Star Trek: Strange New Worlds

Zaczęty przez Q__, 01 Sie 2023, 00:28

Poprzedni wątek - Następny wątek

Q__

#480
Cytat: toudi w 04 Sie 2026, 22:00Muszę przyznać, że dylemat pokazany i przez Hunta i Tyra był naprawdę ciekawie poprowadzony. Tego w otwarciu sezonu SNW brakowało.
/.../
Ale to też zadziwia jak źle pisane są te odcinki współcześnie. 26 sześć lat temu zdołali zmieścić się w 45 minutach i człowiek nie ma takiego niedosytu, że nie pokazali np. tej bitwy w całości. Dziś mieli 60 minut i człowiek czuje niedosyt, ma się wrażenie, że potrzeba było dwóch odcinków by tę historię dobrze przedstawić.

Bo kiedyś - czy to była literatura klasy "Solaris", czy kosmiczna action adventure, fabuła koncentrowała się wokół centralnego Problemu, który byl analizowany, nagryzany, ze wszystkich stron*. I w sumie niezależnie od tego, czy bohaterowie mieli na koniec - z autorskiej woli - tkwić oslupiali w obliczu Nieznanego, czy znaleźć pozytywistycznie-scjentystyczne jedynie sluszne rozwiązanie, ba nawet wtedy, gdy scenarzyści okazywali się za ciency by rzecz z sensem rozegrać, widownia zostawała z własnymi pytaniami i odpowiedziami. A dziś panuje moda na przepakowywanie - wątkami, akcją, obyczajowością... w sunie wszystko jedno czym. Ważne, że odbywa się to kosztem głębi, czasu na przedyskutowanie tego czy owego. (I nawet w ORV to chwilami widać.) Ale czy to ulatwia utrzymanie koncentracji mitycznemu współczesnemu widzowi(TM)? I ja śmiem powątpiewać...

* Co nie znaczy, ze nie mogło się wiele dziać, tylko cokolwiek się działo, zachodziło niejako w służbie przyglądania się temu zagadnieniu czy idei (albo stanowiło pojedynczy, kontrapunktujący B-plot, również zbudowany wokół jednej - zwykle lżejszej - kwestii).

Tu przeanalizujmy sob8e jak wygląda to w 'Valles Marineris - dostajemy anomalię temporalną, dwie cywilizacje Obcych odcinka (które dopiero z czasem ujawniają swoje pochodzenie i fabularne znaczenie), problemy logistyczne (a raczej energetyczne), dinozaury, aktywację augmentacji La'an... i dopiero na koniec dowiadujemy się o co tu chodziło, jaka była stawka. (W dodatku, ledwo to wybrzmi, twórcy natychmiast deeskalują napięcie i uciekają w żarty.)
W wiadomym odcinku AND - przeciwnie: Dylemat spada bohaterom na głowy dość wcześnie (więc mają czas by hamletyzować, układać plany działania, czuć moralny koszt każdej opcji), i jeszcze foreshadowing go poprzedza. (Potem zaś, do końca epizodu, widzimy jak dokonane wybory bohaterom ciążą - co, paradoksalnie, najmocniej chyba czuć w krótkiej scence z Harperem, który z trybu radosnego ludobójcy przechodzi w sekundy do głębokiego wstydu i przerywa nagrywanie dziennika.)
W "Angel Dark, Demon Bright" od początku wiemy nad czym mamy dumać. W otwarciu 4 sezonu SNW Problem (w całej swojej otchłannej potworności) - przez wybrany sposób narracji - sprawia wrażenie doklejonego na siłę (choć zapewne w fabułę wpisany był integralnie!) "żeby nie było, że nie umiemy robić Treka".
Jak by to Dukaj ujął - diabeł tkwi w strukturze.

toudi

Cytat: Q__ w 04 Sie 2026, 23:44W "Angel Dark, Demon Bright" od początku wiemy nad czym mamy dumać. W otwarciu 4 sezonu SNW Problem (w całej swojej otchłannej potworności) - przez wybrany sposób narracji - sprawia wrażenie doklejonego na siłę (choć zapewne w fabułę wpisany był integralnie!) "żeby nie było, że nie umiemy robić Treka".
Ale samo ustawienie narracji mogłoby przejść. W Andromedzie akcja dzieje się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy. Widza trzeba w nią prowadzić i ustawić go gdzieś w całości. Więc twórcy muszą nam to jakoś przekazać.
W SNW nie ma takiej potrzeby, można widzowi pozwolić samodzielnie dojść do tego gdzie i dlaczego się teraz znajduje. Dawać mu tylko podpowiedzi, aby sam zrozumiał, że bohaterowie znaleźli się te 65 milionów lat w przeszłości układu słonecznego i co w tym układzie nie zgadza się z tym co widz zna (czyli tu piąta skalista planeta). Ale oczywiście by to zrobić poprawnie potrzeba czasu. A tego widzom nie dają. :( Były przebłyski takiego sposobu narracji, ale w moim odczuciu nie wystarczające, bo niestety finał odcinka nadciągał a musieli pokazać akcje w 3 różnych miejscach w tym samym czasie.

