Star Trek: Strange New Worlds

Zaczęty przez Q__, 01 Sie 2023, 00:28

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

#450
Widzę, że nie tylko swoje przemyślenia opublikowałes ;):
https://www.tumblr.com/star-trek-xet/823722374829686784/kosmiczna-przygod%C3%B3wka-skr%C4%99caj%C4%85ca-w-mrocznym

A co do obecnych odcinków - mam wrażenie, że twórcy SNW zarazem nauczyli się jak robic Treka..  i niewiele z tego zrozumieli. Tj. wiedzą już, że czasem można wprowadzić staroświecką kosmiczną przygodę (na której dnie kryją się mroczne głębie), czasem horror, itd. itp. Nie rozumieją jednak czemu to w poprzednich erach Treka (a także w innych, pokrewnych, serialach SF) służyło. Że celem nie jest pokazanie tego, czy owego, ale eksploracja zlozonej tematyki, której to pokazywanie służy. Wiedzą już jak się robi dekoracje, nie wiedzą, co się w nich gra.
(Przy czym coś podobnego robi się ostatnio w X-Men '97, gdzie poważne problemy są raczej od niechcenia sygnalizowane, niż rozgrywane.)

toudi

Cytat: Q__ w 31 Lip 2026, 12:02Ja tu się staram myśleć - za przeproszeniem - długofalowo. Czyli nie to, ze koniecznie sądzę, iż ten wątek zaowocuje z sensem w erze Kurtzmana, ile głośno dumam, co zrobią z nim (lub nie) przyszłe generacje twórców Treka...
Bez urazy, ale mam szczerą nadzieję, że go wyzerują jako alternatywna linię i zaprzestaną jej rozwoju. Że wyzerują główną linię przed ST11, czyli przed zniszczeniem Romulusa i przeskoczą ze 100 lat do przodu. Że pokażą nam wizję codziennej integracji sztucznych form życia z organicznymi.

Może taką wizję, prowadzącą do powstania Borg?

Cytat: Q__ w 31 Lip 2026, 12:02Fabularnie biorąc mogłoby to być smakowite (zaraz nasuwają się rozmaite przykłady, od lemowych "Prawdy" i "Terminusa", przez dukajowe opowieści-w-opowieści z "Oka potwora" i niektóre odcinki S:1999, po wiadomą travisową opowieść przy ognisku z ENT "Strange New World"*). Pojawia się jednak pytanie na ile zgodne z ultraracjonalistycznym i scjentystycznym duchem Treka.
Zgadzam się, że Supernatural w Kosmosie może być smakowity, ale w moim odczuciu nie pasuje do koncepcji Star Treka.  Star Trek ma swoją magię owiniętą w otoczkę nauki, naprawdę zostawmy ją tak.

Jest przestrzeń na to, ale niech nie robią tego pod logiem ST.

Cytat: Q__ w 31 Lip 2026, 12:02No to juz wiesz dlaczego wiązalem tak duże - i plonne niestety, przynajmniej po pierwszym sezonie sądząc - nadzieje z SFA. Mieli całą erę do zagospodarowania.
Ja tu się zgadzam, SFA miało szansę na bycie tym przeskokiem, na skasowanie czy chociaż zignorowanie błędów prequeli. I całkowicie na tym froncie poległo (poległo w sumie na niemal wszystkich frontach na jakich się wystawiło - poza postacią antagonisty ;)) Ale też poległo, bo przeskoczyło za daleko w przyszłość (znaczy DSC tak dokładnie, ale wiesz o co mi chodzi). Przez co technologia i świat zaczęły bardziej przypominać właśnie fantasy niż science.

To jest jak Q. Rasa jest tak rozwinięta, że my nie jesteśmy wstanie w ogóle odróżnić jej technologi od maggi (wydaje mi się, że w odcinku TNG 4x13 Devil's Due była dysputa na ten temat).

I to w samo w sobie nie jest złe. O ile z góry wiemy, że nie mamy próbować dopatrzyć się w danym motywie sensu i logiki, tylko przyjąć go za pewnik. Dlatego lubię oglądać przygody Merlina, czy właśnie wspomniany wcześniej Supernatural. Q "magia" uchodzi bo nie jest ona clou jego wystąpienia. Jest ona tylko iskrą do pokazania ważniejszych cech czy rzeczy postaci. Tego by i one i widz coś zrozumieli. A nie istotą problemu (Hide and Q czy Tapestry ale i reszta jego wystąpień w TNG).

Cytat: xetnoinu w 31 Lip 2026, 14:01zombie
Nie zombie a duchy. Zombie mieliśmy rok temu w 3x03. :)

Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19Federacja to nie firma z wyjazdami dla wyścigu korpo-szczurów. Wymyślenie takiej nazwy zdradza głębokie niezrozumienie idei ST.
No nie zgodzę się, nazwa jak nazwa. Ale taka młoda i szybko rozrastająca się organizacja musi mieć takie twory i takie spotkania. I ambitny Kirk musi na taki zjeździe być (to w końcu przyszły kapitan okrętu flagowe, więc ambicje musi mieć). Ale co tam robi La'an i Spock?
I jeszcze ważne, takie zjazdy mogą zapobiec Wulkańskiemu rasizmowi u innych ras (dla Wulkan jest już za późno).

Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19cinku nie zastanowi się, co to za urządzenie i co ono robi!!! (Pilota BSG nie widzieli).
No ja zwracam uwagę, że w BSG to pudełko szpiegowskie było tam z pół roku...
A poza tym, naszych bohaterów urządzenie zastanowiło, ale ich zdolność logicznego myślenia została moim zdaniem zaburzona jak tylko postawili stopę na Griffinie. I to co widzieli a raczej myśleli, że widzieli a co było rzeczywistością to dwie zupełnie różne rzeczy.
To jak z ich promem, oni widzieli go zniszczony, czy tak było? Osobiście uważam, że on tam cały czas dryfował nietknięty. Tak samo jak myślę, że mostek Gryfina nie został rozhermetyzowany rozbiciem jakiś skał. A na pewno nie podczas tego odcinka (bo nie mamy pewności, czy bohaterowie w ogóle do mostku Griffina się znaleźli).

Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19Scenarzyści zadbali też o pomieszczenie ambulatorium. Ono się ciekawie zmienia. Od idealnie czystego z pustymi łóżkami (na jednym stos worków na ciała) przez stopniowe zapełnianie łóżek owymi workami, potem pojawiają się ciała w workach i nasycają się antygrawitacyjnie krwią, po worko-zmartwychwstanie urojonej T'Pring po finał. A finał to powrót Spocka do logiki (pomijam, że przez pięciokrotne powtórzenie jednego zdania) i ukazanie rzeczywistego wyglądu pomieszczenia: jest brudne, opuszczone a na stołach 8 szkieletów z ranami kłutymi). Ewolucja wizualna łóżek - postarano się.
Tak, sceny w ambulatorium zostały dobrze rozpisane. Ale ja bym nie ufał informacji z komputera. Komputer na pytanie o wszystkie ciała/załogantów powiedział, że wszystkie zostały teleportowane poza statek - kilka uduszonych, kilka zadźganych i ponad 200 wciąż żywych. Wiec wedle tego w ambulatorium w ogóle nie powinno być ciał. Skoro były, to znaczy, że to co Spock znalazł to tylko wytwór jego skażonego czymś umysłu.

Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19Promuje idiotyczne pomysły scenariuszowe niszczące odbiór filmu kinowego z synem Kirka i epizod Spock Amok.
A czego jeszcze nam NuTreki nie zniszczyły :) No poważnie, hologramy, ai na okrętach, konsole ich wygląd, zasięg transportu. Wkurwiające wiem, ale chyba już pogodziłem się, że oni tak muszą, bo inaczej nie potrafią. Ale nadal tego nie akceptuję.

Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19Odcinek jako zombie horror o przetrwaniu jakoś się broni. Jako Star Trek nie. 
Ja będę obstawiał, że to Ghost Ship, nie zombie. Widzę wiele podobieństw do filmu z 2002 roku o tym tytule. A do tego, miałem wrażenie, że jednym z duchów w maszynowni, które ukazały się La'an był porucznik Hemmer, który zginął w pierwszym sezonie.

Swoją drogą na końcu nie zrobili konfrontacji bohaterów, bo jestem bardzo ciekaw, czy widzieli momentami to samo czy nie. Bo wiemy, że dziecko słyszał tylko Kirk, a T'Pring tylko Spock. Czy Harper widzieli wszyscy? Bo to dosyć istotne pytanie, by próbować rozwiązać zagadkę co to było.


Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 06:19tu dziecka Kirka nigdy nie zobaczyliśmy
Niestety jest scena, gdzie pokazali jakaś rączkę.


xetnoinu jak pisałem w recenzji, to odcinek idealny na halloweenowy special, Ale ktoś zapomniał powiedzieć twórcom, że nie mają na to czasu (za mało odcinków) oraz, że emisja nie przypadnie na halloween.  Bo jestem pewien, że gdyby to był halloweenowy special, to też odbiór byłby inny i by się wybaczyło twórcom więcej.

Q__

#452
Cytat: toudi w 01 Sie 2026, 14:34Bez urazy, ale mam szczerą nadzieję, że go wyzerują jako alternatywna linię i zaprzestaną jej rozwoju. Że wyzerują główną linię przed ST11, czyli przed zniszczeniem Romulusa i przeskoczą ze 100 lat do przodu. Że pokażą nam wizję codziennej integracji sztucznych form życia z organicznymi.

W sumie odpowiada to i moim najgłębszym sentymentom (choć wolałbym, by wymazanie to było miękkie, przez wzgląd na Tilly i resztę NuTrekFans), ale to się nie wyklucza. Tak jak Abrams i Kurtzman z zapałem rzucili się na koncepcję S31, tak ktoś w przyszłości może sięgnąć po ideę w/w Divisions.

Cytat: toudi w 01 Sie 2026, 14:34Zgadzam się, że Supernatural w Kosmosie może być smakowity, ale w moim odczuciu nie pasuje do koncepcji Star Treka.  Star Trek ma swoją magię owiniętą w otoczkę nauki, naprawdę zostawmy ją tak.

Prawda. Pierwszy sezon Space: 1999 był rewelacyjny, ale jest istotna różnica klimatu/filozofii pomiędzy S:1999 a ST. (I to do tego stopnia, że nawet w z-Treka-zrodzonym B5 wszechobecny mistycyzm nie kłócił się z twardym racjonalizmem podstaw*.)

* Do tego stopnia, że nawet gdy w jednej z TLT - cokolwiek po TOS-owemu - wprowadzono literalne demony, przesłanie było tam rodem z tryumfalnego antyteizmu Del Rey'a raczej (diabły zostawiamy w ziemskiej przeszłości, do gwiazd ruszamy bez nich).

(Owszem, Trek - a zwłaszcza jego kolejna potomkini - AND - potrafią snuć rozważania o wyższych instancjach i stwórczych planach, ale Bóg G.R. - jeśli in universe istnieje - jest racjonalnym Bogiem fizyków i filozofów.)

Cytat: toudi w 01 Sie 2026, 14:34Ja tu się zgadzam, SFA miało szansę na bycie tym przeskokiem, na skasowanie czy chociaż zignorowanie błędów prequeli. I całkowicie na tym froncie poległo (poległo w sumie na niemal wszystkich frontach na jakich się wystawiło - poza postacią antagonisty ;)) Ale też poległo, bo przeskoczyło za daleko w przyszłość (znaczy DSC tak dokładnie, ale wiesz o co mi chodzi). Przez co technologia i świat zaczęły bardziej przypominać właśnie fantasy niż science.

Zdaje mi się, że i w tych "magicznych" regionach dałoby się z SF-owym sensem operować, tylko by trzeba być Eganem czy innym Baxterem...

toudi

Cytat: Q__ w 01 Sie 2026, 15:00Zdaje mi się, że i w tych "magicznych" regionach dałoby się z SF-owym sensem operować, tylko by trzeba być Eganem czy innym Baxterem...
I tu też łatwo przegiąć. Arthur C. Clarke pisał świetne książki i fajnie było się w ten świat wczuć, ale nagle stawałeś przed rasą bogów i w sumie to się nagle odechciewa. Bo okazuje się, że od początku to właściwie jesteś tylko zabawką w ich rękach.
Robert J. Szmidt napisał niedawno bardzo fajną space operę: Pola dawno zapomnianych bitew. Lubiłem ten cykl ale nagle na końcu miał taki przeskok czasu, że właśnie znowu doszło do zabawy bohaterami przez "bogów". I to mi lekko zepsuło odbiór.
Więc moim zdaniem to jest rejon, gdzie bardzo łatwo przegiąć, łatwo się zatracić i jeszcze łatwiej utknąć w odpowiedzi na wszystkie pytania: "bo tak i już". A to powoduje, że potem już się nie chce pytać ale dlaczego, ale czemu, ale jak. A mimo wszystko uważam, że SF powinno prowokować do zadawania tych pytań, nawet jeśli nie potrafi udzielić na nie odpowiedzi.

