarnego mocarstwa Azteków. W końcu Cortes wygrał, gdyż nie tylko miał konie i arkebuzy, ale też nie ustępował aż tak bardzo liczebnie od Azteków. Nową Hiszpanię stworzyli przede wszystkim Indianie-sojusznicy Cortesa. Z pewnego punktu widzenia Cortes stanął na czele uciemiężonych przeciw tyranii. Przy okazji pomagał narzucając własne ideały, które według niego były uniwersalne, a przy okazji zdobył majątek.
Odcinek jest oczywiście propagandą Federacji, dlatego został odtajniony :)
Załoganci Enterprise wierzą w to co robią. Jak Cortes. On też niósł światło. Ratował życie występując przeciw ludobójcom, którzy zabijali jeńców tysiącami a potem ich zabijali. Odcinek jest bezpieczny. Tak na marginesie mamy lekkie przeciwstawienie dowództwa, które często podejmuje wątpliwe moralnie decyzje (choć w tym wypadku pewnie nieświadomie, z ignorancji), podczas gdy praktycy kapitanowie stoją po stronie kompasu moralnego

Q__

#343
Cytat: rs w 10 Wrz 2025, 20:13Tak na marginesie mamy lekkie przeciwstawienie dowództwa, które często podejmuje wątpliwe moralnie decyzje (choć w tym wypadku pewnie nieświadomie, z ignorancji), podczas gdy praktycy kapitanowie stoją po stronie kompasu moralnego

Co jest b. w tradycji TOS/TNG. Intencjonalnie ma to oczywiście pokazywać, że nasi bohaterowie są czyści moralnie, niepodatni na systemową korupcję, zdolni kwestionować urzędowe autorytety i podejmować słuszne decyzje, biorąc na siebie ich ciężar (jeśli pomnę nawet łagodnej anarchistce Le Guin się to podobało, że na takich jednostkach zamordyzmu nie zbudujesz, bo się karnie w totalitarnym szeregu nie ustawią). Czyli, że popadnie w imperializm im nie grozi.
Oczywiście w wykładni cynicznej, można twierdzić, że to taki trekowy odpowiednik mitu o dobrym carze i złych bojarach ew. hasła "socjalizm - tak! wypaczenia - nie!", który pozwala bohaterom nieść "czystą" ideę imperialną z przekonaniem, iż słusznie czynią, bo przecież odcięli się od ciemniejszych stron praktycznej realizacji tej idei (czyli pozostać hipokrytami tryumfującymi). Oczywiście raczej nie o to szło G.R., i chyba twórcom DS9 też nie jednak... (Choć z drugiej strony przecież z UFP zostało wyinterpretowane Imperium z  SW, ponura rzeczywistość B7, a chyba i pewne wątki Serenity.)

rs

Tak w wersji propagandowej kapitanowie floty są jak Pawlik Morozow, a przynajmniej jego oficjalna wersja (bo tutaj też nie wiadomo jak się ona ma do rzeczywistości). Oczywiśćie GR i jego następcy chciał go ukazać kapitanów jako czystych moralnie praktyków, którzy lepiej rozumieją problem, gdyż są bliżej. Zapewne przypadkowo wyszło mu, że na najwyższym szczeblu GF jest cyniczną organizacją, która ma swoje interesy. Pytanie ilu kapitanów buntuje się przeciw temu cynizmowi. Może większość, a może widzimy tych co wykraczają poza normę?