Cytat: Q__ w 04 Sie 2026, 23:44Ale czy to ulatwia utrzymanie koncentracji mitycznemu współczesnemu widzowi(TM)? I ja śmiem powątpiewać...
Z tym współczesnym widzem jest coś nie tak. Nie chce mi się wierzyć, że aż tak się stoczyliśmy. Poza tym, to nie chodzi już o utrzymanie koncentracji widza, ale o to by nie wyłączył strumienia. Mówi mu się wszystko wprost, bo i tak wiedzą, że nie pamięta tego co było wcześniej. Myślę, że dobrym przykładem jest tu też ewolucja animacji czy to Futuramy czy Rick i Morty. Oba te seriale im dłużej się je ogląda tym bardziej bez znaczenia jest to gdzie one są osadzone. Zaczyna brakować w nich i uczucia kontynuacji jak i dobrych ciętych aluzji czy ripost. Choć jakościowo pod względem czy do kreski czy jakości wykonania trzymają poziom.

Tak samo z tymi 2 pierwszymi odcinkami SNW. One jako rzemiosło są bardzo dobre. Praca kamery, SGI, pomysł na przedstawienie. Ale te odcinki są też takie same jak wszystko inne, nijakie. Nie powodują u widza chęci powrotu by zastanowić się czy na pewno dobrze zrozumiał to co chciało pokazać. Nie musi, bo mu postacie wprost na końcu wszystko tłumaczą. I tu punkt (zarówno dodatni jak i ujemny) dla statku duchów, bo horror wymaga niedomówień, więc akurat tu, gdzie w ST chcielibyśmy jakieś odpowiedzi, horror nie pozwala nam ich przekazać. Stąd lepszy odbiór odcinka jako horror, ale gorszy jako Star Trek.

Q__

#482
Cytat: toudi w 05 Sie 2026, 13:43Ale samo ustawienie narracji mogłoby przejść. W Andromedzie akcja dzieje się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy. Widza trzeba w nią prowadzić i ustawić go gdzieś w całości. Więc twórcy muszą nam to jakoś przekazać.
W SNW nie ma takiej potrzeby, można widzowi pozwolić samodzielnie dojść do tego gdzie i dlaczego się teraz znajduje.

Nie jestem pewien, czy mówimy o tym samym. Mnie się rozchodzi ;) o to, że AND (jak każda klasyczna SF) eksponuje Dylemat stojący przed bohaterami (jak robi to w tym konkretnym wypadku, to rzecz akcydentalna), podczas gdy SNW w pierwszym odcinku sezonu daje mocny nacisk na dzianie się (tym razem osadzone w rozgrywanych z przyjemnością pulpowych kliszach, ale to też sprawa drugorzędna), a Problem zostaje wepchnięty w ostatniej chwili, prawie wstydliwie, przez co czyni wrażenie listka figowego (choć jak nad tym dumam, wygląda mi na to, że fabula musiała być wokół niego pisana).

Cytat: toudi w 05 Sie 2026, 13:43Dawać mu tylko podpowiedzi, aby sam zrozumiał, że bohaterowie znaleźli się te 65 milionów lat w przeszłości układu słonecznego i co w tym układzie nie zgadza się z tym co widz zna (czyli tu piąta skalista planeta). Ale oczywiście by to zrobić poprawnie potrzeba czasu.

Oczywiście, przyjęta technika introdukcji Centralnego Zagadnienia to rzecz drugorzedna, jak dlugo jest skuteczna (a zostawienie widowni samodzielnego prowadzenia śledztwa też może być b. efektywne), ale masz rację, że tutaj mogloby to zadzialać tylko w jednym wypadku - do połowy dostajemy radosną, campową retro-pulpę (spod której powoli przesącza się mroczna prawda), od połowy - mierzenie się z dramatycznym wyborem (+/- takie jak w AND). I albo powinni to upchnąć w +/- godzinie (w sposób niesprawiający jednak wrażenia mozolnego upychania), albo zaryzykować two-parter o dwu bardzo odmiennych klimatem częściach. Tylko oni chyba nie czują się na silach pisać debat w dawnym stylu...

Cytat: toudi w 05 Sie 2026, 13:43Z tym współczesnym widzem jest coś nie tak. Nie chce mi się wierzyć, że aż tak się stoczyliśmy.

Też mi się tak zdaje. Tj. nie kwestionuję, że korpo mogą mieć b. twarde dane, ale coś mi się widzi, że dane te sa interpretowane w sposób obarczony poważnymi błędami i uproszczeniami (który prowadzi twórców wprost w maliny).

Cytat: toudi w 05 Sie 2026, 13:43Myślę, że dobrym przykładem jest tu też ewolucja animacji czy to Futuramy czy Rick i Morty. Oba te seriale im dłużej się je ogląda tym bardziej bez znaczenia jest to gdzie one są osadzone. Zaczyna brakować w nich i uczucia kontynuacji jak i dobrych ciętych aluzji czy ripost. Choć jakościowo pod względem czy do kreski czy jakości wykonania trzymają poziom.

Niestety (a taką miałem nadzieję, że nowy sezon Futuramy będzie odtrutką na obecne korpo-wydmuszki). To samo dostrzegam w X-Men '97 od pewnego czasu (tj. po znakomitym "Remember It"*), w Batman: Caped Crusader (mimo tych wszystkich reinterpretacji, z których część jest minimum potencjalnie interesująca) też coś podobnego. Ot, dzieje się, i dzieje, i co z tego...?