Q__

#454
Cytat: toudi w 01 Sie 2026, 15:44I tu też łatwo przegiąć. Arthur C. Clarke pisał świetne książki i fajnie było się w ten świat wczuć, ale nagle stawałeś przed rasą bogów i w sumie to się nagle odechciewa.

W zasadzie (choć w "Odysei..." było to konceptualnie nieuniknione) i wlasne narracje tym cokolwiek rozkładał, przechodząc od ścisłego inżynierskiego technorealizmu do wizjonerskiej technobaśni, i pomniejszych (w/w Baxter, Reynolds, itd.) tym zaraził. Ale spojrz na jego - wczesne, być może i niedoskonałe - "Miasto i gwiazdy", tam przedstawił okokonioną hi-techem postludzkość przytomniej niż podniecający się swoimi wizjami (też w/w) Egan (choc prawdą jest, że miał łatwiej, bo bardziej kameralny model tam przyjął).

Cytat: toudi w 01 Sie 2026, 15:44A mimo wszystko uważam, że SF powinno prowokować do zadawania tych pytań, nawet jeśli nie potrafi udzielić na nie odpowiedzi.

Lepiej bym tego nie ujął :).

xetnoinu

#455
Rączki dziecka nie wychwyciłem. Jak ktoś będzie ponownie oglądał to poproszę czas tego momentu.

Czy wśród tych urojeń zombi podobnych czy duchów był Hemmer? Ja się też nad tym zastanawiałem. Nawet zrobiłem pauzę i się wpatrywałem.
Przeszło mi przez myśl że w tym odcinku jest patogen/obca działająca na umysł podobnie jak w odcinku kiedy Uhura miała wizje. Ale to się nie klei z fabułą. Jest sprzeczne z istnieniem pudełka.

Co do promu i rozbicia iluminatora też uważam że nie nastąpiły - bo to jest w poetyce pokazania ambulatorium. Czysty okręt to urojenie. Wszystko powinno wyglądać jak po zwalczeniu wizji przez Spocka. Natomiast czy byli w rojonych pomieszczeniach - uważam że byli.

To nie jest aż taka fikcja że są w komorze i wszystko jest nierzeczywiste jak w odcinku SG jednym.

Najważniejszy problem to zachowanie drugiej fali urojenia czyli urojonej pomocy.

Jak tak dziś jeszcze omawiałem na discordzie glupoty tego odcinka to przyszło mi do głowy że to nie jest jednak patogen. To była jakaś fala/energia z tego urządzenia. Bo po opuszczeniu okrętu nagle z Laan cudownie wszystko odpuściło.


Czy to zombie. Obojętne. To wygląda jak zombie z LD i innych kreskówek. Owszem nie zachowują się jak żywe trupy. To tylko wygląd.

Serio szukałem czy ten odcinek ma trop w stylu duchy latający Holender itp. wyobraźcie sobie że jest jedna poszlaka. Kirk miał w torbie książkę z żaglowcem na okladce. Ale nie umiem odczytać tytułu. Gryf czyli nazwa statku jako twor mityczny jest popularny na polskim i niemieckim Pomorzu. Szansa że to ma związek z bałtyckimi gryfami jest jednak powiedzmy sobie zerowa.

Są takie momenty dziwne. To ten prawie Hemmer, książka z żaglowcem i nazwisko jakiegoś Wolkana na worku. Trzy rzeczy nie wiadomo po co pokazane.

xetnoinu

#456
@RedHatMeg słusznie zauważyła że ten odcinek jest w łączności z ds9 Empok Nor.
Jest butelkowy, ciemnica, patogen uwalnia zło w głównym antagoniście, jest szlak trupów.
Tylko że SNW 4x2 nie stało obok tamtej fabuły pod względem jej jakości ani wykonania.

Jeszcze jedno. Wszyscy widzieli prom że się oddala i by sceny że dwie osoby odwróciły się kiedy w tle przebiegła ta zombie-szefowa ochrony Griffina.
Więc urojenia były też uwspólnione zależnie jak scenarzystom pasowało.

Czyli aby to połapać w kupę to była to jakaś fala energia posiadająca jednak osobowość/inteligencję bo to tłumaczy zanik oddziaływania u Laan w transporterze Entka oraz te uwspólnione niektóre wizje.

Jeszcze jest problem ze Laan widzi w holowanym okręcie ową szefową zombie. Jeśli nie jest pod wpływem, to źródło fali i inteligencji ma fizyczna manifestację jaką można zobaczyć i niestety wykryć jonami ujemnymi
Brrrrr
Powiedziałem ten bezsens
;)

xetnoinu

Wklej tekst mój o pierwszym odcinku.

Strange New Worlds -  Valles Marineris 4x1
Autor: xetnoinu, 24.07.2026


Najnowszy premierowy dla sezonu odcinek Strange New World to dalszy pochód powierzchowności serii SNW. Jest pod tym względem gorzej niż w odcinkach z łupieżcami z Ziemi (ci co się przebrali za Niszczyciela Planet) czy odcinkiem z reportażystą i samobójstwem biobroni.

Pozornie wszystko gra. Jest kolorowo. Nawet są dialogi - ludzie do siebie w fabule mówią!

Problem leży jednak w braku balansu i chyba ktoś połączył dwa odcinki poważny i komediowy w jeden z okazji anulowania serii.

Bo o czym to jest?

Na początku mamy zarysowany obraz planety westernowej. Jest epicko wizualnie. Konie z Dzikiego Zachodu cwałują a Pike niczym Lucky Luke dopiero co rozwiązał sprytnie jakiś problem. Jest on bardzo ukryty w dialogu. Przekazano jakieś leki, w przebraniu, cywilizacji przedwarpowej, a sądząc po stroju, z okresu wczesno przemysłowego. Hmm. Zaraz zaraz. Pierwsza Dyrektywa. Hmm.

Tu jest szerszy problem nowych ST. W pilocie Discovery mamy to samo. Studnię Federacja naprawiła. Idąc wstecz mamy też mrożenie wulkanu w Abramsie jednym. Oczywiście to już bywało w TNG czy VOY ale jako wyjątek. Teraz to się trochę norma zrobila. Już nie ma odcinków typu TNG, gdzie sobie zza szyby w skale obserwujemy miejscowe ludy i nie ingerujemy.