* Ktoremu bez wahania przyznaję status współczesnego arcydziela telewizji fantastycznej i wyjątku od nowych reguł, o których tu mówimy. Ba, mam wrażenie, że może stanąć w zawody z klasykami, i z częścią z nich bez problemu wygrać (bo robi piorunujące wrażenie... mimo współczesnej, napakowanej zajściami, struktury; ale też te wszystkie gęsto upchane elementy nie są tam pustymi ozdobnikami, służą precyzyjnie zaplanowanej narracji).

toudi

ST SNW 4x03 miał być wakacyjny odcinek, wyszła nieprzyswajalna papka. Napięcie z pilota miedzy Ortegas i Scottym narasta. Więc kapitan postanawia rozwiązać problem w typowo nie działający korporacyjny sposób - zabiera całą załogę na wakacyjną planetę by tam się odprężyli. Mieli indywidualnie, wyszła z tego sztuczna integracja. I choć na końcu pokazują happy end problemów, to w moim odczuciu nic takiego nie osiągnęli. Przez cały odcinek cała zmiana alfa (to też wielokrotnie zostało powtórzone) jest totalnie naćpana - poza Ortegas, bo ta nie wiedzieć czemu jako jedyna postać w połowie pobytu wytrzeźwiała. Tak wiem, że była narratorem tej historii i ciężko aby przez cały odcinek bełkotała bez sensu jak pijany, naćpany Scotty (gdyby nie napisy, to bym w ogóle nie widział co on mamrota, jakby sam jego szkocki akcent nie był już dostatecznie trudny). Ale nadal, dlaczego tylko ona otrzeźwiała?

I z tym naćpaniem mam problem. Bo jest ona przedstawione w pozytywnym świetle. Ja rozumiem, że ta planeta wypoczynku (odpowiednik dobrze nam znanej Risa), jak by się nazywała, ma takie założenia. I że rzekomy efekt bycia pod wpływem ma zniknąć tak szybko jak tylko znikną opary z płuc. Ale co to za przesłanie. Zwłaszcza dla młodzieży. Po tym odcinku można by pomyśleć, że ćpanie i picie jest cool i zawsze kończy się dobrze. Urwany film? nie przejmuj się, na pewno nagrałeś sobie z przyszłości bystre przesłanie. Jak to przeszło w ogóle cenzurę wytwórni? Cały ten motyw to jedno wielkie NIE.

Pomijając Scottiego i Ortegas, to znowu odpalają tu te ukryte podświadome osobowości. Aż dziw, że La'an tylko kogoś pobiła a nie zdominowała całej planety jako zaczątku do swojego genetycznego imperialnego dziedzictwa. Chappel gra w bingo ze stulatkami - co oni już całkowicie skreślili w tym serialu? Pike udaje zbuntowanego nastolatka, co musi sobie tatuaż na czole zrobić. A Spock? Spock zapomniał, że odcinek temu dzięki logice potrafił wyrwać się z omamów halucynacji nawiedzonego statku. Teraz wszędzie widzi rośliny, łączy z nimi umysł. No prawdziwe dziecko kwiatów z niego się zrobiło.

A i jeszcze Kirk, który początkowo wydaje się być halucynacją Spocka, okazuje się że akurat spędzał wakacje na tej samej naćpanej planecie co nasza załoga - nie wiem czy to uniwersum jest tak małe, że on zawsze jest tam, gdzie Enterprise czy on ma już obsesje, by zostać kapitanem tego statku i ich śledzi. Czy może jakiś admirał uznał, że Pike jest takie niekompetentny w swojej robocie, że Kirk musi ich śledzić i naprawiać ich błędy? Lubię tę postać i tego aktora, ale albo wywalmy Pike i wstawmy tam Kirka, albo naprawdę niech tu będzie gościem, np jeden odcinek na sezon a nie stałą częścią obsady. Bo komu mam kibicować, gdy okazuje się, że bez Kirka nie da się tu fabuły ciągnąć do przodu.

Odcinek jest zły, słaby i ma naprawdę pojedyncze momenty, gdzie kąciki ust poszły do góry: urwany kciuk Scottiego (choć brakło tu jeszcze tryskającej krwi w stylu Tarrantino) czy spoliczkowanie Spocka przez Kirka, by go otrzeźwić. Ale to w sumie tyle. No i śpiew Uny. Muszę przyznać, że było to naprawdę miłe do ucha. Skąd taka dobra znajomość klingońskiego jednak w tych czasach? Nie wiem, ale i tak plus za śpiew.

Po całkiem dobrym trekowym odcinku i bardzo dobrym horrorowym odcinku dostajemy niestety syf w stylu Starfleet Acadamy. Ze złym przesłaniem, słabą fabułą i jeszcze gorszą puentą. Bo te przepychanki miedzy mostkiem a maszynownią były fajny elementem tła. Były przez chwilę zabawne i były takim możliwym rozluźnieniem atmosfery. Należało je ciągnąć przez cały sezon, właśnie po jednej czy dwóch scenach na odcinek. Tak by przypominać nam że to są ludzie, mają swoje zadania i priorytety i że jakoś je między sobą potrafią rozwiązać. A ledwo je dostaliśmy, to od razu je musieli eskalować i udawać, że je rozwiązali. Bo co, Scotty nie wypuścił bomby a Ortegas gotowa była z nim umrzeć? Nie mili innych rozwiązań? Naprawdę lepiej by to zakończyli, gdyby ich wrzucili razem do łóżka.

Na początku odcinka powinno być ostrzeżenie - oglądać tylko będąc totalnie wstawionym...

xetnoinu

Strach jutro oglądać po tym co wyżej. Strach.

Q__

#485
Cytat: toudi w 06 Sie 2026, 11:41Więc kapitan postanawia rozwiązać problem w typowo nie działający korporacyjny sposób

Cóż, wiemy od czasów DSC, że obecny Trek robiony jest przez korpoludki dla korpoludków ;).

Cytat: toudi w 06 Sie 2026, 11:41Po całkiem dobrym trekowym odcinku i bardzo dobrym horrorowym odcinku dostajemy niestety syf w stylu Starfleet Acadamy.

Jeśli tamte dwa to były te dobre, to xetnoinu ma/sz rację - czas się bać ;).

ps. Redakcja TM ppdcastowo o minionym odcinku:
https://trekmovie.com/2026/07/31/podcast-all-access-gets-spooked-by-the-griffin-incident-from-snw-catches-up-on-star-trek-at-sdcc/

Takie reżyserskie wyjaśnienie:
https://trekmovie.com/2026/08/04/star-trek-strange-new-worlds-director-explains-the-mystery-of-the-griffin-incident-exclusive/

Zapowiedzi odcinka 4x03. Zdjęcia:
https://trekmovie.com/2026/08/03/preview-human-best-friend-with-14-new-photos-from-star-trek-strange-new-worlds-ep-403/
https://blog.trekcore.com/2026/08/new-star-trek-strange-new-worlds-photos-human-best-friend/
https://treknews.net/2026/08/03/preview-star-trek-strange-new-worlds-403-human-best-friend/

Opis:

Human Best Friend – Shore leave on a pleasure planet turns dangerous when the crew's promised escape stops behaving like fun.
Written by Kathryn Lyn.
Directed by Yana Gorskaya.


Klip:
https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=1607573927395032&id=100044273207369

Recenzje ep. 4x03:
https://blog.trekcore.com/2026/08/star-trek-strange-new-worlds-review-human-best-friend/
https://treknews.net/2026/08/06/review-star-trek-strange-new-worlds-403-human-best-friend/
https://trekmovie.com/2026/08/06/recap-review-star-trek-strange-new-worlds-asks-dude-wheres-my-shuttle-in-human-best-friend/
https://reactormag.com/tv-review-star-trek-strange-new-worlds-human-best-friend/
https://kneelbeforeblog.co.uk/tv/star-trek-strange-new-worlds-human-best-friend/
https://www.jammersreviews.com/st-snw/s4/human-best-friend.php
https://www.ex-astris-scientia.org/episodes/snw4.htm#humanbestfriend
https://www.youtube.com/watch?v=pzkLvsek6_M - Jessie Gender
https://www.youtube.com/watch?v=77aiLIm31AA - Sci-Finatics
https://www.youtube.com/watch?v=gaG-2d5UZAw - TrekCulture 1
https://www.youtube.com/watch?v=JwtmjAo0yDA - TrekCulture 2
https://www.youtube.com/watch?v=jHlAShC9uHY - TrekYards 1
https://www.youtube.com/watch?v=R1Sifii_hRY - Major Grin/Nitpicking Nerd
https://www.youtube.com/watch?v=zRi_vIXe3hc - Mr. Know-It-All
https://www.youtube.com/watch?v=FdbIY4rQygE - UKDM Reviews
https://www.youtube.com/watch?v=CePBkFxWTwM - Live Long and Podcast
https://www.youtube.com/watch?v=oGwbvHBwNZU - Strange New Pod
https://www.youtube.com/watch?v=wq12N_cMNp0 - Tachyon Pulse

toudi

Cytat: Q__ w 06 Sie 2026, 17:57Cóż, wiemy od czasów DSC, że obecny Trek robiony jest przez korpoludki dla korpoludków ;).
Ino problem jest taki, że korpoludki nie oglądają porządnego SF, oni raczej Biuro i tym podobne. Seriale gdzie nie ma jednolitej fabuły a zbiory skeczy. Nie sądzę by jakieś korpoludki wytrzymały tyle sezonów SNW.

Cytat: Q__ w 06 Sie 2026, 17:57Jeśli tamte dwa to byly te dobre, to xetnoinu ma/sz rację - czas się bać ;).
Jak widziałem recenzje zagraniczne, większość zgłasza, że kalka KacVegas. Niestety mają rację. Nie pamiętałem tego filmu, bo dla mnie był średni. Ale teraz widzę, że nawet tatuaż u Pike'a jest kiepska kopią tego z KacVegas. Zżynali od kolegi, ale tak, że oblali.