Ale o dziwo podkreślenie w prologu odcinka tej tendencji ratowania wczesnych kultur przez załogę ma sens. W teorii. Bo do zera to nie wybrzmiało. Większość widowni chyba przeoczyła te leki z prologu. Bo potem mamy pętlę czasową, aby stworzyć wielki dylemat. To znaczy on jest obiektywnie wielki ale tu był dylematem, kiedy Pike zamilkł na dwie sekundy.

Zaznaczę zatem. Oto Pike musi zdecydować, czy uchroni od zagłady podróżującą międzyplanetarnie i techniczną cywilizację owadzią, co spowoduje brak ewolucji Ludzi na Ziemi, czy poprzez bierną postawę (a właściwie trochę czynną, bo z powodu kradzieży antymaterii z jego okrętu) Pike doprowadzi do planetarnego ludobójstwa na nieobliczalną skalę a na Ziemi Ludzie potem powstaną.

To jest ukryta w fabule alternatywa wykluczająca, która stoi za kilkoma najsłynniejszymi odcinkami całego uniwersum. Ona jest w TOS: Mieście na skraju wieczności, ona jest w DS9 w odcinku z zamieszkami Bella, jest to też dylemat Anoraxa w VOY i obu Odo w odcinku, gdzie cofnięty w czasie Odo niszczy siebie i swoją planetę, by młodszy Odo mógł ... kochać się dalej w Kirze.

Pike zna to zjawisko albo-albo ze swojego życia. Był cały odcinek, jak źle wybrał i skończyło się tym, że sam siebie (tzn jego wersja z drugiej linii czasu) musiał przekonać, że jak przyjdzie moment, to musi nastąpić śmierć młodych osób na jego oczach plus on trafi na wózek i straci zdolność mowy. To piętno jest nad nim.

Odcinek skorzystał z prostszej narracji, która tu mniej pasuje ale ujdzie - z konceptu przeznaczenia - odnosząc się do jego żałoby po Batel (przeznaczonej na posąg strażniczki przez nieokreślone Fatum).

Niby zatem tło jest. Leki czyli pomoc planecie przed warp, przeszłość i życiorys Pike'a i zjawisko temporalne specyficzne dla ST, że czasem jest albo albo. Że nie ma trzeciego wyjścia i straszne zdarzenie musi nastąpić, by w przyszłości mogła powstać i istnieć Federacja, by było dobro. Postęp przez gruzy tego, co upadło na oczach anioła historii od Waltera Benjamina. Federacjotropiczność czasu w tym uniwersum.


Odcinek ma wiele ciekawych szczegółów. Załoga ma taki translator, że z robalami na pewno da się porozmawiać, ale ... nikt nie zagadał.

Mało. Sposób w jaki wir pochwyca USS Enterprise zdaje się prawie wyglądać jakby to była jakaś siła-ręka a nie zwykła studnia grawitacyjna. Jakby nad wszystkim czuwał prąd czasu wspomniany przez Spocka w TOS w Mieście na skraju wieczności. (To taki wtręt do mojej dyskusji z WVR_23PH czy to prąd postępu czasu z filozofii Benjamina czy Zmory jedzące nielogiczne linie czasu z Prodigy jakoś robią tu za owe Fatum i przeznaczenie.)

Wróćmy do odcinka. Epizod nie ma punktu moralnego. Nie ma pokazanych na tyle Marsjan (ani jednego ujęcia z planety) ani już tym bardziej owadów (jest wesoła migawka jak radośnie podskakują), aby zrozumieć, co się tu stało. Jaką decyzję o jakiej skali podjął Pike!!! (Po tych dwu sekundach).

Słusznie podjął. Ale to w ogóle nie wybrzmiało. Nie uratowało sytuacji użycie świetnego dialogu, że tej planety za naszych czasów nie ma, więc to logiczne, aby przepadła.

Odcinek stwarza wrażenie jarmarcznej zabawy dla widowni. Jest powierzchowny.

Koniki pędzą. W tle recyklingowej z Discovery z jednego odcinka fruwające wyspy powietrze (tak ten podprogram do robienia rysunków fruwających wysp na to tło LCD już był) i gadamy sobie o siodle na konia.


Spock okazuje się fetyszystą (sic!), co lubi zdejmować La'An buty, gdy ta jest w bardzo skórzanym kostiumie z Dzikiego Zachodu. Serio!

Jakaś randomowa Wolkanka robi sobie z Uhury wynurzenia, że ta nie kuma akcentu i zionie, skądinąd słusznie czasem pokazanym, rasizmem Wolkan.

Marsjanie wyglądają jak cosplay z konwentów ery lat 70. Obcy w odcinku holodekowym w ramach parodii serialu z lat 60. wyglądali lepiej. Pelia wkoło Macieju, chyba trzeci raz w serii, nawiązuje do Dr Who. A używanie określenia Marsjanie i tytułowej nazwy krateru - w erze Dinozaurów jest anachronizmem na poziomie seriali SF lat 50. Wypadałoby to wytłumaczyć np. desperacją translatora ale to przemilczano.


A na Ziemi Jurassic Park bez refleksji, że wiemy, że te dinozaury inaczej niż tu wyglądają (pióra) ale wizja Spielberga rządzi, więc będą jak u niego i już. Aby było jeszcze śmieszniej geny Khana objawiają się waleniem z pięści w dinusia. A zwiad dowcipkuje o płci dinozaurzycy.

Klękajcie narody. To odcinek o śmierci miliardów istot i anihilacji całej planety a w konsekwencji dwu rozumnych cywilizacji!!!!

Gdzie są dialogi, które pokazują stawkę tego odcinka. Gdzie jest karteczka w kieszeni prezydent Roslin z BSG, gdy musiała na śmierć zostawić okręt pełen ludzi, bo nie było pewne, czy nie jest zinfiltrowania przez wroga.

Gdzie jest dr Pułaski, która mówi, że Data słusznie, że chce ratować Sarjenkę, mimo że Picard uznał jej planetę jako tę, która niech się sprawnie sama zniszczy! Czy w odcinku z Sarjenką pamiętamy pochód radości i fajnej zabawy jako plot B i plot C? Jest to dramatyczny dysonans.


Nie pomaga temu bardzo słaba gra aktora od Pike'a - on tego do zera nie umie zagrać. Jest to rozpaczliwie nijakie. Ta biedna aktorka grająca panią z Marsa widać, że patrzy na niego i też nie wie, co ze sobą zrobić na te jego miny. Ten aktor ma regres, bo w Discovery i w początkach SNW grał znacznie lepiej.