Q__

#487
Cytat: toudi w 06 Sie 2026, 23:01Ino problem jest taki, że korpoludki nie oglądają porządnego SF

Ani nie piszą go ;).

ps. Recenzje - cd.:
https://www.youtube.com/watch?v=LFRRgiSuty4 - TrekYards 2
https://www.youtube.com/watch?v=iadxTToRWKA - TrekYards 3
https://www.youtube.com/watch?v=uZ9_EkEEk-8 - MechaRandom42
https://www.youtube.com/watch?v=nsqbAmICZfU - JDA Talks Trek

Q__

#488
Rozważania o tym, czego spodziewać się w wątku Ortegas:
https://www.youtube.com/watch?v=S3dov5JajqM

Oraz o zadaniach stojących przed SNW:
https://www.youtube.com/watch?v=AiTmUK9qGKs

I o relacjach Kirk-Spock w SNW:
https://reactormag.com/strange-new-worlds-spock-kirk-secret/

I recenzje - cd.:
https://www.youtube.com/watch?v=Jn8vBu-85g0 - Dave Cullen
https://www.youtube.com/watch?v=XIwJ24C2Q3Y - Mollie and the Old Man

Smok.Eustachy

3 odcinek jest fajoski. Więcej ni mogę napisać bo mnie kot podsiad

xetnoinu

#490
Odcinek przepustkowy, moim zdaniem ponownie jest mało trekowy.

Formalnie to historia wyjęta z LD. Czyli szalona akcja i ekstremalne dowcipy na granicy dobrego tonu lub poniżej tej granicy czyli żenujące lub czasem obrzydliwe. Ale co jest w poetyce LD nie jest w poetyce SNW i jest z tym duży dysonans. Ale ok. Niech to będzie komedia z utratą pamięci na wyjeździe. Przyjrzyjmy się temu.
Główną osią jest spór pomiędzy Ortegas a głównym inżynierem. Ona niszczy silnik zbyt ciężką nogą na gazie - on usprawnia sygnalizację tego zjawiska przez alert na konsoli. I co, to jest spór?
W wizji nowego człowieka ST przyszłości to ludzie są ponad kłótnie w pracy, cieszą się z innowacji i chcą rozwijać się oraz technologię.
To nie koniec nietrekowości.
We wspomnianym LD jest odcinek, kiedy inżynierowie są po kilku tygodniach kierowani na przymusowe spa/odpoczynek ale oni tak są oddani pracy, że w ukryciu nadal robią projekty inżynierskie, bo to kochają.
Tymczasem w tym odcinku jest kultura korpo zapieprzu. Zmiana alfa od pół roku nie miała wolnego a inne zmiany miały. Ludzie na okręcie nie mają czasu na samorozwój. W LD szef ochrony ma kółko poezji, Mariner i Boimler grają na instrumentach., pierwszy oficer ma siłownię w kajucie.
Tu harówka jest taka, że dopiero na jednodniowym wyjeździe Una może pośpiewać. A wszyscy odreagowują przepracowanie ekstremalnym hajem psychodelików z powietrza.
To jest tak nietrekowa wizja przyszłości, że boli w każdym momencie oglądania.

Potem są problemy, jak ustaliliśmy z RedHatMeg, że to miał być odcinek przed Griffinem.
Bo zobaczcie tu Spock ma problem z odróżnieniem wizji-roślin-ludzi od prawdziwego Kirka.
La'AN została puszczona na przepustkę z jej stanem pod wpływ nieznanych halucynogenoów !!!
Widzimy dowcip (okropny i niesmaczny) z palca odnoszący się do aktora z TOS, który przed kamerą chował stratę palca z rany poniesionej na wojnie.

Przy obecnej kolejności to idiotyczne. Spock dopiero co pokonał iluzję co zamordowała 300 osób, La'An dopiero co omal nie zabiła Kirka, Spock miał problem z rozpoznaniem T'Pring a Griffin dał mu wizję obcinania palcy kapitana.

Jeżeli odwrócimy kolejność odcinków, to nie ma cofki w rozwoju bohaterów i mamy świetne wprowadzenie, że Spock miał problem czy T'Pring jest prawdziwa, że miał wizję obcinania palcy. Oraz że wzrost agresji La'An na planecie halucynogennej zwiastował kosę w brzuch Kirka.
Odcinek z USS Griffin miał być czwarty, puścili jako drugi i odcinek z przepustką przez zapomnienie co było przed chwilą stał się idotyczny. Puszczenie La'An na wpływ tych środków to jawna niekompetencja kapitana, a Spock przeszedł tu regres umysłowy.

Aktorstwo w tym odcinku nie jest dobre - szczególnie kapitana Pike'a. A już dwa tatuaże plus na twarzy idiotyzm napisany współczesnym angielskim tylko z użyciem literek klingońskich to już jest jawna kpina.

Odcinek zmarnował dwie szanse na ciekawe wątki.
Połączenie jaźni z roślinami, wykorzystując coś co jest opisane w popularnej pozycji Sekretne życie drzew (drzewa grzyby owady tworzą wspólna sieć przewodzącą informację) byłoby pomysłem na znalezienie promu. I to bardzo w stylu nawet TMP.
Ale to była łączność kwiata doniczkowego z dachem bez roślin. Idiotyzm.

Utraconym progresywnym wątkiem byłoby też postawienie tezy wbrew GR, że niektóre używki nie są złe jak narkotyk. Że mogą nie uzależniać i mieć pozytywny wpływ na rozwój ludzi czy leczenie ptsd powszechnego na tym okręcie. Obecnie świat nauki to bada i na to wychodzi, że należy niektóre substancje halucynogenne odczarować jako samo zło.

Ale dano nam kontakt z niegroźnym halucynogenem jako symulację kaca i utraty filmu po imprezie z wódą plus wzmocnienie agresji i przyzwolenie na niszczenie sprzętów i przedmiotów w hotelu.

I te dekoracje tego przybytku, korytarze - to nie był futuryzm.

Odcinek jest żenujący, nietrekowy. Jedyny plus, że zagadka z utratą pamięci została wyjaśniona i nawet wpleciona w jakieś negocjacje. Ale serio negocjacje z obcym gatunkiem musiała przeprowadzać zmiana alfa w tym stanie upojenia halucynogennego?

Ja po tym odcinku zaczynam tęsknić nawet do najgłupszych epizodów piątego sezonu Discovery. Sławny wyścig z  miseczkami z Ikei wypełnionymi wodą i Tilly duszącej się wkoło palących się świec. Mimo błędów był tam duch ST. Bohaterki chciały dobrze, chciały pomóc, odkryć poszlaki, zatrzymać broń Protoplastów (tak na tym etapie to odbierano) by chronić odbudowujacą się Federację i tubylców.
Mimo głupot był to Trek z oficerami będącymi jakimś cieniem ale jednak jakoś wpisującymi się w lepszych ludzi przyszłości.
W tym odcinku SNW Gwiezdna Flota to serio organizm wyzysku korporacyjnego z XX/XXI wieku, który zamęcza pracowników i uzależnia ich od siebie wódczanymi przymusowymi wyjazdami integracyjnymi.

Ten odcinek nie działa jako Trek. Jest słaby jako film typu Wyjazd integracyjny/Kac Vegas. Umiejscowiony po odcinku horrorowym niepotrzebnie ogłupia nam postaci.

Nie jest dobrze. Jest coraz gorzej.


Q__

#491
Cytat: xetnoinu w 11 Sie 2026, 11:33Formalnie to historia wyjęta z LD

Z tych elementów lowerdeckowych jedno mi się podobało - przywołane "It's green" klasyczne, w trzeciej już wersji. Choć M'Benga jest tam strasznie creepy.

Cytat: xetnoinu w 11 Sie 2026, 11:33Główną osią jest spór pomiędzy Ortegas a głównym inżynierem. Ona niszczy silnik zbyt ciężką nogą na gazie - on usprawnia sygnalizację tego zjawiska przez alert na konsoli. I co, to jest spór?
W wizji nowego człowieka ST przyszłości to ludzie są ponad kłótnie w pracy, cieszą się z innowacji i chcą rozwijać się oraz technologię.

Prawda. Elementem wizji G.R. - w jej ostatecznie zakulisowej części - była troska o dobrostan i harmonię psychiczną, skąd m. in. moja sympatia do DISCO4, które się tym tematem - może naiwnie i anachronicznie, ale jednak - zajęło. Tu wszakże nie mamy problemu psychologicznego, tu mamy prosty problem techniczny (spór o priorytety i modus operandi) ktory wymaga - modnie mówiąc - optymalizacji na technicznym właśnie poziomie.
Jeśli Scotty i Ortegas nie potrafią tak do tego podejść i sprowadzili spóŕ na bezsensowną płaszczyznę osobistą to, przed wkroczeniem psychologa (kogoś z podwladnych M'Bengi, albo i samego CMO, który - wedle słów z nowelizacji Fostera - odpowiadal w owej erze i za te kwestie), powinniśmy dostać uzasadnienie, co spowodowało, że dorośli ludzie z XXIII stulecia zapędzili się w ten zaułek (klania się casus odcinka TNG "The Bonding", i tego, na jakich zasadach Roddenberry dopuścił w nim odejście od swoich reguł).

Cytat: xetnoinu w 11 Sie 2026, 11:33w tym odcinku jest kultura korpo zapieprzu. Zmiana alfa od pół roku nie miała wolnego a inne zmiany miały. Ludzie na okręcie nie mają czasu na samorozwój. W LD szef ochrony ma kółko poezji, Mariner i Boimler grają na instrumentach., pierwszy oficer ma siłownię w kajucie.
Tu harówka jest taka, że dopiero na jednodniowym wyjeździe Una może pośpiewać. A wszyscy odreagowują przepracowanie ekstremalnym hajem psychodelików z powietrza.
To jest tak nietrekowa wizja przyszłości, że boli w każdym momencie oglądania.

To by mogło pasować do załogi czasu nadzwyczajnego (Defiant w czasie Dominion War, Discovery - gdy trwała ta z Klingonami), ale nie do rutyny misji eksploracyjnej.
https://www.youtube.com/watch?v=ngrx26Xtvak

Smok.Eustachy

Łołkowość Sternicy została podważona

WVR23PH

Cytat: Smok.Eustachy w 11 Sie 2026, 16:40Łołkowość Sternicy została podważona
Wspaniały awatar, Smoku!
A o tym wyżej chcę więcej, nawet po to, żeby było o czym dyskutować...