Ten odcinek jest paradoksalny. Fabularny problem i historia są znakomite. Jest tu pętla czasowa w stylu VOY (tam też był odcinek, że Voyager odpowiedział na swój własny sygnał - tu mamy boję, która Entek wysłał i to na ten sygnał wszedł w anomalię). Mamy ciekawy czas z dinozaurami, bo za plecami pamiętamy inteligentne dinozaury, które musiały uciec z planety Ziemia i ten fajny motyw tu całkowicie przemilczano. A było to też 65 milionów lat temu.

Mamy może mało prawdziwy w rzeczywistej nauce ale akceptowalny w fikcji motyw wyjaśnienia powstania pasa Kuipiera i źródła asteroidy, która zakończyła erę dinozaurów.

Mamy wreszcie ciekawy motyw translatora, gdzie potwierdza się fanowska teoria, że on grzebie w mózgu. Bo jeżeli na jedno słowo w ziemskim przypada 10 słów w marsjańskim o gradacji smutku, to translator musiał pobrać skalę słowa z mózgu Pike'a, aby tłumaczenie na marsjański było prawidłowe (motyw wdowca). To fantastycznie akurat zrobiono

I mamy humanoidalne cywilizacje, z którymi możemy się dogadać, powstałe niesamowicie  dawno. I działa naprawa Protoplastów z Discovery. W TNG panspermia była dziurawa. Stworzyciele powinni raz zasiać życie, nie wiadomo jak oraz jak Protoplaści już wymarli, to już humanoidy kompatybylne nie powinny powstawać a powstawały.  Discovery, umieszczając siewnik życia humanoidalnego w pozaczasowej przestrzeni liminalnej, gdzie maszyna humanoidotwórcza jest obsługiwana przez ducha wymarłych Protoplastów teraz ma sens. Maszyna cały czas działa i produkuje te humanoidy przez ikoniańskie okienka pokazane w finale Discovery od wielkiego wybuchu po kres eonu - i może to robić wielokrotnie na tej samej planecie.

I tu bez tłumaczenia z tego w epizodzie skorzystano i nagle mamy humanoidy sprzed 65 milionów lat i nie ma problemu się z nimi dogadać i wyglądają jak my. Daaaaa daaaa :)

Zaczęto nawet, już widząc koniec serii,  doprowadzać postaci do stanu z TOS. W tym odcinku lekarz jest lekarzem. Siostra nie jest mądrzejsza od niego i jest pielęgniarką. A Spock wreszcie ma uwagi godne naukowca.


Podsumowując.

Odcinek dobrze się oglada. Dalsze plany są ciekawe. Problem jest ciekawy. Ale balans i wykonanie jest zbyt wesołe. Nie ma postaci na miarę dr Pulaski w odcinku z Sarjenką ani Guinan w odcinku TNG: Yesterday's Enterprise.

Powinien być tym trzonem moralnym Pike, ale ani dialogiwo ani w zakresie gry aktorskiej on się tu nie sprawdził. Mogliśmy zobaczyć nieomal dylemat Oppenheimera, że wiedząc co zrobi jego wynalazek, było trzeba to zrobić. Ale tego nie poczuliśmy w tym odcinku, mając to na czubku widelca.

Odcinek przejdzie do najsłynniejszych fabuł Star Treka. Przejdzie, mimo pewnych wad i powierzchowności, bo zmienia historię radykalnie. To Flota jest zamieszana w zagładę dinozaurów oraz zniszczenie cywilizacji Marsa i jest niezbędna, by na Ziemi przyszedł czas na ssaki. To nieomal pętla z filmu Przeznaczenie. W jakimś sensie Gwiezdna Flota poprzez działania USS Enterprise uwarunkowała swoje istnienie. Poetycko to wyjaśnia trochę logikę federacjotropizmu. Ale i dodała Federacji karteczkę prezydent Roslin a na niej śmierć dwu rozumnych cywilizacji. Ta fabuła jest mocniejsza niż wygrywa się na ekranie.

xetnoinu

Wątek anioła historii z filozofii Waltera Benjamina w kontekście Miasta na skraju... Jaki wspominam w powyższym tekście jest tu w eseju od WVR_23PH

https://www.tumblr.com/star-trek-xet/822927116139184128/wicher-post%C4%99pu-wieje-z-raju-ufp?source=share

Q__

#459
Cytat: xetnoinu w 01 Sie 2026, 18:32Wklej tekst mój o pierwszym odcinku.

I świetnie :).

Swoją drogą ciekawi mnie jak Ty i toudi ocenialibyście bieżący odcinek, gdyby był częścią SG-1 lub SGA (może nawet SGU)?

ps. Recenzji cd.:
https://www.youtube.com/watch?v=SzhS3A95w84 - MechaRandom42
https://www.youtube.com/watch?v=h5q6ATGgJWs - Mollie and the Old Man

WVR23PH

#460
Star Trek SNW S04 E01 Valles Marineris
  • Odcinek otwiera się jak western w kosmosie. Pike galopuje, wszyscy wyglądają świetnie, choć są jakieś lewitujące skały - Cthulhu, co za klisza, są kosmiczne konie... i po trzech minutach scenariusz zachowuje się, jakby tego nigdy nie było. To nie jest setup, to jest trailer do zupełnie innego odcinka. Po co właściwie były te konie i kowbojskie przebrania? Żeby Pike sobie pojeździł?
  • Znów jest zajawka o Doctor Who Pelii .To akurat lubię, choć może trochę za często?.
  • Od razu, jak tylko prom ląduje, wiadomo, że cofnęli się w czasie i że jest to Ziemia. Nie ma żadnej tajemnicy. Kamera pokazuje odpowiedni las, odpowiednie paprocie i po pięciu sekundach czekasz tylko, aż zza krzaków wyjdzie dino. Zamiast zagadki dostajemy "patrzcie, to Ziemia!" napisane markerem po ekranie.
  • Dinozaury są bodaj anachroniczne – T. rex za chudy! Pterodaktyle, pierzaste raptory i jeszcze brachiozaur albo brontozaur. Chyba nie żyły równocześnie. To jest dosłownie "Jurassic Park: The Greatest Hits". Paleontologia została potraktowana jak bar sałatkowy: "wrzućmy wszystkie dinozaury, które widz kojarzy".
  • Dol'drm jako nazwa ponurej pustynnej planety? Naprawdę? I jeszcze ma być śmiertelnie poważnie. "Doldrums" wyjęte ze słownika a później apostrofik w środek, wywalić samogloskę....jest!
  • Niby nic zmieniać nie wolno, ale skosić drzewo fazerem – super. Cały pierwszy akt tłumaczy nam efekt motyla. Jedno źdźbło trawy, jeden owad, jedna zmiana i ludzkość może nie powstać. Po czym La'An bez większych oporów ścina drzewo fazerem, urządza bójki z dinozaurami i generalnie zachowuje się jak u siebie. A Sound of Thunder Bradbury'ego chyba nigdy nie trafiło do biblioteki Enterprise.
  • Marsjanie – to jakieś cosplayowe elfy. Mieliśmy dostać pierwszą inteligentną cywilizację Układu Słonecznego sprzed 65 milionów lat. Dostaliśmy ludzi z niebieskim makijażem i uszami z Temu.
  • Oni są silniejsi w większej grawitacji? To bodaj odwrotnie działa... Mars ma około 38% ziemskiej grawitacji. Gatunek wychowany w takim środowisku powinien mieć na Ziemi problem z własnym ciężarem, a nie nagle zostać nadludźmi. Jeśli już ktoś miałby przewagę fizyczną, to właśnie Ziemianin na Marsie.
  • Valles Marineris użyte przez Marsjan jako nazwa geograficzna 65 milionów lat temu. To jest albo bardzo sprytny numer z uniwersalnym translatorem, który przekłada lokalną nazwę na współczesny odpowiednik, albo scenarzyści po prostu wpisali nazwę z atlasu Marsa. Wolę wierzyć w translator, bo druga opcja ocieka od żenady.
  • Ziemianie też mieli taką sytuację – Xindi zaorali pół Florydy. Nikt nie pamięta? Pike zachowuje się tak, jakby Federacja nigdy nie przeżyła planetarnego ataku. Tymczasem Xindi zrobili na Ziemi gigantyczną wyrwę, zabili miliony (?) ludzi i praktycznie rozpoczęli międzygwiezdną wojnę. Enterprise NX-01 najwyraźniej zaginęło w archiwach.
  • Ponoć nic nie wolno zmieniać, a Pike twardo brnie w pomoc Marsjanom? Przecież to oczywista interwencja.  Kontakt, negocjacje, przekazywanie informacji, udział w konflikcie, wpływanie na decyzje polityczne, pozostawienie technologii i wiedzy. Pike odhacza każde możliwe przewinienie, po czym serial nadal udaje, że głównym problemem jest... uśpienie TRexa.
  • Marsjanie rzucają okiem na ekran w Sickbay lub XenoLab i już wiedzą, że Pike ściemnia. Albo nauczyli się federacyjnego alfabetu w pięć sekund, albo Sickbay wyświetla na głównym monitorze wielkimi literami: "UWAGA! KAPITAN KŁAMIE STAROŻYTNYM MARSJANOM". Obstawiam to drugie.
  • Mamy zaawansowaną cywilizację, która od wielu lat prowadzi wojnę z obcymi i... przez cały ten czas nie wpadła na pomysł spróbowania komunikacji. Enterprise wpada na orbitę i też właściwie niczego w tym kierunku nie robi. Wszyscy deklarują chęć rozmowy. Nikt nie rozmawia.
  • Pike dopuszcza gatunkobójstwo, bo bez tego "nie byłoby nas"?  To nie jest tragiczny wybór pokazany z pełnym ciężarem moralnym. To jest świadoma zgoda na zagładę całej cywilizacji, bo historia "powinna" potoczyć się tak, jak ją znamy. Decyzja Pike'a jest kolosalna etycznie, a serial przechodzi nad nią lekko.
  • Za dużo zbiegów okoliczności – ten sam wybuch antymaterii ma:

- rozwalić piątą planetę,
 - stworzyć pas asteroid,
 - wysłać asteroidę Chicxulub na Ziemię i wybić dinozaury,
 - zmienić klimat Marsa,
  • Eksplozja planety nie przestawia magicznie orbit innych planet. Grawitacja zależy od masy, nie od tego, czy planeta jest kulą, czy miliardem odłamków. Gdyby Dol'drm rzeczywiście była na tyle masywna, żeby utrzymywać Mars na innej orbicie, to od miliardów lat destabilizowałaby cały Układ Słoneczny. Jeśli była mała – jej zniszczenie niczego takiego zrobić nie mogło. Scenarzyści wrzucili do jednego worka geologię, paleontologię, mechanikę nieba i efekt motyla, po czym potrząsnęli nim jak shakerem do drinków.
Podsumowanie
Odcinek wygląda świetnie, ma przygodę, dinozaury i kilka naprawdę ładnych ujęć. Problem polega na tym, że jest zbudowany z tylu "bo tak", że po seansie bardziej pamiętasz listę logicznych dziur niż samą historię. Najgorsze jest jednak to, że pod płaszczykiem lekkiej pulpowej zabawy przemyca decyzję o świadomym wymarciu (wybiciu?) całej cywilizacji i nawet nie ma odwagi zatrzymać się nad tym na dłużej. To chyba najbardziej nie-trekowa rzecz w całym odcinku. 6/10, w tym 1 za TRexa.
PS - gdzie jest Voth? Było tu też wspominane....

Q__

#461
Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 19:24Star Trek SNW S04 E01 Valles Marineris

Widzę, że się jednak skusileś ;).

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 19:24
  • Dol'drm jako nazwa ponurej pustynnej planety? Naprawdę? I jeszcze ma być śmiertelnie poważnie. "Doldrums" wyjęte ze słownika a później apostrofik w środek, wywalić samogloskę....jest!

Doedytuję z myślą o Lurkerach (płci wszelakich), a nuż ktoś nie wie...
https://oceanservice.noaa.gov/facts/doldrums.html

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 19:24
  • Oni są silniejsi w większej grawitacji? To bodaj odwrotnie działa...

Ano odwrotnie, o czym było i u Heinleina*, i - w przeciwnym kierunku - w AND. Ale w jakichś narracjach dänikenoidalnych autor tychże** dość absurdalnie wyinterpretował biblijnych gigantów (Nefilim) jako Marsjan. Chyba stąd ktoś ze scenarzystów to zaczerpnął...