WVR23PH

#494
Star Trek: Strange New Worlds S04E03 — Human Best Friend
No dobra: to jest stoner comedy.  To jest właściwie The Hangover skrzyżowane z Dude, Where's My Car?, tylko zamiast Vegas mamy Star Trek. I już samo to jest dla mnie dużym plusem, bo Trek ma do psychodelików stosunek trochę dziwny. Zwykle kiedy pojawiały się substancje, bardzo często były przedstawiane jako coś złego, degenerującego albo jako kolejny problem do rozwiązania. Alkohol natomiast może sobie spokojnie istnieć w tle jako część życia załogi. Tutaj mamy wreszcie coś znacznie ciekawszego: psychedelic experience jako dziwne, zabawne i potencjalnie interesujące doświadczenie, a nie automatycznie ,,drugs are bad, kids".  Ale, do rzeczy.
  • Stoner comedy ma swoją własną konstrukcję. Potrzebujemy zwykle pary bohaterów, prostego questa, stopniowej eskalacji, powtarzających się gagów, epizodycznych skitów, coraz bardziej absurdalnych konsekwencji oraz czasem amnezji i rekonstrukcji poprzedniej nocy. Mamy też często ten bardzo charakterystyczny mechanizm: bohaterowie odkrywają, że zrobili coś idiotycznego, potem odkrywają, że zrobili coś jeszcze bardziej idiotycznego... I tutaj prawie wszystko jest - Ortegas i Scotty dają nam duet. Shuttlecraft daje quest. Luki w pamięci dają rekonstrukcję. Bingo, karaoke, tatuaże... dają skity. Stawka rośnie, a wraz z nią poziom odklejenia. Formalnie rzecz biorąc, scenarzyści odrobili pracę domową.
  • Klisze są super, jeśli się je dobrze wykorzystuje. Harold & Kumar nie jest dobry dlatego, że wymyślił nowy rodzaj narracji. Cheech & Chong nie odkryli duetu dwóch idiotów. Dude, Where's My Car? nie opatentował amnezji. Pineapple Express nie wynalazł eskalacji. Te filmy po prostu rozumieją, że każdy element musi coś robić: gag wynika z charakteru, quest powoduje komplikację, komplikacja podnosi stawkę, a kolejny gag jest konsekwencją poprzedniego.
  • I tutaj zaczyna się problem, bo Human Best Friend jest jednym z najbardziej frustrujących odcinków SNW właśnie dlatego, że mógł być jednym z najlepszych. Wszystko było gotowe. Zamiast wykorzystać te elementy do zbudowania porządnej komediowej maszyny, scenariusz zbyt często traktuje je jak naklejki: ,,DODAJ TATUAŻ", ,,DODAJ SKIT", ,,KTOŚ MA LUKĘ W PAMIĘCI".
  • Widać to po Pike'u. Tatuaż konia? Pike kocha konie, więc jeśli po psychodelicznym wieczorze budzi się z koniem na skórze, to jest głupie, ale wynika z postaci. "Co zrobi Pike, kiedy straci kontrolę?". Odpowiedź brzmi: najwyraźniej zrobi sobie permanentną pamiątkę swojej największej miłości. Perfect. A potem mamy tatuaże na twarzy zapisane klingońskim alfabetem, ale po angielsku. I tutaj już tylko: what the fuck? Co to mówi o postaci? Nic. Z czego wynika? Z niczego. Do czego prowadzi? Donikąd. To jest po prostu ,,HAHA, tatuaż na gębie!". I właśnie tak wygląda różnica między dobrym gagiem a gagiem, który scenarzysta przykleił taśmą do sceny.
  • Uhura jest jeszcze bardziej zmarnowaną okazją. Jest formalna, spięta, profesjonalna, kontrolowana. Więc kiedy psychodeliki zdejmują jej hamulce, scenariusz robi z niej... hipiskę. Why? To jest przecież gotowy generator komedii: najbardziej formalna osoba na statku traci kontrolę. Mogła mówić wszystkim, co naprawdę o nich myśli, próbować prowadzić odprawę jak w stanie wojennym, tylko kompletnie odklejoną, albo przeciwnie — odkryć nagle duchową jedność wszechświata i doprowadzać tym resztę załogi do szału. Cokolwiek, byle wynikało z Uhury. Tymczasem mamy po prostu ,,Uhura is a hippie now". Bullshit.
  • La'an? La'an jest agresywna. Po odurzeniu jest... agresywna... Naprawdę? To jest cały pomysł? La'an jest jedną z najbardziej kontrolujących i spiętych osób na statku. Jej utrata kontroli powinna być kopalnią złota. Albo mogła stać się po raz pierwszy w życiu absolutnie spokojna, co byłoby znacznie bardziej niepokojące dla całej reszty. Ale nie: La'an = angry. Dziękuję, postoję.
  • Spock działa znakomicie, bo jego gag wynika z charakteru. Naćpany Spock jest bardziej wolkański niż Spock na trzeźwo. Nie staje się nagle głupkiem, w przeciwieństwie do Charades. Przeciwnie: jego logika i wolkańska powściągliwość zostają podkręcone do poziomu, na którym stają się absurdalne. To jest dokładnie właściwy rodzaj stoner comedy: bierzesz istniejącą cechę postaci i ustawiasz ją na 11.  Do tego wizja/niewizja Kirka. I tak, FOR FUCK'S SAKE, KIRK, ZNOWU KIRK.... naprawdę zaczynam podejrzewać, że Strange New Worlds ma obowiązkowy checkbox "ADD KIRK". Ale tutaj akurat działa. Niepewność, czy Spock rzeczywiście go widzi, czy jest to element tripu, bardzo dobrze pasuje do całej konstrukcji. Jest powracającym motywem i wynika z sytuacji, zamiast być tylko kolejnym ,,look, it's Kirk!". Więc tym razem: fine. Zaliczam.