* Np. w powieści "Between planets" czyli "Między pkanetami":

"Don nie zdażył zadać pytań, które natychmiast przyszły mu do głowy, gdyż ktoś, czy raczej coś, wtoczyło się do środka. Don wytrzeszczył oczy ujrzawszy, że był to ,,wózek" Marsjanina — wehikuł osobisty o napędzie własnym zapewniający marsjańskie warunki, bez którego Marsjanin nie może przeżyć na Ziemi ani na Wenus. Mały pojazd wjechał do sali i dołączył do kręgu zebranych. Postać ukryta wewnątrz podniosła się do pozycji siedzącej za pomocą sztucznego, napędzanego szkieletu zewnętrznego, spróbowała słabym gestem rozpostrzeć pseudoskrzydła i przemówiła cienkim, słabym głosem wzmocnionym przez głośniki.
— Malath da Thon pozdrawia was, przyjaciele."


** Johannes von Buttlar?
https://de.wikipedia.org/wiki/Johannes_von_Buttlar
Johannes Fiebag?
https://de.wikipedia.org/wiki/Johannes_Fiebag

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 19:24Najgorsze jest jednak to, że pod płaszczykiem lekkiej pulpowej zabawy przemyca decyzję o świadomym wymarciu (wybiciu?) całej cywilizacji i nawet nie ma odwagi zatrzymać się nad tym na dłużej. To chyba najbardziej nie-trekowa rzecz w całym odcinku.

Tak, przy czym nie-Trekowe nie jest postawienie takiego dylematu przed zalogą, ani nawet podjęcie przez Pike'!a wiadomej, drastycznej, decyzji. Nie-Trekowe jest to, że sprawa ta nie zostaje nijak przedyskutowana, a potem zostaje pozostawiona bez konsekwencji (choć z drugiej strony wybory Sisko z  DS9 "In the Pale Moonlight" czy Picarda z TNG "Time Squared" i FC też bez konsekwencji się obyły, a znów w VOY "Timeless" nacisk szedł na temporalną przygodę, nie - jej etyczny koszt; więc może jednak za dużo wymagamy?).

WVR23PH

SNW S04 E02 The Griffin Incident
To jest naprawdę spoko horror - SNW brało na tapet różne klisze gatunkowe - musical, baśń, kryminał, teraz horror. Serial bawi się telewizją. Tutaj dostajemy klasyczny horror SF z elementami psychologicznego, twórcy poszli na serio, zamiast robić "horror, ale jednak bezpieczny". To się udało.
  • Dlaczego znowu KIRK? To nie jest serial o Kirku. I to zaczyna być naprawdę męczące. SNW ma świetną obsadę własnych bohaterów, a mimo co kilka odcinków musi być dawka Kirka. To już nie fanservice. To uzależnienie od fanserwisu.
  • Setup fajny – izolują dwie postaci z załogi i Kirka. Bardzo klasyczna konstrukcja horroru. Mała grupa bohaterów, brak wsparcia, opuszczony statek, ograniczona komunikacja. To dokładnie ten sam schemat, który działa w Alien. Im mniej ludzi, tym większa bezradność.
  • Griffin zaginął 9 lat temu – i już ma "stary" sygnał?  To drobiazg, ale zgrzyta. Czy Federacja naprawdę zmienia standardy sygnałów ratunkowych co kilka lat?
  • Kiedy wyciągają latarki – a właściwie już przy pierwszym ujęciu Griffina – wiadomo, że będzie horror. To jest wręcz metajęzyk kina. Latarka oznacza horror. Korytarze oznaczają horror. Migające światła oznaczają horror. Twórcy doskonale wiedzą, jakich rekwizytów oczekuje widz i świadomie ich używają. Od tego momentu Trek znika, a zaczyna się haunted house.
  • Fajnie, że Kirk myśli o rodzinie, ale czy on aby nie był nieświadomy posiadania syna? To chyba już drugi raz, kiedy SNW retconuje relacje Kirka z Davidem Marcusem.
  • Czemu załoganci Griffina mają współczesne dla SNW mundury, skoro dziewięć lat wcześniej obowiązywały jeszcze granatowe mundury z Discovery? Według osi czasu dziewięć lat wcześniej Federacja nadal używała wzoru mundurów znanego z pierwszych sezonów Discovery.
  • Postaci wybiórczo słyszą i nie słyszą różne rzeczy. Normalnie nazwałbym to dziurą scenariuszową. Tutaj działa to jako element gatunku. Horror bardzo często manipuluje percepcją dźwięku – bohater słyszy płacz dziecka, pozostali nie. Słyszy kroki, których nie ma. W tym odcinku to świadoma decyzja formalna, budująca niepewność.
  • Odpalają nieznane urządzenie – przekroczenie tabu miejsca. Klasyka. Haunted house zawsze ma pokój, którego nie wolno otwierać, księgę, której nie wolno czytać albo maszynę, której nie wolno uruchamiać. Tutaj tę rolę pełni obca technologia. Bohaterowie robią dokładnie to, czego robić nie powinni. I bardzo dobrze – horror bez złamania tabu nie istnieje.
  • Rozdzielają się. Tak, wszyscy wiemy, że to głupi pomysł. Ale równie dobrze można narzekać, że western ma pojedynki, a kryminał morderstwo. Rozdzielenie bohaterów to podstawowe narzędzie horroru. Im bardziej są sami, tym większa bezsilność.
  • Subiektywna perspektywa jako główny sposób narracji. To chyba najlepszy element całego odcinka. Nie wiemy, co jest prawdziwe. Nie wiemy, co jest halucynacją. I – co najważniejsze – scenariusz nie daje wyjaśnienia. Nie ma "to pyłki", "to wirus", "to toksyna". Dzięki temu napięcie utrzymuje się praktycznie do końca.
  • Każda postać ma własny wątek oparty na własnych obsesjach. I tak właśnie powinien działać horror psychologiczny. Potwór nie jest potworem. Potworem stają się lęki bohatera. Spock dostaje T'Pring. La'An własną potrzebę kontroli. Kirk rodzinę. Groza jest szyta na miarę.
  • Worki na ciała wypełniające się ciałami i krwią. Świetna scena. Klasyczny motyw prosektorium znany od dziesięcioleci. Worki na zwłoki są przerażające nawet wtedy, gdy nic się nie dzieje. Tutaj oczywiście zaczynają się ruszać. Tani chwyt? Tak. Skuteczny? Jak najbardziej.
  • T'Pring torturująca Spocka. To działa dlatego, że jest bardzo osobiste. Nie pojawia się przypadkowy potwór, tylko osoba, wobec której Spock czuje największe emocjonalne rozdarcie. Jedyny zgrzyt – nie mam pojęcia, jakim cudem T'Pring jest w stanie ogłuszyć Spocka fazerem. Ale horror rządzi się swoimi prawami - może to nie halucynacja, może to...
  • Symboliczne obcięcie uszu. Bardzo dobry pomysł. To nie jest zwykłe okaleczenie. Dla Vulkana uszy są elementem tożsamości gatunkowej. To body horror, który jednocześnie działa jako pokazanie dwoistości Spocka.
  • La'An i utrata kontroli. Znów klasyczna horrorowa klisza. Bohater przestaje ufać własnemu umysłowi i zmysłom i staje się zagrożeniem dla innych. To praktycznie obowiązkowy punkt programu w horrorze psychologicznym.
  • Przylot załogi. Od razu wiadomo, że to nie Pike, Una, Uhura i Ortegas. Ale właśnie dlatego scena działa. Horror uwielbia dawać bohaterowi nadzieję tylko po to, żeby sekundę później brutalnie ją odebrać.
  • Przemoc rośnie w szybkim tempie. I bardzo dobrze. Dobry horror eskaluje. Najpierw dziwny dźwięk. Ktoś przemknął korytarzem z tyłu. Potem krew, uszy Spocka. Potem Samuel Kirk wypadający z kadłuba w kawałkach, Pike z uśmiechem odcinający sobie palce. Każda kolejna scena podnosi stawkę i poziom obrzydzenia. Tak to powinno wyglądać.
  • Ostatnia scena z duchem widzianym przez La'An - kolejna klasyka horroru - uniknięto zła, ale ono nadal czyha.
  • Rozmowa braci Kirk. Tematycznie bardzo ciekawa. Aktorsko... niestety trochę drewniana - Paul Wesley dobrze udaje miny Shattnera, nic ponad to. Miał to być emocjonalny punkt odcinka, a wyszło dość teatralnie.
  • T'Pring w głowie Spocka jest, no... paskudnie uległa. Teksty typu "to moja wina" kompletnie nie pasują do prawdziwej T'Pring. Na szczęście późniejsze tortury przypominają, że to nie jest ona, tylko projekcja zbudowana z poczucia winy Spocka. To trochę ratuje tę interpretację.
  • La'An prawie zabija Kirka. I... nic. Trek ma tendencję do zamiatania traumy pod dywan między odcinkami i tutaj niestety jest podobnie.
  • Division 12 – znowu tylko wzmianka. Kolejny raz twórcy pokazują coś, co brzmi piekielnie ciekawie, po czym zamykają drzwi i mówią "może kiedyś". Albo to rozwińcie, albo przestańcie teaserować. Samo rzucanie nazwą nie buduje świata w nieskończoność.
  • To jednak nie są zombie... 😼

To jest w sumie odcinek dla fanów horroru.
I chyba to jest najlepsze podsumowanie. Jeśli lubisz horror, dostajesz naprawdę sprawnie zrealizowany haunted house z elementami body horroru i psychologicznej grozy. Jeśli oczekujesz klasycznego Star Treka z dylematem moralnym i ideą science fiction w centrum – możesz wyjść mocno rozczarowany i zniesmaczony.
7.5/10 od fana horroru. 0.5 za upiorny uśmiech Pike'a.

WVR23PH

Cytat: Q__ w 02 Sie 2026, 20:40Widzę, że się jednak skusileś
Żona mnie zmusiła... :D
Cytat: Q__ w 02 Sie 2026, 20:40może jednak za dużo wymagamy
Pewnie tak, SNW bardzo by chciało umieć mieszać feel TOSa ze współczesnym widowiskiem, ale spora część SF i dylematów została im na dnie pojemnika po przelaniu zawartości.

Q__

#464
Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13SNW S04 E02 The Griffin Incident

I poszedłeś za ciosem ;).

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • Dlaczego znowu KIRK? To nie jest serial o Kirku. I to zaczyna być naprawdę męczące.

Bo prequelem do Oryginalnej Serii są, i najwidoczniej b. lubią o tym krzyczeć, bo jeszcze ktoś by tego nie zauważył (ich zdaniem) :P.

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • Griffin zaginął 9 lat temu – i już ma "stary" sygnał?  To drobiazg, ale zgrzyta. Czy Federacja naprawdę zmienia standardy sygnałów ratunkowych co kilka lat?

Na jedno 9 lat to niby niewiele (zwł. gdy pamiętamy o zjawisku pięcioletnich misji), na drugie - czy wszechobecna komputeryzacja, wspominana w DISCO (i TOS) klingońska infiltracja, itd. nie bedą wymuszać zmian haseł? (Kłania się poniekąd, znacznie dalej idący, mechanizm borgowej adaptacji ;).)

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • Czemu załoganci Griffina mają współczesne dla SNW mundury, skoro dziewięć lat wcześniej obowiązywały jeszcze granatowe mundury z Discovery?

Z drugiego sezonu DSC (w tym retrospekcji z "The Cage" w "If Memory Serves") wynika, że granatowe mundury z Discovery współistniały z bardziej TOS-owymi (sytuacja podobna do tej z GEN/wczesnego DS9), acz zapewne dałoby się czepiać niuansów kroju tych ostatnich (bo te zdawały się zmieniać dość gwałtownie).
https://www.youtube.com/watch?v=dJWlvz8WobY

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • Symboliczne obcięcie uszu. Bardzo dobry pomysł. To nie jest zwykłe okaleczenie. Dla Vulkana uszy są elementem tożsamości gatunkowej. To body horror, który jednocześnie działa jako pokazanie dwoistości Spocka.

Prawda - niby zwykły body horror i chlapanie po ekranie (w tym wypadku zieloną) krwią, a niesie głębszy sens.

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • T'Pring w głowie Spocka jest, no... paskudnie uległa.

Fakt, i archaiczny TOS wypadł - jeśli chodzi o jej wątek - bardziej feministycznie, niż - lubiące podkreślać swoją nowoczesność - SNW...

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:13
  • Division 12 – znowu tylko wzmianka. Kolejny raz twórcy pokazują coś, co brzmi piekielnie ciekawie, po czym zamykają drzwi i mówią "może kiedyś". Albo to rozwińcie, albo przestańcie teaserować.

A ja akurat na to jestem skłonny spojrzeć łaskawym okiem. Dodali fajną (nawet jeśli niezbyt roddenberry'owską) cegiełkę worldbuildingową. Może ktoś kiedyś ją wykorzysta?

Cytat: WVR23PH w 02 Sie 2026, 21:32Żona mnie zmusiła... :D

Żona fanką SNW jest? ;)