  • Mind meld z rośliną powinien być absolutnym złotem. Spock łączy umysł z rośliną? Hell yes. Roślina mogłaby mieć kompletnie inną percepcję czasu, komunikować się chemicznie, postrzegać rzeczywistość w sposób całkowicie nie-ludzki. Spock mógłby dostać najbardziej kosmiczne doświadczenie w całym swoim życiu. Tymczasem dostajemy po prostu Spock + plant = funny. I to jest kolejny przypadek, gdzie pomysł jest świetny, a wykonanie... Mieli materiał na jeden z najlepszych gagów całego odcinka i zrobili z tego to, co zrobili.
  • M'Benga... Dlaczego, na Upiory Pah, M'Benga jest złym barmanem? To jest chirurg, człowiek z doskonałą ręką, precyzją i umiejętnością pracy pod presją. Powinien być fantastycznym barmanem. Powinien traktować drinka jak operację: wszystko odmierzone, szkło sterylne, składniki przygotowane jak instrumenty chirurgiczne. ,,Nie dotykaj shakera." ,,Dlaczego?" ,,Procedura jeszcze trwa." Podaje idealnego drinka: ,,Patient survived." Koniec. Gotowy gag. Nie trzeba nawet niczego wymyślać. A scenariusz robi z niego po prostu kiepskiego barmana. Zabrakło im jednej postaci do obsadzenia skitu?
  • I właśnie tutaj dochodzimy do sedna: oni mają postacie, które same generują żarty. Pike i konie. Uhura i formalność. La'an i kontrola. Spock i logika. M'Benga i chirurgia. Ortegas i latanie. Scotty i inżynieria. Chapel i medycyna. Nie trzeba nawet pisać nowych dowcipów. Wystarczy zapytać: ,,Co się stanie, kiedy ta konkretna osoba straci kontrolę?" Tymczasem scenariusz zbyt często pyta: ,,Jaki losowy dowcip możemy teraz zrobić z tą osobą?" I to jest ogromna różnica. Najlepsze momenty tego odcinka wynikają z charakteru. Pike + koń — działa. Spock + przesadna wolkańskość — działa. Hallu-Kirk — działa. Una + Bonnie Tyler — fucking brilliant. Absurd nie zastępuje charakteru. Absurd wyrasta z charakteru.
  • I oczywiście Una śpiewająca Total Eclipse of the Heart po klingońsku jest dokładnie tym, czego chcę od tego odcinka. Jest kompletnie niepotrzebna, kompletnie absurdalna i absolutnie cudowna. Rebecca Romijn naprawdę przygotowywała wymowę klingońską do tej sceny. I to jest różnica: pomysł jest idiotyczny, ale wykonanie jest perfekcyjnie serio. 10/10. No notes, biere, dwa razy.
I właśnie dlatego tym bardziej szkoda, że scenariusz nie dowozi. To nie jest odcinek, który był za głupi. To jest odcinek, który był za mało przemyślany. Stoner comedy może i powinna być silly. Ale nie może być stupid w tym sensie, że scenariusz przestaje respektować własną logikę tylko po to, żeby dopchnąć kolejny gag. Bohaterowie mogą być tymczasowo lub permanentnie totalnymi durniami. Scenariusz ma to wszystko tak ogarnąć, żeby nie wyszedł Jackass in spaaaaceeee! tylko co najmniej Dude, Where's My Shuttle? Tu są poszlaki zamiast payoffów, bo skity też trzeba umieć wrzucać. Mam wrażenie, że scenarzyści wysypali na podłogę wszystkie klocki stoner comedy, popatrzyli na nie i powiedzieli: ,,Look! We have LEGO!" Tak. You have LEGO. Build something.
Bo naprawdę mieli wszystko: duet, quest, amnezję, rekonstrukcję, running gags, eskalację, psychodeliki, dziwną planetę, halucynacje i świetnie zdefiniowane postacie.  Wystarczyło pozwolić, żeby elementy się zazębiały: gag powinien powodować następny gag, cecha postaci decyzję, decyzja komplikację, komplikacja podnosić stawkę, a finał powinien pokazać, że cały ten absurd miał jednak strukturę. Tu mamy fajerwerki, ale tylko za oknem, bo w odcinku ich nie ma - nawet one są na siłę akurat tym jednym przypadkowym elementem, który ratuje sytuację. Poszlaka, nie payoff.
Dostaliśmy po prostu checklistę gatunku.
Griffin Incident też jechał na kliszach, ale zrobił to z wyczuciem i wygrał. Human Best Friend poległ.
Ten odcinek jest dla mnie jednym z najgorszych w Strange New Worlds, nie dlatego, że jest zły pomysłowo, tylko dlatego, że jest zmarnowany, a mógłby być top-tier SNW. Lekki, kolorowy, psychodeliczny, absurdalny, z załogą zachowującą się jak banda idiotów — ale idiotów, którzy nadal są sobą. Zamiast tego mamy kilka naprawdę świetnych rzeczy zatopionych w scenariuszu, który zbyt często mówi: ,,trust me, this is funny".

6/10, w tym 1 za  Scotty'ego, lubię chłopaka, i 1 za śpiewającą Unę.